Nieoczekiwane włączenie się do rozmowy Charlesa było dla niego niemałym zaskoczeniem, jednak na jego uśmiech Erik odpowiedział podobnym gestem, unosząc lekko kąciki ust. Ostatnie tygodnie raczej trudno było uznać w przypadku ich gościa za najlepsze czy najprzyjemniejsze w jego życiu, więc dobrze było wiedzieć, że ten jako tako się trzyma i stara odnaleźć w nowej rzeczywistości. W najgorszym razie dobrze udaje, pomyślał z troską. Przeszło mu przez myśl, czy chłopak próbował znaleźć wspólny język z Crawleyami, którzy pomieszkiwali w posiadłości, chociażby z Menodorą. Bądź co bądź, oboje musieli się tutaj ukrywać, więc może pomogłoby mu to przejść przez ten trudny etap?
— Myślałem, że czasy, gdy wszystko po mnie powtarzasz, już dawno minęły, Bren — rzucił z cichym śmiechem Krótkim i niezbyt głośnym, ale wystarczająco mocnym, aby wprawić pierś w ruch. Przywołał na twarz uprzejmy uśmiech, starając się ukryć chęć wybuchnięcia śmiechem. — Chociaż tyle, że refleks dalej masz ten sam, co zwykle.
Mimo wszystko rozumiał reakcję siostry. Jeśli można było jakoś opisać posiadłość Longbottomów, to słowo „głośna” znakomicie oddawało atmosferę tego domostwa. A już zwłaszcza wtedy, gdy większość domownika spędzała czas w środku. Z każdego skrzydła dobiegały najróżniejsze odgłosy, stłumione głosy rozmówców niosły się po korytarzach, podłoga skrzypiała przy co drugim kroku, a mieszkańcy rezydencji w sporej mierze informowali o swoim nadejściu donośnym tonem. Pośród tego chaosu można było się wystraszyć kogoś, kto preferował nieco bardziej kameralne podejście.
— Mamy czarnego psa, który nazywa się Ponurak i wygląda jak ponurak, czyli literalny omen śmierci. Mam wrażenie, że naszych domowników już mało co jest w stanie zaskoczyć — rzucił z nieco pochmurną miną, stając w obronie Rookwooda. Przecież nie próbował ich przestraszyć z premedytacją. Poza tym, skoro zwierzak mu ufał, to miał u niego bardzo dużego, personalnego plusa.
Może to i dobrze, że Charles/Jules postanowił się ujawnić, zanim przeszli do delikatniejszych kwestii. Gdyby im nie przerwano, rodzeństwo mogłoby zacząć dywagować na temat tego, jak udział w badaniach mógł wpłynąć na ich współpracę z Zakonem Feniksa i ciągłą dostępność na każde wezwanie, a to był raczej grząski grunt. Erik mógł wprawdzie zapewniać, że nie podejmie się niczego, co mogłoby wpłynąć negatywnie na jego efektywność zawodową, ale... Prawda była taka, że nie wiedział czego się spodziewać, gdy wyląduje pod opieką Castiela i jego asystentów.
— Ja mam normalną szafę w pokoju, więc pewnie te tutaj też takie są...? — obrzucił pytającym wzrokiem Brennę. Nie wiedział, czy siostra w międzyczasie nie postanowiła wprowadzić jakichś dodatkowych udogodnień w domu, co by ułatwić wszystkim funkcjonowanie na wspólnej przestrzeni. Wrócił wzrokiem do Rookwooda: — Faktycznie się na tym znasz, co?
Nie trudno było zauważyć, że był pod lekkim wrażeniem. Wprawdzie zajęcia z transmutacji były obowiązkowe w Hogwarcie, jednak to ile kto z nich wyniósł, już znacznie się różniło i każdy przypadek był inny. Po prostu nie była to specjalizacja Erika. Co więcej, zawartość rodowego skarbca i to, że mieszkało tutaj kilka pokoleń, niezbyt sprzyjała nagłym wymianom wszystkich mebli, czy ich przekształcania. Starsi Longbottomowie mieli swoje upodobania.
— Chciałbym, żeby wszyscy byli tacy szczerzy jak Ty. Żadnego przesłuchania, żadnych negocjacji, tylko wszystko podane na tacy, bez żadnych zbędnych komentarzy. Praca w Brygadzie byłaby o wiele łatwiejsza. — mruknął żartobliwie, gdy został poinformowany o tym, że Charles jest jeszcze na dodatek niezarejestrowanym animagiem. — Jeśli mogę spytać, w jakie zwierzę się zmieniasz?
Skoro organizacja Dumbledore'a poniekąd zaakceptowała obecność Rookwooda w domu, to musiała mieć co do niego jakieś plany. A posiadanie w swoich szeregach utalentowanego czarodzieja i na dodatek wyspecjalizowanego w magii transmutującej było sporą przewagą. O ile w pierwszym odruchu, nie rzuci się na pierwszego przeciwnika, który znajdzie się na jego linii wzroku. Zmarszczył lekko brwi, jednak nie wygłosił swoich przemyśleń na głos. Na takowe jeszcze przyjdzie czas, gdy sytuacja chłopaka nieco się wyklaruje.