13.08.2024, 18:42 ✶
— Zdecydowanie wolę naszą chałupę — stwierdził przyciszonym głosem. — Nawet jeśli czasem wygląda, jakby powinna regularnie przechodzić dokładne remonty.
Z każdym kolejnym rokiem spędzonym pośród socjety, coraz bardziej doceniał to, że Longbottomowie nie wniknęli w magiczną arystokrację tak bardzo, jak by mogli, gdyby tylko zależało im na dotarciu do lepszych koneksji i większego posłuchu pośród rodów czystej krwi. Może i teraz uchodzili za lekko zdziwaczałych bojowników o ''lepszy, sprawiedliwy świat'', ale przynajmniej młode pokolenie wychowywało się w normalnych warunkach i nie żyło przez lata w cieniu wielkich figur, drogich antyków i chwilami strasznych obrazów.
Nic dziwnego, że są, jacy są, skomentował bezgłośnie na myśl o Eden i Elliocie, którzy spędzili tutaj pierwsze lata swojego życia. Czy byle wyjście z sypialni na śniadanie lub wieczorne przyjęcie rodzinne było dla nich wyzwaniem? Czy ich maniery były poddawane ciągłej analizie? Czy w ogóle pozwalano im po prostu cieszyć się dzieciństwem i wczesną młodością, gdy zjeżdżali ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie z powrotem do rodzinnej posiadłości? Erik pokręcił głową. To nie był najlepszy czas na takie rozważania.
— Siostrzyczko, nie uważasz, że to nieco obłudne, aby zrzucać całą winę za ten niemożliwy do przewidzenia ciąg przyczynowo skutkowy na wile? — Uniósł wymownie brew. — Nikt nie mógł przewidzieć, że nasi goście aż tak ulegną jej czarowi.
Skinął w końcu pokornie głową. Nie miał wątpliwości, że incydent bobrowy będzie się za nimi ciągnął przez najbliższe tygodnie. Nora dosyć niechętnie wyściubiła nos z progu swojego mieszkania w Londynie, aby dołączyć do niego podczas obchodów Ostary, a media i tak pozostawały dosyć... Życzliwe. Mogło być dużo, dużo gorzej i w gruncie rzeczy sytuacja dalej była rozwojowa. Jeśli nadchodzące miesiące nie będą obfitowały w spektakularne spotkania magicznej socjety, jak i wystawne wydarzenia towarzyskie, to możliwe, że incydent z bobrem i laską Perseusza Blacka stanie się tematem numer jeden w magicznych mediach. Erik westchnął ciężko.
— Mówimy oczywiście o zakazie występów stricte w Warowni, prawda? — upewnił się, szukając potencjalnej luki w regulaminach swojej ukochanej krewniaczki. — Wiesz, gdybyśmy po prostu wynajęli salę na jakąś prywatną uroczystość, to na pewno uniknęlibyśmy części zaproszeń. Poza tym nie słyszysz, jak ona pięknie gra? W naszej rodzinie raczej mało kto jest się w stanie pochwalić takim talentem.
Bo kto w gruncie rzeczy mógł się w ich rodzinie pochwalić takim zestawem umiejętności? Większość Longbottomów nie była zbytnio zainteresowana sztukami pięknymi, a już na pewno nie występami na scenie. Erik musiał bardzo się wysilić, aby wyobrazić sobie w takiej sytuacji kogokolwiek z domu. Może młoda Lucy, która czasem podśpiewywała sobie podczas rodzinnych przyjęć lub wuj Morfeusz, który obecnie przebywał za granicą... Chociaż ten drugi raczej wolał modlić się publicznie do bóstw z kontynentu.
Z każdym kolejnym rokiem spędzonym pośród socjety, coraz bardziej doceniał to, że Longbottomowie nie wniknęli w magiczną arystokrację tak bardzo, jak by mogli, gdyby tylko zależało im na dotarciu do lepszych koneksji i większego posłuchu pośród rodów czystej krwi. Może i teraz uchodzili za lekko zdziwaczałych bojowników o ''lepszy, sprawiedliwy świat'', ale przynajmniej młode pokolenie wychowywało się w normalnych warunkach i nie żyło przez lata w cieniu wielkich figur, drogich antyków i chwilami strasznych obrazów.
Nic dziwnego, że są, jacy są, skomentował bezgłośnie na myśl o Eden i Elliocie, którzy spędzili tutaj pierwsze lata swojego życia. Czy byle wyjście z sypialni na śniadanie lub wieczorne przyjęcie rodzinne było dla nich wyzwaniem? Czy ich maniery były poddawane ciągłej analizie? Czy w ogóle pozwalano im po prostu cieszyć się dzieciństwem i wczesną młodością, gdy zjeżdżali ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie z powrotem do rodzinnej posiadłości? Erik pokręcił głową. To nie był najlepszy czas na takie rozważania.
— Siostrzyczko, nie uważasz, że to nieco obłudne, aby zrzucać całą winę za ten niemożliwy do przewidzenia ciąg przyczynowo skutkowy na wile? — Uniósł wymownie brew. — Nikt nie mógł przewidzieć, że nasi goście aż tak ulegną jej czarowi.
Skinął w końcu pokornie głową. Nie miał wątpliwości, że incydent bobrowy będzie się za nimi ciągnął przez najbliższe tygodnie. Nora dosyć niechętnie wyściubiła nos z progu swojego mieszkania w Londynie, aby dołączyć do niego podczas obchodów Ostary, a media i tak pozostawały dosyć... Życzliwe. Mogło być dużo, dużo gorzej i w gruncie rzeczy sytuacja dalej była rozwojowa. Jeśli nadchodzące miesiące nie będą obfitowały w spektakularne spotkania magicznej socjety, jak i wystawne wydarzenia towarzyskie, to możliwe, że incydent z bobrem i laską Perseusza Blacka stanie się tematem numer jeden w magicznych mediach. Erik westchnął ciężko.
— Mówimy oczywiście o zakazie występów stricte w Warowni, prawda? — upewnił się, szukając potencjalnej luki w regulaminach swojej ukochanej krewniaczki. — Wiesz, gdybyśmy po prostu wynajęli salę na jakąś prywatną uroczystość, to na pewno uniknęlibyśmy części zaproszeń. Poza tym nie słyszysz, jak ona pięknie gra? W naszej rodzinie raczej mało kto jest się w stanie pochwalić takim talentem.
Bo kto w gruncie rzeczy mógł się w ich rodzinie pochwalić takim zestawem umiejętności? Większość Longbottomów nie była zbytnio zainteresowana sztukami pięknymi, a już na pewno nie występami na scenie. Erik musiał bardzo się wysilić, aby wyobrazić sobie w takiej sytuacji kogokolwiek z domu. Może młoda Lucy, która czasem podśpiewywała sobie podczas rodzinnych przyjęć lub wuj Morfeusz, który obecnie przebywał za granicą... Chociaż ten drugi raczej wolał modlić się publicznie do bóstw z kontynentu.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞