13.08.2024, 06:06 ✶
Dora nie miała szansy znaleźć się u Abottów podczas obchodów, które zaplanowali by podziękować mieszkańcom za pomoc przy zbiorach, ale plotki robiły swoje i miały to do siebie, że rozchodziły się szybko. Minęło może parę dni i cała dolina już huczała od pochlebnych słów kierowanych pod adresem wspaniałych obrońców abottowego sadu, a w szczególności ich cennych jabłoni.
Całe wydarzenie martwiło Crawley, ale pod koniec dnia bardzo szybko dochodziła do wniosku, że skoro kryzys został powstrzymany to nie było czym się aż tak przejmować. Ogród Longbottomów wyglądał nad wyraz dobrze, a od strony Abottów nie pojawiały się kolejne głosy na temat tego, by podejrzana i agresywna roślina znowu upominała się o swoje. Z resztą, dziewczyna było poniekąd przekonana, że była to anomalia wywołana właśnie pozostałościami po magii Beltane. Teraz, pod koniec lipca, wszystko zdawało się rosnąć we wręcz szaleńczym tempie, zapychając chwastami każdy wolny centymetr na grządkach, w sadach czy pleniąc się po trawie, która wcześniej nie miała takich problemów.
Otrzymany od Nory list przyjęła z właściwą dla siebie dozą radości. Lubiła gości, a już w szczególności takich, którzy posiadali podobne do niej zainteresowania, a panna Figg wydawała się bardzo dobrym tego przykładem. Kiedy więc usłyszała pukanie do drzwi, podskoczyła do nich szybciej niż byłaby w stanie powiedzieć krótkie 'proszę'; co prawda w tym procesie potknęła się o dywan i w te drzwi prawie wleciała, ale to nie było teraz ważne, bo nic jej nie było.
- Nora, jak dobrze cię widzieć, zapraszam - uśmiechnęła się do niej, otwarłszy drzwi i na moment opierając się o nie, czekając aż kobieta skorzysta z zaproszenia. - Mam nadzieję, że skorzystałaś z okazji i poprosiłaś ewentualnie Malwę o coś do picia? Jedzenia? Jak nie to możemy ją jeszcze zawołać - zaszczebiotała, czekając jeszcze na odpowiedź i dopiero po niej zamknęła drzwi.
Pokój Dory składał się przede wszystkim z dwóch rzeczy, książek i roślin. Jedną ze ścian pokrywał z całości regał, będący pewnie dla niektórych marzeniem, bo wszystkie półki wypełnione były ciasno woluminami, starszymi i nowszymi. Większość nich adresowała w swoich tytułach zagadnienia teorii magii, zielarstwa i eliksirów, ale inne tematyki też łatwo było pośród nich znaleźć. Kwiatki i inne rośliny doniczkowe natomiast zajmowały parapety, ustawione w kątach stelaże lub podłogę. Na całe szczęście jednak, właścicielka miała na tyle rozsądku, by te bardziej problematyczne trzymać w ogródku.
Całe wydarzenie martwiło Crawley, ale pod koniec dnia bardzo szybko dochodziła do wniosku, że skoro kryzys został powstrzymany to nie było czym się aż tak przejmować. Ogród Longbottomów wyglądał nad wyraz dobrze, a od strony Abottów nie pojawiały się kolejne głosy na temat tego, by podejrzana i agresywna roślina znowu upominała się o swoje. Z resztą, dziewczyna było poniekąd przekonana, że była to anomalia wywołana właśnie pozostałościami po magii Beltane. Teraz, pod koniec lipca, wszystko zdawało się rosnąć we wręcz szaleńczym tempie, zapychając chwastami każdy wolny centymetr na grządkach, w sadach czy pleniąc się po trawie, która wcześniej nie miała takich problemów.
Otrzymany od Nory list przyjęła z właściwą dla siebie dozą radości. Lubiła gości, a już w szczególności takich, którzy posiadali podobne do niej zainteresowania, a panna Figg wydawała się bardzo dobrym tego przykładem. Kiedy więc usłyszała pukanie do drzwi, podskoczyła do nich szybciej niż byłaby w stanie powiedzieć krótkie 'proszę'; co prawda w tym procesie potknęła się o dywan i w te drzwi prawie wleciała, ale to nie było teraz ważne, bo nic jej nie było.
- Nora, jak dobrze cię widzieć, zapraszam - uśmiechnęła się do niej, otwarłszy drzwi i na moment opierając się o nie, czekając aż kobieta skorzysta z zaproszenia. - Mam nadzieję, że skorzystałaś z okazji i poprosiłaś ewentualnie Malwę o coś do picia? Jedzenia? Jak nie to możemy ją jeszcze zawołać - zaszczebiotała, czekając jeszcze na odpowiedź i dopiero po niej zamknęła drzwi.
Pokój Dory składał się przede wszystkim z dwóch rzeczy, książek i roślin. Jedną ze ścian pokrywał z całości regał, będący pewnie dla niektórych marzeniem, bo wszystkie półki wypełnione były ciasno woluminami, starszymi i nowszymi. Większość nich adresowała w swoich tytułach zagadnienia teorii magii, zielarstwa i eliksirów, ale inne tematyki też łatwo było pośród nich znaleźć. Kwiatki i inne rośliny doniczkowe natomiast zajmowały parapety, ustawione w kątach stelaże lub podłogę. Na całe szczęście jednak, właścicielka miała na tyle rozsądku, by te bardziej problematyczne trzymać w ogródku.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.