13.08.2024, 23:27 ✶
To był jeden z tych dni, kiedy mógł zwyczajnie odpocząć. Taktycznie wziął sobie w pracy wolne, przeczuwając że wieczorek zorganizowany przez Agnes może zakończyć się różnie, ale przede wszystkim bólem głowy wywołanym o jedną szklanką whisky za dużo. Po prawdzie nie było tak źle, ale i tak czuł się średnio; na tyle miernie by nie podejmować prób planowania socjalizacji ze znajomymi i na tyle dobrze, by zająć się rozgrzebanym w Little Hangleton domkiem, który został oddany mu pod opiekę.
Przepisany w spadku z dołączonym krótkim komunikatem Wyjeżdżam zwiedzać świat, żegnajcie! początkowo przypadł w udziale jego matce. Ale Enida nigdy nie lubiła tego miasteczka, uznając je za zbyt szare i ponure, nie posiadające 'tego czegoś' jak to mówiła z wykrzywionymi z niezadowoleniem ustami, jakby każdy powinien wiedzieć o co jej chodziło. Dlatego też zastosowała taktykę pod tytułem masz dziecko, baw się i umyła od wszystkiego ręce.
Atreus też niekoniecznie za Little Hangleton przepadał, albo raczej nigdy nie miał interesu w tym, żeby poświęcać temu miejscu odrobinę więcej uwagi. Nie potrzebował nigdy własnego lokum, bo rodowa posiadłość przez lata ani trochę mu nie zbrzydła, a jej rozkład sprawiał że miał dla siebie więcej miejsca niż niejeden mieszkaniec Londynu wynajmujący kawalerkę na Pokątnej. Któregoś razu zdarzyło mu się oglądać mieszkanie które wynajmowała komuś Eden i do tej pory był absolutnie zdziwiony jak ciasne i duszne potrafiły być te lokale. Jedyne, co czasem odróżniało je od tych na Nokturnie to brak szczurów czy zgnilizny czarnej magii.
Bulstrode skręcił w kolejną uliczkę prowadzącą do miejsca docelowego, wybierając sobie dzisiejszego dnia przyjemny spacer zamiast teleportowania się na miejsce. Może miał po trochu nadzieję, że znajdzie wreszcie te obrzydliwe dzieciaki, co jeszcze w maju przydzwoniły mu w głowę kamieniem, ale jak na złość w okolicy panowała ponura cisza. Rząd szarych budyneczków przerwała wreszcie poczerniała od sadzy elewacja zrujnowanego domku w którym nikt już od dawna nie mieszkał i który nie był w stanie doczekać się powrotu do czasów świetności. A mimo tego ktoś siedział na jego schodkach, wyglądając trochę jakby był to jego najgorszy dzień życia.
Pewnie przeszedłby obok, bo przejmowanie się nieznajomymi nigdy nie należało do jego licznych przywar, ale krótko ścięte włosy i ewidentnie części munduru brygadzisty zrobiły swoje. Cofnął się o krok, odwracając w kierunku schodków, chwilowo patrząc tylko na nią i odsuwając chęć zerknięcia na kolory, które mogły ją otaczać.
- Nie siedź tak na tych schodkach bo wilka dostaniesz - uśmiechnął się zaczepnie, podchodząc nieco bliżej.
Przepisany w spadku z dołączonym krótkim komunikatem Wyjeżdżam zwiedzać świat, żegnajcie! początkowo przypadł w udziale jego matce. Ale Enida nigdy nie lubiła tego miasteczka, uznając je za zbyt szare i ponure, nie posiadające 'tego czegoś' jak to mówiła z wykrzywionymi z niezadowoleniem ustami, jakby każdy powinien wiedzieć o co jej chodziło. Dlatego też zastosowała taktykę pod tytułem masz dziecko, baw się i umyła od wszystkiego ręce.
Atreus też niekoniecznie za Little Hangleton przepadał, albo raczej nigdy nie miał interesu w tym, żeby poświęcać temu miejscu odrobinę więcej uwagi. Nie potrzebował nigdy własnego lokum, bo rodowa posiadłość przez lata ani trochę mu nie zbrzydła, a jej rozkład sprawiał że miał dla siebie więcej miejsca niż niejeden mieszkaniec Londynu wynajmujący kawalerkę na Pokątnej. Któregoś razu zdarzyło mu się oglądać mieszkanie które wynajmowała komuś Eden i do tej pory był absolutnie zdziwiony jak ciasne i duszne potrafiły być te lokale. Jedyne, co czasem odróżniało je od tych na Nokturnie to brak szczurów czy zgnilizny czarnej magii.
Bulstrode skręcił w kolejną uliczkę prowadzącą do miejsca docelowego, wybierając sobie dzisiejszego dnia przyjemny spacer zamiast teleportowania się na miejsce. Może miał po trochu nadzieję, że znajdzie wreszcie te obrzydliwe dzieciaki, co jeszcze w maju przydzwoniły mu w głowę kamieniem, ale jak na złość w okolicy panowała ponura cisza. Rząd szarych budyneczków przerwała wreszcie poczerniała od sadzy elewacja zrujnowanego domku w którym nikt już od dawna nie mieszkał i który nie był w stanie doczekać się powrotu do czasów świetności. A mimo tego ktoś siedział na jego schodkach, wyglądając trochę jakby był to jego najgorszy dzień życia.
Pewnie przeszedłby obok, bo przejmowanie się nieznajomymi nigdy nie należało do jego licznych przywar, ale krótko ścięte włosy i ewidentnie części munduru brygadzisty zrobiły swoje. Cofnął się o krok, odwracając w kierunku schodków, chwilowo patrząc tylko na nią i odsuwając chęć zerknięcia na kolory, które mogły ją otaczać.
- Nie siedź tak na tych schodkach bo wilka dostaniesz - uśmiechnął się zaczepnie, podchodząc nieco bliżej.