• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[27.08.1966] God hath given you one face, and you make yourself another

[27.08.1966] God hath given you one face, and you make yourself another
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#9
13.08.2024, 18:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.08.2024, 19:12 przez Lorraine Malfoy.)  
Więc usłyszał ją? Ledwo dostrzegalne ściągnięcie brwi, szybko wygładzona zmarszczka na czole, błysk zrozumienia w oczach, wpatrzonych w niespokojne palce, które gładziły czule okładkę trzymanej książki, wiedząc, że lata temu, na stronie tytułowej starannie wykaligrafowano słowa: “własność A. Malfoya”. Byłby tego wieczoru pierwszą osobą, która zdołała ją usłyszeć. Mogłaby przecież przysiąc, że zapieczętowała swoje serce, zabiła je równie szczelnie jak wieko trumny, by żadna mara – opętana żądzą ni to krwi, ni to rozgrzeszenia – nie wydostała się z jej piersi, wyjąc dziko, że chce do matki. 

– Pozwoliłam państwu towarzyszyć sobie w podróży na Wyspę Umarłych. – Łagodnie podkreśliła subtelną różnicę w doborze słów, dając mężczyźnie do zrozumienia, że na Wyspie Umarłych byli razem – a jednak osobno. Głos Lorraine wzniósł się słodko w imperatywie dumy. Zawsze wiedziała, że przeżyje ją jej własna duma. Lorraine już wcześniej zauważyła, że Anthony Shafiq przywiązuje dużą wagę nie tylko do tego co mówi, ale i jak mówi: jako dyplomata, pomyślała, nie powinien mieć problemu z wyłapaniem aluzji. Może sam zwrócił się kiedyś w podobnym tonie do jakiegoś impertynenckiego ambasadora lub wyjątkowo roszczeniowego sekretarza? Nie wyglądał na człowieka wolnego od dumy. Może dlatego tak łatwo przychodziło mu igrać z dumą Lorraine, a jednak – był zawsze uprzejmy, nigdy arogancki. A Lorraine była arogancka. Była arogancka w ten wyjątkowy sposób, w jaki może być arogancka tylko młoda dziewczyna – niewymuszenie, nieświadomie – arogancka jak wiła z kompulsją bycia w centrum uwagi – arogancka przez to, że nie miała już teraz nic do stracenia, królowa popiołów na martwej wyspie. – Nigdy nie odkryłam przed wami wszystkich jej sekretów.

Miranda zwykła mawiać, że nie można w pełni poznać drugiego człowieka, dopóki nie zajrzy się do wnętrza jego głowy. Lorraine podzielała ten pogląd – choć  wątpiła, czy osiągnięcie absolutnego poznania jest w ogóle możliwe. 

Ledwo potrafiła zrozumieć własny ból. Wszystkie myśli ulatywały bowiem z głowy Lorraine na dźwięk słowa “matka”. Ledwie Anthony skończył mówić, odłożyła książkę na stolik, głośno i niezgrabnie, bojąc się, że znów wypadnie jej z rąk.

Mówił o winie jak ona o muzyce. Było coś niesłychanie czarownego w kompozycji Rachmaninowa, coś, co budziło trwogę i tęsknotę zarazem – coś równie znajomego, co ciało ukochanego, coś równie obcego, co widok jego oczu zapatrzonych nie w ciebie, tylko gdzieś dalej – jak oczy wiarołomnego kochanka, niegdyś tak bliskiego, wodzące wzrokiem za inną, jak oczy zmarłej matki, jeszcze przed chwilą pełne życia – teraz puste, i przerażająco martwe. To wrażenie obcości – fatalnego wybrakowania – nasilało się, kiedy porównywała nagranie orkiestry ze swoim wykonaniem solowym: odarła utwór z polifonicznego brzmienia, zręcznie pokrywając braki doskonałością swej techniki. Lorraine Malfoy uważała, że nigdy nie pokazywała swej prawdziwej twarzy, ale grając, odsłaniała się kompletnie: zawsze udawała kogoś lepszego, aspirując do życia, którego nie było dane jej było mieć, dumą próbując zatuszować rozpacz, a ambicją – zastępując ból. Tak jak samym tylko fortepianem chciała zastąpić orkiestrę. Efektowna, ale wybrakowana. 

Pewnie dlatego z nią tutaj został, pomyślała, spoglądając na Anthony'ego Shafiqa spod ciężkich powiek, brakuje mu kolejnej orchidei w butonierce: więdnące kwiaty zawsze pachną słodziej w swej desperacji.

– Tak. Oczywiście, że tak. – Więc chciał pozować na jednego z tych leciwych kawalerów, którzy utrzymywali, że w kobietach najbardziej cenią światły umysł – nie zewnętrzne piękno, lecz bogatą ornamentację duszy – tylko po to, by obrażać ich inteligencję swą protekcjonalnością: tacy mężczyźni potrafili być czarujący, choć przy bliższym poznaniu szybko okazywało się, że, jak politycy, nigdy nie formułowali żadnej ostatecznej opinii, by móc wiecznie grać adwokata diabła. Nie rozumiała, dlaczego poczuła się zraniona. Bo wtedy cała ich rozmowa nie miałaby sensu? – Jak mężczyzna, który pochyla się z zadumą nad ruinami upadłego imperium może udawać, że istnieje inna odpowiedź? – Odchyliła głowę do tyłu, opierając się swobodnie o zagłówek fotela – najbardziej zrelaksowana pozycja, na jaką pozwoliła sobie od początku dyskusji. – Proszę się nie obawiać, panie Shafiq. – I nie pozbawiać się możliwości odświeżającej wymiany myśli z powodu kilku wcześniej doznanych nieprzyjemności. Głos Lorraine był chłodny, ale uprzejmy. – Nie odważyłabym się kpić z pańskiego idealizmu. – On mógł kpić z jej martwej matki, ale ona postanowiła nie zniżać się do jego poziomu. 


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2550), Lorraine Malfoy (5305)




Wiadomości w tym wątku
[27.08.1966] God hath given you one face, and you make yourself another - przez Lorraine Malfoy - 26.05.2024, 19:57
RE: [27.08.1966] God hath given you one face, and you make yourself another - przez Anthony Shafiq - 29.05.2024, 22:42
RE: [27.08.1966] God hath given you one face, and you make yourself another - przez Lorraine Malfoy - 01.06.2024, 15:47
RE: [27.08.1966] God hath given you one face, and you make yourself another - przez Anthony Shafiq - 03.06.2024, 12:00
RE: [27.08.1966] God hath given you one face, and you make yourself another - przez Lorraine Malfoy - 04.06.2024, 10:59
RE: [27.08.1966] God hath given you one face, and you make yourself another - przez Anthony Shafiq - 25.06.2024, 11:06
RE: [27.08.1966] God hath given you one face, and you make yourself another - przez Lorraine Malfoy - 13.08.2024, 12:20
RE: [27.08.1966] God hath given you one face, and you make yourself another - przez Anthony Shafiq - 13.08.2024, 12:51
RE: [27.08.1966] God hath given you one face, and you make yourself another - przez Lorraine Malfoy - 13.08.2024, 18:40
RE: [27.08.1966] God hath given you one face, and you make yourself another - przez Anthony Shafiq - 03.09.2024, 10:41
RE: [27.08.1966] God hath given you one face, and you make yourself another - przez Lorraine Malfoy - 03.09.2024, 14:28
RE: [27.08.1966] God hath given you one face, and you make yourself another - przez Anthony Shafiq - 23.10.2024, 12:39

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa