14.08.2024, 13:42 ✶
– Szok? – zdziwiła się w pierwszej chwili, ale potem skrzywiła nieco, no bo rzeczywiście spotykali się poprzednio w mało "bumiarskich" okolicznościach. – No dobra kumam, wiem, że nie mam bumiarskiej odznaki wytatuowanej na czole czy coś... – skorzystała z otwartego okna i wystawiła przez nie głowę, by poczuć się nieco lepiej z faktem, że poruszali się już całkiem sprawnie, a wewnątrz nie dało się tego za dobrze poczuć.
– Wiesz, nigdy nie chciałam zostać gliną – powiedziała nagle, bo przy Flynnie słowa przychodziły łatwo, z resztą hej, przed chwilą rozmawiali o ruchaniu swoich braci i nadal ta rozmowa się toczyła, więc taki detal jak nieco chybione wybory życiowe nie był w żadnej mierze... ciężki. Ustalili skale, a to było ledwie 7/10. – Nienawidzę tej roboty. Nienawidzę tego, że łapiemy zwyroli, a potem jak mają wystarczająco dużo hajsu to i tak się wywiną. Z resztą drzewo genealogiczne czyściuchów to jakiś jebany wieniec, nie ma opcji, żebyś trafił na bezstronnego sędziego. Kto jest synem kogo zawsze się pytam i może się okazać, że robisz dobrze swoją robotę, a potem i tak masz przejebane, bo przyskrzyniłeś nie tego ziomka. Peszek. – Wyciągnęła papierosa, kolejnego, czuła się lepiej niż w sukni, czuła się lepiej niż w obcasach, czuła się bardziej swoja, nawet jeśli wciąż nie zamierzała zmierzyć się z pytaniem co to właściwie znaczyło być nią. – No ale poszłam do bumu i zostałam w bumie, bo jestem tchórzem i nie potrafię odejść. Przyznać się oficjalnie, że jestem życiową porażką. – Tam było dużo twarzy, dużo zależności, dużo powodów, dla których wydawało jej się to oczywiste, gdy miała 17, 18 lat. Ale teraz? Praca w tym samym miejscu nie oznaczała większej ilości wspólnie spędzonego czasu. Nigdy. – Może dobrze, że nawet nie próbowałam być aurorem, kumasz taki aurorski pajac jak ja? Tylko ciuchy byłyby lepsze. Czarne, a nie te sprane pelerynki. – burknęła, a potem już zasłuchała się w muzykę, bo nie byli tutaj po to, żeby jojczeć i narzekać. Uciekali od tego. Uciekali razem.
– Mugolska? To ta sama gdzie gostek zmienił wodę w wódę po której się przeszedł, potem go zajebali i wyszedł z trumny po trzech dniach? – upewniła się – ...i... ee... ma stado ziomeczków bo ludzie się cykają modlić do jego ojca bezpośrednio? To ta? – jeśli spodziewał się ataku czy pogardy z jej strony, to kiepsko trafił, panna Moody miała rozbryzg zainteresowań malowanych na płótnie bezsennych nocy i pochłaniającej duszę samotności.
I nagle wizja wspólnej wycieczki po Stanach stała się dużo bardziej kusząca, gdy tak razem rozmawiali, gdy po prostu byli obok w pędzącej puszcze zaczepionej na czterech kołach. Jak marzenie, które na zawsze mogło być tylko marzeniem. Nie pozostawi przecież Anglii. Nie pozostawi Zakonu i ekipy. Nie pozostawi brata... Ale w tamtym momencie, w tamtej chwili gdy wypuściła z palców peta na drogę, gdy odchyliła się na fotelu i powiedziała tylko dwa słowa:
– Jedź szybciej... – nim umilkła na długo rozkoszując się muzyką, drogą i niewymuszonym towarzystwem człowieka, który kiedyś ogolił jej głowę.
– Wiesz, nigdy nie chciałam zostać gliną – powiedziała nagle, bo przy Flynnie słowa przychodziły łatwo, z resztą hej, przed chwilą rozmawiali o ruchaniu swoich braci i nadal ta rozmowa się toczyła, więc taki detal jak nieco chybione wybory życiowe nie był w żadnej mierze... ciężki. Ustalili skale, a to było ledwie 7/10. – Nienawidzę tej roboty. Nienawidzę tego, że łapiemy zwyroli, a potem jak mają wystarczająco dużo hajsu to i tak się wywiną. Z resztą drzewo genealogiczne czyściuchów to jakiś jebany wieniec, nie ma opcji, żebyś trafił na bezstronnego sędziego. Kto jest synem kogo zawsze się pytam i może się okazać, że robisz dobrze swoją robotę, a potem i tak masz przejebane, bo przyskrzyniłeś nie tego ziomka. Peszek. – Wyciągnęła papierosa, kolejnego, czuła się lepiej niż w sukni, czuła się lepiej niż w obcasach, czuła się bardziej swoja, nawet jeśli wciąż nie zamierzała zmierzyć się z pytaniem co to właściwie znaczyło być nią. – No ale poszłam do bumu i zostałam w bumie, bo jestem tchórzem i nie potrafię odejść. Przyznać się oficjalnie, że jestem życiową porażką. – Tam było dużo twarzy, dużo zależności, dużo powodów, dla których wydawało jej się to oczywiste, gdy miała 17, 18 lat. Ale teraz? Praca w tym samym miejscu nie oznaczała większej ilości wspólnie spędzonego czasu. Nigdy. – Może dobrze, że nawet nie próbowałam być aurorem, kumasz taki aurorski pajac jak ja? Tylko ciuchy byłyby lepsze. Czarne, a nie te sprane pelerynki. – burknęła, a potem już zasłuchała się w muzykę, bo nie byli tutaj po to, żeby jojczeć i narzekać. Uciekali od tego. Uciekali razem.
– Mugolska? To ta sama gdzie gostek zmienił wodę w wódę po której się przeszedł, potem go zajebali i wyszedł z trumny po trzech dniach? – upewniła się – ...i... ee... ma stado ziomeczków bo ludzie się cykają modlić do jego ojca bezpośrednio? To ta? – jeśli spodziewał się ataku czy pogardy z jej strony, to kiepsko trafił, panna Moody miała rozbryzg zainteresowań malowanych na płótnie bezsennych nocy i pochłaniającej duszę samotności.
I nagle wizja wspólnej wycieczki po Stanach stała się dużo bardziej kusząca, gdy tak razem rozmawiali, gdy po prostu byli obok w pędzącej puszcze zaczepionej na czterech kołach. Jak marzenie, które na zawsze mogło być tylko marzeniem. Nie pozostawi przecież Anglii. Nie pozostawi Zakonu i ekipy. Nie pozostawi brata... Ale w tamtym momencie, w tamtej chwili gdy wypuściła z palców peta na drogę, gdy odchyliła się na fotelu i powiedziała tylko dwa słowa:
– Jedź szybciej... – nim umilkła na długo rozkoszując się muzyką, drogą i niewymuszonym towarzystwem człowieka, który kiedyś ogolił jej głowę.
Koniec sesji