13.08.2024, 19:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.08.2024, 19:28 przez Erik Longbottom.)
Siedzę przy stoliku z Ger i Anthonym. Słuchamy koncertu.
— Nie mogę się doczekać — rzucił buńczucznie, gdy dotarła do niego uwaga Geraldine. — Uwierz mi, że widok twojej skromnej osoby w nienajlepszej kondycji nie napawa mnie jakimś wielkim zadowoleniem. Co to za satysfakcja zdominować oponenta w pojedynku, skoro potyka się o własne nogi?
Gdyby zależało mu na tym, aby mierzyć się tylko i wyłącznie z gorszymi od siebie, to porozmawiałby z Godrykiem, aby pomóc mu w organizowaniu pojedynków wstępnych dla czarodziejów i czarownic chętnych do dołączenia do Srebrnych Różdżek. Kto wie, może trafiłaby mu się nawet jakaś delegacja do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie? Tam na pewno miałby mnóstwo rywali, z którymi mógłby odbyć niezwykle krótkie i nudne pojedynki.
Naprawdę miał nadzieję, że nienajlepsza kondycja Yaxley podczas ich ostatniego spotkania była jedynie zbiegiem nieprzyjemnych okoliczności i myśli błądzących zdecydowanie zbyt daleko od pola bitwy. Chociaż nie miał nic przeciwko potyczkom z własnymi krewnymi czy doświadczonymi członkami Klubu Pojedynków, tak ćwiczenia z Geraldine dawały mu o wiele więcej satysfakcji. I sprawiały, że nie osiadał zbyt szybko na laurach. Wprawdzie ćwiczył regularnie, tak bywał leniwy, a regularne spotkania z łowczynią pozwalały mu utrzymać ciało w dobrej kondycji.
— Urocze. Jak rozumiem, to kreski z rozkruszonych cukierków pudrowych kupionych na Pokątnej? — odparł z krzywym uśmiechem.
Osobiście trzymał się z dala od wszelkiego rodzaju narkotyków - wystarczały mu papierosy i alkohol, a także stres związany z codziennym życiem. Oj tak, życie zapewniało mu wystarczająco dużo atrakcji, nie musiał ich jeszcze szukać w środkach odurzających. Pokiwał głową na wzmiankę o tym, że następnym razem kobieta wyręczy Elliotta, jeśli dojdzie do kolejnej licytacji. A czy faktycznie będzie ku temu okazja? Tego nie potrafił potwierdzić. W tych czasach wszelkiego rodzaju plany musiały być nadzwyczaj... plastyczne. Nigdy nie wiadomo, kiedy spadnie im na głowę kolejne Beltane.
— Obsługa Agnes na pewno ma na podorędziu jakieś dobre środki przeciwbólowe — napomknął z nutką troski w głosie, z góry zakładając, że złe samopoczucie wynikało z konsekwencji ich ostatniego wyjścia do teatru. Rozejrzał się dyskretnie w lewo, w prawo, a potem raz jeszcze w lewo, wodząc wzrokiem po kolejnych gościach. — Mam po kogoś pójść, czy...?
Nie zdołał dokończyć pytania, bo jego umysł raz jeszcze został zaklęty przez muzykę dobiegającą od strony podwyższenia. Wykład Shafiqa wlatywał mu do głowy jednym uchem, a wylatywał drugim, toteż jedynymi oznakami tego, że jakkolwiek rejestruje słowa mężczyzny, były regularne skinienia głowy. Mimowolnie zerknął na Anthony'ego, z którym spędził ostatnią noc przed sierpniową pełnią. Och, jak żałował, że incydent w podziemiach teatru pokrzyżował im wszystkie plany. O ile inaczej potoczyłby się tamten wieczór, gdyby oboje byli w pełni sił. Z ociąganiem przeniósł wzrok z powrotem na scenę, walcząc z niezbyt grzecznych myśli.
— Nie mogę się doczekać — rzucił buńczucznie, gdy dotarła do niego uwaga Geraldine. — Uwierz mi, że widok twojej skromnej osoby w nienajlepszej kondycji nie napawa mnie jakimś wielkim zadowoleniem. Co to za satysfakcja zdominować oponenta w pojedynku, skoro potyka się o własne nogi?
Gdyby zależało mu na tym, aby mierzyć się tylko i wyłącznie z gorszymi od siebie, to porozmawiałby z Godrykiem, aby pomóc mu w organizowaniu pojedynków wstępnych dla czarodziejów i czarownic chętnych do dołączenia do Srebrnych Różdżek. Kto wie, może trafiłaby mu się nawet jakaś delegacja do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie? Tam na pewno miałby mnóstwo rywali, z którymi mógłby odbyć niezwykle krótkie i nudne pojedynki.
Naprawdę miał nadzieję, że nienajlepsza kondycja Yaxley podczas ich ostatniego spotkania była jedynie zbiegiem nieprzyjemnych okoliczności i myśli błądzących zdecydowanie zbyt daleko od pola bitwy. Chociaż nie miał nic przeciwko potyczkom z własnymi krewnymi czy doświadczonymi członkami Klubu Pojedynków, tak ćwiczenia z Geraldine dawały mu o wiele więcej satysfakcji. I sprawiały, że nie osiadał zbyt szybko na laurach. Wprawdzie ćwiczył regularnie, tak bywał leniwy, a regularne spotkania z łowczynią pozwalały mu utrzymać ciało w dobrej kondycji.
— Urocze. Jak rozumiem, to kreski z rozkruszonych cukierków pudrowych kupionych na Pokątnej? — odparł z krzywym uśmiechem.
Osobiście trzymał się z dala od wszelkiego rodzaju narkotyków - wystarczały mu papierosy i alkohol, a także stres związany z codziennym życiem. Oj tak, życie zapewniało mu wystarczająco dużo atrakcji, nie musiał ich jeszcze szukać w środkach odurzających. Pokiwał głową na wzmiankę o tym, że następnym razem kobieta wyręczy Elliotta, jeśli dojdzie do kolejnej licytacji. A czy faktycznie będzie ku temu okazja? Tego nie potrafił potwierdzić. W tych czasach wszelkiego rodzaju plany musiały być nadzwyczaj... plastyczne. Nigdy nie wiadomo, kiedy spadnie im na głowę kolejne Beltane.
— Obsługa Agnes na pewno ma na podorędziu jakieś dobre środki przeciwbólowe — napomknął z nutką troski w głosie, z góry zakładając, że złe samopoczucie wynikało z konsekwencji ich ostatniego wyjścia do teatru. Rozejrzał się dyskretnie w lewo, w prawo, a potem raz jeszcze w lewo, wodząc wzrokiem po kolejnych gościach. — Mam po kogoś pójść, czy...?
Nie zdołał dokończyć pytania, bo jego umysł raz jeszcze został zaklęty przez muzykę dobiegającą od strony podwyższenia. Wykład Shafiqa wlatywał mu do głowy jednym uchem, a wylatywał drugim, toteż jedynymi oznakami tego, że jakkolwiek rejestruje słowa mężczyzny, były regularne skinienia głowy. Mimowolnie zerknął na Anthony'ego, z którym spędził ostatnią noc przed sierpniową pełnią. Och, jak żałował, że incydent w podziemiach teatru pokrzyżował im wszystkie plany. O ile inaczej potoczyłby się tamten wieczór, gdyby oboje byli w pełni sił. Z ociąganiem przeniósł wzrok z powrotem na scenę, walcząc z niezbyt grzecznych myśli.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞