14.08.2024, 00:29 ✶
- Tak? A gotowy byłem pomyśleć, że dlatego żeby przyśpieszyć proces opanowywania animagii - parsknął, unosząc na moment brwi w rozbawieniu. Nigdy nie interesowała go zbytnio ta sztuka, nawet jeśli wydawała się niezwykle poręczna, ale miał jakieś dziwne wrażenie, że w całym tym procesie jej nauki coś trzeba było sobie wpakować do ust na miesiąc. Jak ona, chodząca katarynka, sprawiła że podczas gadania jej to nie wypadło, to nie był w stanie objąć rozumem.
Nie wyglądał, jakby koncentrował się aż tak bardzo na tym czy to co do niego mówi, albo raczej jak to robi, pokrywało się z tym jak jeszcze przed chwilą prezentowała się na tych schodkach. Kuląc się, opierając czoło o kolana, wyglądała niczym siedem nieszczęść, ale coś w jej manierze było takiego że Bulstrode z miejsca doszedł do wniosku że to jest ten moment kiedy bawili się w udawanie. Ona udawała że wszystko jest okej, on udawał że jej wierzył i zamykał trzecie oko.
- Dobrze, że sama o tym powiedziałaś, bo już miałem o tym mówić - uśmiechnął się kpiąco, bo Little Hangleton miało utartą reputację, której chyba nikt nie próbował się pozbyć. - Ale ogólnie to nawet nie wiem o czym mówisz. W sensie jakie dziecko. Trupów ostatnio nie widziałem, czarnoksiężnicy to tematyka sporna natomiast. W każdym razie, co tutaj robię to remontuję domek - pokiwał głową, ale jednocześnie wyciągnął do niej sugestywnie dłoń, oferując pomoc z podniesieniem się z tych zimnych, osmalonych schodków. Niemniej jednak, zaraz kontynuował dalej, tym samym zblazowanym tonem co wcześniej, jakby mówił o pogodzie i tym samym całkiem zgrabnie realizował się w roli nieświadomego. - Jak się pójdzie w górę tej uliczki to będzie się na miejscu. Moja ciotka niedawno stwierdziła, że rusza podbijać świat i ma dość tego miejsca. Matka go natomiast nie znosi, więc nieruchomość specjalnie przegrała ze mną w karty. Jestem prawie pewien, że kantowała żeby się jej pozbyć, niemożliwa jest. W każdym razie to dość stary dom, więc postanowiłem go trochę przemodelować i miałem sprawdzić dzisiaj, jak tam idą prace nad nim. Jestem też absolutnie pewien, że coś czai się w piwnicy, albo na strychu, ale to zmartwienie na potem. A ty rozumiem, jak zwykle na służbie?
Nie wyglądał, jakby koncentrował się aż tak bardzo na tym czy to co do niego mówi, albo raczej jak to robi, pokrywało się z tym jak jeszcze przed chwilą prezentowała się na tych schodkach. Kuląc się, opierając czoło o kolana, wyglądała niczym siedem nieszczęść, ale coś w jej manierze było takiego że Bulstrode z miejsca doszedł do wniosku że to jest ten moment kiedy bawili się w udawanie. Ona udawała że wszystko jest okej, on udawał że jej wierzył i zamykał trzecie oko.
- Dobrze, że sama o tym powiedziałaś, bo już miałem o tym mówić - uśmiechnął się kpiąco, bo Little Hangleton miało utartą reputację, której chyba nikt nie próbował się pozbyć. - Ale ogólnie to nawet nie wiem o czym mówisz. W sensie jakie dziecko. Trupów ostatnio nie widziałem, czarnoksiężnicy to tematyka sporna natomiast. W każdym razie, co tutaj robię to remontuję domek - pokiwał głową, ale jednocześnie wyciągnął do niej sugestywnie dłoń, oferując pomoc z podniesieniem się z tych zimnych, osmalonych schodków. Niemniej jednak, zaraz kontynuował dalej, tym samym zblazowanym tonem co wcześniej, jakby mówił o pogodzie i tym samym całkiem zgrabnie realizował się w roli nieświadomego. - Jak się pójdzie w górę tej uliczki to będzie się na miejscu. Moja ciotka niedawno stwierdziła, że rusza podbijać świat i ma dość tego miejsca. Matka go natomiast nie znosi, więc nieruchomość specjalnie przegrała ze mną w karty. Jestem prawie pewien, że kantowała żeby się jej pozbyć, niemożliwa jest. W każdym razie to dość stary dom, więc postanowiłem go trochę przemodelować i miałem sprawdzić dzisiaj, jak tam idą prace nad nim. Jestem też absolutnie pewien, że coś czai się w piwnicy, albo na strychu, ale to zmartwienie na potem. A ty rozumiem, jak zwykle na służbie?