12.08.2024, 21:02 ✶
Crow nie oczekiwał od osób, z którymi wysyłała go w wyprawy jego dziewczyna, aby potrafili wykonać robotę za niego. Po coś tu przecież był, nieprzydatność w danych okolicznościach stanowiła marnowanie jego cennego czasu, ale... Cóż, dotychczas nigdy nie trafił jeszcze na osobę, która robiłaby pod górkę samej sobie. Część jego umysłu trwała wciąż w narracji, że czegoś się nie domyślał, a część cóż - powoli obnażała Septimę Ollivander z nieco żałosnej prawdy o jej dziwacznej naturze. Może się za dużo naczytała tych swoich książeczek i teraz nie ogarniała powagi sytuacji?
Zmierzył tego faceta nieprzyjemnym spojrzeniem, jakby zadał pytanie, na które odpowiedź była wręcz oczywista. W swojej masce był całkowicie przekonany, że powinno być zadane jemu, a nie Septimie. Ociekając niechęcią i agresją do obcej osoby, odburknął jedynie krótkie „wypieprzaj”, nie mogąc wykrzesać w sobie charyzmy na coś więcej. Szybkim i nieco bardziej zdecydowanym niż słowa krokiem zbliżył się do dziewczyny i pokręcił głową na propozycję napicia się. Zamiast tego podniósł z podłogi pubu walizkę i książkę, którą umieścił pod swoją pachą, żeby mieć wolną rękę i podać ją pannie Ollivander. Bardzo sugestywnie, w sposób wymuszający wręcz, żeby podała mu swoją. Nie wyszarpał jej oczywiści na zewnątrz na siłę, po prostu... niekoniecznie dopuszczał do siebie ewentualny sprzeciw i był w stanie odchrząknąć głośno, żeby ją pospieszyć.
Chciał znaleźć się znów na zewnątrz. Na tym malutkim, miejskim ryneczku obleczonym teraz delikatnym półmrokiem. Powoli zaczynało zmierzchać, ale daleko jeszcze było do głębokiej nocy.
Mógłby się jej zapytać o detale tego co zastał, ale zamiast tego znalazłszy się na zewnątrz puścił jej rękę zmieszany i odetchnął. Dlaczego czuł się przy niej tak głupio, jakby była jego młodszą siostrą albo coś w ten deseń? On już nie miał żadnych młodszych sióstr, porzucił je lata temu i nie żałował znalezienia się w miejscu, w którym się znajdował - ludzka bezradność powinna kłuć go w duszę o wiele bardziej, niż robiła to teraz.
- Naprawdę... musiałem wyjść na zewnątrz - wyjaśnił więc, nie do końca wierząc w to, dlaczego próbował kłamać. - Chodź - skinął głową w stronę, w jaką mieli się udać, żeby zostawić jej rzeczy.
Zmierzył tego faceta nieprzyjemnym spojrzeniem, jakby zadał pytanie, na które odpowiedź była wręcz oczywista. W swojej masce był całkowicie przekonany, że powinno być zadane jemu, a nie Septimie. Ociekając niechęcią i agresją do obcej osoby, odburknął jedynie krótkie „wypieprzaj”, nie mogąc wykrzesać w sobie charyzmy na coś więcej. Szybkim i nieco bardziej zdecydowanym niż słowa krokiem zbliżył się do dziewczyny i pokręcił głową na propozycję napicia się. Zamiast tego podniósł z podłogi pubu walizkę i książkę, którą umieścił pod swoją pachą, żeby mieć wolną rękę i podać ją pannie Ollivander. Bardzo sugestywnie, w sposób wymuszający wręcz, żeby podała mu swoją. Nie wyszarpał jej oczywiści na zewnątrz na siłę, po prostu... niekoniecznie dopuszczał do siebie ewentualny sprzeciw i był w stanie odchrząknąć głośno, żeby ją pospieszyć.
Chciał znaleźć się znów na zewnątrz. Na tym malutkim, miejskim ryneczku obleczonym teraz delikatnym półmrokiem. Powoli zaczynało zmierzchać, ale daleko jeszcze było do głębokiej nocy.
Mógłby się jej zapytać o detale tego co zastał, ale zamiast tego znalazłszy się na zewnątrz puścił jej rękę zmieszany i odetchnął. Dlaczego czuł się przy niej tak głupio, jakby była jego młodszą siostrą albo coś w ten deseń? On już nie miał żadnych młodszych sióstr, porzucił je lata temu i nie żałował znalezienia się w miejscu, w którym się znajdował - ludzka bezradność powinna kłuć go w duszę o wiele bardziej, niż robiła to teraz.
- Naprawdę... musiałem wyjść na zewnątrz - wyjaśnił więc, nie do końca wierząc w to, dlaczego próbował kłamać. - Chodź - skinął głową w stronę, w jaką mieli się udać, żeby zostawić jej rzeczy.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.