12.08.2024, 17:31 ✶
Anthony powinien się cieszyć, że przed pójściem spać został napojony wszelkiego rodzaju środkami regenerującymi, które z kolei sprawiły, że dosyć prędko odpłynął do krainy snów. W przeciwnym razem byłby skazany na nieopisaną wręcz mękę, jaką stanowiło bycie świadkiem tego, jak Erik przewalał się średnio co dziesięć minut z boku na bok, raz przywierając ciałem do Shafiqa, aby po kilku minutach oderwać się od niego i wylądować na brzuchu z poduszką wsuniętą pod głowę pod takim kątem, który mógłby zostać uznany za wygodny tylko przez największych masochistów.
Koniec końców poranek zastał ich, kiedy Longbottom smacznie sobie spał z kołdrą nasuniętą praktycznie pod nos, poduszką na podłodze i zsuniętym do połowy prześcieradłem. Nie był zbytnio świadomy tego, że niedawno w apartamencie zjawił się Wergiliusz; może w stanie pół-snu zarejestrował ciche trzaski charakterystyczne dla małych stópek uwijających się w te i we wte po mieszkaniu,jednak zupełnie je zignorował. Przyzwyczaił się już do tego przez życie w Warowni. Bądź co bądź, Malwa była pod tym względem niewiele lepsza od swojego ''znajomego''.
— Hmm? — mruknął, powoli wybudzając się ze snu, gdy poczuł obce usta tuż przy swoim uchu.
Mimowolnie wyciągnął dłoń spod skrawka pościeli i podrapał się w tym miejscu. Dopiero po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, gdzie był, a przede wszystkim z kim. Uchylił minimalnie powieki, skupiając się na przywołaniu wspomnień z ubiegłej nocy. Momentalnie się skrzywił, gdy przypomniał sobie o ich wspólnej wizycie w teatrze, wielkiej wyprawie do Ministerstwa Magii i nocnym powrocie do Anthony'ego. I jeszcze teraz ględzono mu nad głową w obcym języku. Co to było? Mandaryński? Łacina? A może jakiś wymarły język, jakim chciał się pochwalić w tym momencie Shafiq.
— Nie wiem, o czym mówisz, a więc muszę uznać, że jest to coś wulgarnego — wymamrotał, nie odrywając nawet głowy od materaca. Westchnął ciężko, walcząc z chęcią powrotu do krainy Morfeusza (wiadomo którego). — To trochę brak szacunku w stosunku do swojego gościa. Na delegacjach też się tak zabawiasz?
Koniec końców poranek zastał ich, kiedy Longbottom smacznie sobie spał z kołdrą nasuniętą praktycznie pod nos, poduszką na podłodze i zsuniętym do połowy prześcieradłem. Nie był zbytnio świadomy tego, że niedawno w apartamencie zjawił się Wergiliusz; może w stanie pół-snu zarejestrował ciche trzaski charakterystyczne dla małych stópek uwijających się w te i we wte po mieszkaniu,jednak zupełnie je zignorował. Przyzwyczaił się już do tego przez życie w Warowni. Bądź co bądź, Malwa była pod tym względem niewiele lepsza od swojego ''znajomego''.
— Hmm? — mruknął, powoli wybudzając się ze snu, gdy poczuł obce usta tuż przy swoim uchu.
Mimowolnie wyciągnął dłoń spod skrawka pościeli i podrapał się w tym miejscu. Dopiero po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, gdzie był, a przede wszystkim z kim. Uchylił minimalnie powieki, skupiając się na przywołaniu wspomnień z ubiegłej nocy. Momentalnie się skrzywił, gdy przypomniał sobie o ich wspólnej wizycie w teatrze, wielkiej wyprawie do Ministerstwa Magii i nocnym powrocie do Anthony'ego. I jeszcze teraz ględzono mu nad głową w obcym języku. Co to było? Mandaryński? Łacina? A może jakiś wymarły język, jakim chciał się pochwalić w tym momencie Shafiq.
— Nie wiem, o czym mówisz, a więc muszę uznać, że jest to coś wulgarnego — wymamrotał, nie odrywając nawet głowy od materaca. Westchnął ciężko, walcząc z chęcią powrotu do krainy Morfeusza (wiadomo którego). — To trochę brak szacunku w stosunku do swojego gościa. Na delegacjach też się tak zabawiasz?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞