13.08.2024, 21:02 ✶
– To był żart, braciszku – roześmiała się Brenna i poklepała brata po ramieniu. Owszem, chodziło jej czasem po głowie, że być może kiedyś będzie musiała odejść: nie tyleż z powodu dziadka, co naturalnej kolei rzeczy. Ale nie zamierzała robić tego teraz, i póki wojna trwała w ich świecie, uważała, że najlepiej zrobią trzymając się razem, w dobrze zabezpieczonych lokacjach. Nie sądziła tak naprawdę, że Godryk chciałby wyrzucić ją z domu, nawet jeżeli ich kontakty określiłaby mianem odrobinę skomplikowanych, bo przecież nie traktował jej źle. To też nie tak, że była do niego źle nastawiona, po prostu… chyba zawsze przeczuwała, że ze wszystkich wnuków najbardziej ukochał sobie Erika, a ci zapasowi dziedzice rozczarowywali go sobą, a gdy zlekceważył całkowicie zagrożenie wobec Mavelle, wkradła się w to wszystko gorycz.
Brenna nie była nigdy zazdrosna o brata. Ba, była z niego dumna, nawet jeśli czasem wzdychała, że chyba zapłatą za ten cały czar, który się mu dostał od Matki Księżyca, była też spora porcja pewnej naiwności, gdy chodziło o innych ludzi. I nigdy właściwie o nic nie miała pretensji do Godryka, nie gdy chodziło o nią. Ale nie umiała tak łatwo zapomnieć takiego lekceważenia kuzynki.
– Katastrofy? Znaczy się… wysadzenia kuchni na przykład? – spytała, wstępując na schody i oglądając się na niego nieco podejrzliwie, jakby zaczęła się zastanawiać, czy Erik nie planował niecnie spróbować przyrządzić samodzielnie obiadu złożonego z trzech dań, kiedy ona tylko się odwróci. – Zachodnie wybrzeże? Gdzie konkretnie? I dlaczego tam? – dodała zaraz, zaintrygowana, skąd właśnie taki wybór. – Wieeesz, to będzie raczej bardzo stara posiadłość i no myślę o niej bardziej jako… dużo miejsca na pracownie i takie tam, ukrywanie ludzi, treningi, tym podobne, nie załatwianie wielkich bali, a domwknieikupiłambobyływnimwidma – powiedziała, ostatnie słowa wypowiadając tak szybko, że właściwie się ze sobą zlały i w dodatku jeszcze zrobiła to przeskakując po dwa stopnie, by dostać się na piętro, więc można było zupełnie niczego z tych jej słów nie zrozumieć.
Celowo na razie nie pokazywała mu parteru – to mieszkania na piętrze wyglądały najlepiej i pomyślała, że będzie dobrze zacząć od nich.
– Poza tym to nie sprawa wartości, tylko wiesz, wszędzie wokół las i w ogóle… Mamy wprawdzie Strażnicę, ale gdyby trzeba było lokacji, gdzie można wprowadzić kogoś z zewnątrz…
Brenna nie była nigdy zazdrosna o brata. Ba, była z niego dumna, nawet jeśli czasem wzdychała, że chyba zapłatą za ten cały czar, który się mu dostał od Matki Księżyca, była też spora porcja pewnej naiwności, gdy chodziło o innych ludzi. I nigdy właściwie o nic nie miała pretensji do Godryka, nie gdy chodziło o nią. Ale nie umiała tak łatwo zapomnieć takiego lekceważenia kuzynki.
– Katastrofy? Znaczy się… wysadzenia kuchni na przykład? – spytała, wstępując na schody i oglądając się na niego nieco podejrzliwie, jakby zaczęła się zastanawiać, czy Erik nie planował niecnie spróbować przyrządzić samodzielnie obiadu złożonego z trzech dań, kiedy ona tylko się odwróci. – Zachodnie wybrzeże? Gdzie konkretnie? I dlaczego tam? – dodała zaraz, zaintrygowana, skąd właśnie taki wybór. – Wieeesz, to będzie raczej bardzo stara posiadłość i no myślę o niej bardziej jako… dużo miejsca na pracownie i takie tam, ukrywanie ludzi, treningi, tym podobne, nie załatwianie wielkich bali, a domwknieikupiłambobyływnimwidma – powiedziała, ostatnie słowa wypowiadając tak szybko, że właściwie się ze sobą zlały i w dodatku jeszcze zrobiła to przeskakując po dwa stopnie, by dostać się na piętro, więc można było zupełnie niczego z tych jej słów nie zrozumieć.
Celowo na razie nie pokazywała mu parteru – to mieszkania na piętrze wyglądały najlepiej i pomyślała, że będzie dobrze zacząć od nich.
– Poza tym to nie sprawa wartości, tylko wiesz, wszędzie wokół las i w ogóle… Mamy wprawdzie Strażnicę, ale gdyby trzeba było lokacji, gdzie można wprowadzić kogoś z zewnątrz…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.