13.08.2024, 08:08 ✶
Dora co jakiś czas i jakże dyskretnie, spoglądała na niesiony przez niego worek kości. Z jednej strony chciała mu zaproponować, że może można było rzucić zaklęcie, które by ten worek uniosło i nie telepałby się tam na boki, ale z drugiej strony to Thomas był tutaj chyba ekspertem od translokacyjnych zaklęć i pewnie z jakiegoś powodu nie chciał tego robić. W każdym razie, na ten temat akurat nie powiedziała ostatecznie nic, bo przy całej melancholii wobec śmierci, to wciąż były tylko kości. Symboliczne dla nich, żywych, a nie dla zmarłych.
- Tak, bardzo dobre - przyznała mu rację, ale mimo wszystko znowu skuliła się gdzieś w sobie, wokół własnych myśli i wątpliwości co do własnych intencji. Jedną z najbardziej przerażających dla niej rzeczy w życiu, było poddanie się niepewności i złym emocjom podczas rzucania zaklęć. Nie bała się zemsty rodziny swojej matki tak bardzo, jak obawiała się że sprzeniewierzy własnej magii i ta odciśnie na niej swoje piętno, a potem powoli stoczy się na dół.
- Nie lubię tego - powiedziała trochę za szybko, zanim zdążyła pomyśleć, czy w ogóle powinna. Mimowolnie uniosła dłoń, jakby chcąc samej sobie zatkać usta, ale jedyna droga teraz prowadziła do przodu. - Nie lubię tego, że Heather zachowuje się tak, jakby nie przejmowała się tym, co jej się stanie. Rozumiem, że każdy z nas jest gotowy się poświęcić, ale zawsze odnosiłam wrażenie, że niektórzy świadomie przesuwają granicę tego co powinni zrobić. To samo robi Brenna, ale ona przecież już tyle lat pracuje w brygadzie, że mam wrażenie ze jej wolno. Że ona lepiej wie co może się stać, a co nie, a Heath... - Wood była od niej starsza tylko o rok i z tego też powodu Crawley o wiele niechętniej się na to wszystko zapatrywała. Patrzenie jak starsi od ciebie ryzykują życiem to było jedno, ale osoby w twoim wieku? Tak samo jak wiedziała, że ktoś musiał walczyć, tak samo była pewna że nigdy nie powinni musieć tego robić. - To bez sensu. Tym bardziej że ostatnio zaręczyła się z Cameronem i gdyby coś jej się stało to bym sobie tego nie wybaczyła - kopnęła jakiś kamyk, posyłając go między wysokie trawy porastające okolice posiadłości.
- Nie jestem lingwistką, ale myślę że gdybym miała chwilę żeby się im przyjrzeć, to dałabym radę przynajmniej je zidentyfikować. Tłumaczenie tego to już zupełnie inna kwestia. O wiele bardziej żmudna i czasochłonna. Trzeba by siedzieć nad tym ze słownikiem. Stawiałabym na jakąś łacinę, w przypadku tych starszych woluminów, a biorąc pod uwagę że było tam coś o nekromancji, a sama Lydia zajmowała się czarną magią to może coś z okolic Szwecji? W każdym razie z miejsc gdzie czarna magia nie jest zakazana. Możemy je potem przejrzeć razem, co ty na to? - zaproponowała, uśmiechając się do niego lekko i chwilowo puszczając w niepamięć fakt, że te książki to były wciąż KRADZIONE.
- Tak, bardzo dobre - przyznała mu rację, ale mimo wszystko znowu skuliła się gdzieś w sobie, wokół własnych myśli i wątpliwości co do własnych intencji. Jedną z najbardziej przerażających dla niej rzeczy w życiu, było poddanie się niepewności i złym emocjom podczas rzucania zaklęć. Nie bała się zemsty rodziny swojej matki tak bardzo, jak obawiała się że sprzeniewierzy własnej magii i ta odciśnie na niej swoje piętno, a potem powoli stoczy się na dół.
- Nie lubię tego - powiedziała trochę za szybko, zanim zdążyła pomyśleć, czy w ogóle powinna. Mimowolnie uniosła dłoń, jakby chcąc samej sobie zatkać usta, ale jedyna droga teraz prowadziła do przodu. - Nie lubię tego, że Heather zachowuje się tak, jakby nie przejmowała się tym, co jej się stanie. Rozumiem, że każdy z nas jest gotowy się poświęcić, ale zawsze odnosiłam wrażenie, że niektórzy świadomie przesuwają granicę tego co powinni zrobić. To samo robi Brenna, ale ona przecież już tyle lat pracuje w brygadzie, że mam wrażenie ze jej wolno. Że ona lepiej wie co może się stać, a co nie, a Heath... - Wood była od niej starsza tylko o rok i z tego też powodu Crawley o wiele niechętniej się na to wszystko zapatrywała. Patrzenie jak starsi od ciebie ryzykują życiem to było jedno, ale osoby w twoim wieku? Tak samo jak wiedziała, że ktoś musiał walczyć, tak samo była pewna że nigdy nie powinni musieć tego robić. - To bez sensu. Tym bardziej że ostatnio zaręczyła się z Cameronem i gdyby coś jej się stało to bym sobie tego nie wybaczyła - kopnęła jakiś kamyk, posyłając go między wysokie trawy porastające okolice posiadłości.
- Nie jestem lingwistką, ale myślę że gdybym miała chwilę żeby się im przyjrzeć, to dałabym radę przynajmniej je zidentyfikować. Tłumaczenie tego to już zupełnie inna kwestia. O wiele bardziej żmudna i czasochłonna. Trzeba by siedzieć nad tym ze słownikiem. Stawiałabym na jakąś łacinę, w przypadku tych starszych woluminów, a biorąc pod uwagę że było tam coś o nekromancji, a sama Lydia zajmowała się czarną magią to może coś z okolic Szwecji? W każdym razie z miejsc gdzie czarna magia nie jest zakazana. Możemy je potem przejrzeć razem, co ty na to? - zaproponowała, uśmiechając się do niego lekko i chwilowo puszczając w niepamięć fakt, że te książki to były wciąż KRADZIONE.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.