13.08.2024, 20:43 ✶
Za bardzo dramatyzujesz, napomniał bezgłośnie siostrę, stawiając ostrożnie krok za krokiem, co by przyzwyczaić się do nagłej zmiany otoczenia. Dzięki niech będą Merlinowi, że nie odziedziczył po nikim z rodziny skłonności do poteleportacyjnych problemów z żołądkiem. Wówczas każda wycieczka poza Dolinę Godryka wiązałaby się z wizytą w pobliskich krzakach celem zwrócenia ostatniego posiłku. A tak? W najgorszym razie chodził po mieście ze skrzywioną miną, walcząc z zawrotami głowy.
— Nie lubię się powtarzać w takich kwestiach, ale dla ciebie zrobię wyjątek — poinformował Erik, wchodząc za Brenną do budynku. — Wyrzucenie cię z domu jest po prostu nieopłacalne. Rodzice na pewno mieliby coś do powiedzenia, a że ojciec jest pierwszy w kolejce do tytułu, więc mógłby się za tobą wstawić. Ja również miałbym do dorzucenia od siebie parę sykli. Poza tym twoja nieobecność mogłaby doprowadzić do jakiejś katastrofy w związku z moją osobą. Naprawdę nic ci nie grozi.
Czasami kompletnie nie rozumiał, czemu Brenna była tak negatywnie nastawiona do Godryka. Owszem, dziadek nie był zbyt skory do tego, aby otwarcie mówić o wszystkich swoich tajemnicach, przemyśleniach i planach, jednak raczej nie trzymał w szafie zbyt wielu trupów. Każdy miał prawo do prywatności. I co by tu wiele nie mówić... Każde z Longbottomów korzystało z tego najlepiej, jak tylko mogło. Zwłaszcza ci, którzy współpracowali z organizacją Albusa Dumbledore'a.
Poza tym, nawet nestor rodu nie może tak po prostu zignorować zdania całej rodziny, pomyślał z przekąsem, zatrzymując się u podstawy schodów. Może była to kwestia naiwności Erika, ale nie wyobrażał sobie, aby w murach Warowni mogło dojść do jakiegokolwiek samosądu ze strony dziadka Longbottoma. Bez względu na to, jak ''nowoczesna'' nie byłaby Brenna, nie uprawniałoby to Godryka do wyrzucenia jej na bruk czy wydziedziczenia. A nawet gdyby spróbował... To wbrew pozorom Erik miał parę asów w rękawie. A wtedy w domu zaczęłaby iście gorąca dyskusja.
— Posiadłość brzmi dobrze, a lokal za granicą jeszcze lepiej. Najlepiej na zachodnim wybrzeżu — stwierdził z nutką zadowolenia, pokonując powoli kolejne stopnie. Nawet gdyby budynek był opuszczony, to mógł okazać się lepszym rozwiązaniem od zapuszczonego mieszkania w mugolskiej dzielnicy miasta. — … W Kniei? To chyba niezbyt trafiony zakup, biorąc pod uwagę obecnych rezydentów lasu. — Uśmiechnął się krzywo, przypominając sobie o obietnicy, jaką złożył Samowi w związku z Widmami. — Chociaż może później zyska na wartości. Kiedy Ministerstwo w końcu pozbędzie się tych wszystkich zjaw...
— Nie lubię się powtarzać w takich kwestiach, ale dla ciebie zrobię wyjątek — poinformował Erik, wchodząc za Brenną do budynku. — Wyrzucenie cię z domu jest po prostu nieopłacalne. Rodzice na pewno mieliby coś do powiedzenia, a że ojciec jest pierwszy w kolejce do tytułu, więc mógłby się za tobą wstawić. Ja również miałbym do dorzucenia od siebie parę sykli. Poza tym twoja nieobecność mogłaby doprowadzić do jakiejś katastrofy w związku z moją osobą. Naprawdę nic ci nie grozi.
Czasami kompletnie nie rozumiał, czemu Brenna była tak negatywnie nastawiona do Godryka. Owszem, dziadek nie był zbyt skory do tego, aby otwarcie mówić o wszystkich swoich tajemnicach, przemyśleniach i planach, jednak raczej nie trzymał w szafie zbyt wielu trupów. Każdy miał prawo do prywatności. I co by tu wiele nie mówić... Każde z Longbottomów korzystało z tego najlepiej, jak tylko mogło. Zwłaszcza ci, którzy współpracowali z organizacją Albusa Dumbledore'a.
Poza tym, nawet nestor rodu nie może tak po prostu zignorować zdania całej rodziny, pomyślał z przekąsem, zatrzymując się u podstawy schodów. Może była to kwestia naiwności Erika, ale nie wyobrażał sobie, aby w murach Warowni mogło dojść do jakiegokolwiek samosądu ze strony dziadka Longbottoma. Bez względu na to, jak ''nowoczesna'' nie byłaby Brenna, nie uprawniałoby to Godryka do wyrzucenia jej na bruk czy wydziedziczenia. A nawet gdyby spróbował... To wbrew pozorom Erik miał parę asów w rękawie. A wtedy w domu zaczęłaby iście gorąca dyskusja.
— Posiadłość brzmi dobrze, a lokal za granicą jeszcze lepiej. Najlepiej na zachodnim wybrzeżu — stwierdził z nutką zadowolenia, pokonując powoli kolejne stopnie. Nawet gdyby budynek był opuszczony, to mógł okazać się lepszym rozwiązaniem od zapuszczonego mieszkania w mugolskiej dzielnicy miasta. — … W Kniei? To chyba niezbyt trafiony zakup, biorąc pod uwagę obecnych rezydentów lasu. — Uśmiechnął się krzywo, przypominając sobie o obietnicy, jaką złożył Samowi w związku z Widmami. — Chociaż może później zyska na wartości. Kiedy Ministerstwo w końcu pozbędzie się tych wszystkich zjaw...
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞