14.08.2024, 15:43 ✶
– Że Basila Harta spotkało nieszczęście, a Adrian Mallone jest w to zamieszany – odpowiedziała Brenna bez wahania, nie zmieniając pozy, nie odrywając spojrzenia od ciemnych okien mieszkania Mallone’a. To nie była tylko intuicja, ale też całe doświadczenie, zarówno to nabyte w Brygadzie, jak i przez ponad półtora roku działania w podziemiu. Ale intuicja i doświadczenie to było za mało w Ministerstwie Magii.
Dowody i pewność były ważne. Brenna, córka, wnuczka i bratanica gliny doskonale o tym wiedziała. Ale nauczyła się też, że system bywał zawodny, a trudne czasy wymagały trudnych wyborów: że kiedy twoi przeciwnicy są potężni i nie grają zgodnie z zasadami, kurczowe trzymanie się regulaminów nie wystarczy. Gdyby Zakon nie istniała albo trzymał się litery prawa, straciliby w najlepszym razie kilkanaście osób, a Voldemort byłby jeszcze bliżej przejęcia władzy – a przynajmniej ona szczerze w to wierzyła.
W Ministerstwie z pewnością byli zwolennicy śmierciożerców, jak więc ten organ miał działać skutecznie?
– Dużo spraw, mało ludzi, a tutaj nie wyglądało to na pierwszy rzut oka tak podejrzanie – mruknęła. Nie była pewna, czy ktoś celowo zamiatał to pod dywan, czy sprawa padła niejako ofiarą braków kadrowych i tego, że Departament był przeciążony. Wiedziała też, że było przynajmniej paru Brygadzistów i aurorów, których mogłaby prosić o pomoc, czy to w działaniach oficjalnych, czy cichych.
Ale jeśli ktoś zamiótł zniknięcie Basila pod dywan celowo, działania oficjalne byłyby jak strzał w stopę.
A jeżeli nie…
Może to była z jej strony paskudna manipulacja, bo chciała sprawdzić, co tak naprawdę siedzi w głowie Oriona Bulstrode’a, może ukłon w jego stronę, bo skoro zdecydował się sam zaangażować i złamać swoje zasady, nie usiłowała go z tego wyłączyć. Tak czy inaczej, z premedytacją postanowiła wykorzystać tę okazję i działać nie z Heather, Erikiem, Alastorem, Patrickiem, Cainem czy Thomasem, a właśnie z nim. Choćby po to, by w przyszłości wiedzieć, czego się po nim spodziewać. O pomoc w śledzeniu Mallone’a, sprawdzaniu jego aury, nici oraz jasnowidzenia zdąży jeszcze poprosić o świcie, jeżeli tutaj niczego nie uzyskają.
I dlatego czekała, cierpliwie, w ciszy nietypowej niemalże dla niej, czekając, jaką decyzję podejmie Orion.
– Wejdźmy do którejś klatki, rzucę kameleona. Jak dobry jesteś w transmutacji? – spytała, podnosząc się z miejsca i ruszając za nim. We włamaniach miała większe doświadczenie niż chciałaby przyznać, choć na jej usprawiedliwienie, dość często robiła to służbowo, na przykład kiedy musieli dostać się gdzieś pod nosem mugoli, nie zwracając uwagi.
Nie poczuła ani grama satysfakcji czy zadowolenia, że Orion zgodził się na włamanie. Nawet jeżeli to było najlepsze wyjście, ani trochę nie podobało się jej, że żyli w czasach, w których dobry glina musiał łamać własne zasady.
Co nie oznaczało, że się zawaha.
Mieszkanie Adriana mieściło się na pierwszym piętrze. Mugolska dzielnica pozwalała zakładać, że pewnie nie było jakoś niesamowicie zabezpieczone. Mogli spróbować teleportować się na jego balkonie od tyłu – istniała całkiem spora szansa, że ten nie był obłożony czarami antyteleportacyjnymi – albo po prostu otworzyć klatkę alohomorą i skorzystać z drzwi.
Dowody i pewność były ważne. Brenna, córka, wnuczka i bratanica gliny doskonale o tym wiedziała. Ale nauczyła się też, że system bywał zawodny, a trudne czasy wymagały trudnych wyborów: że kiedy twoi przeciwnicy są potężni i nie grają zgodnie z zasadami, kurczowe trzymanie się regulaminów nie wystarczy. Gdyby Zakon nie istniała albo trzymał się litery prawa, straciliby w najlepszym razie kilkanaście osób, a Voldemort byłby jeszcze bliżej przejęcia władzy – a przynajmniej ona szczerze w to wierzyła.
W Ministerstwie z pewnością byli zwolennicy śmierciożerców, jak więc ten organ miał działać skutecznie?
– Dużo spraw, mało ludzi, a tutaj nie wyglądało to na pierwszy rzut oka tak podejrzanie – mruknęła. Nie była pewna, czy ktoś celowo zamiatał to pod dywan, czy sprawa padła niejako ofiarą braków kadrowych i tego, że Departament był przeciążony. Wiedziała też, że było przynajmniej paru Brygadzistów i aurorów, których mogłaby prosić o pomoc, czy to w działaniach oficjalnych, czy cichych.
Ale jeśli ktoś zamiótł zniknięcie Basila pod dywan celowo, działania oficjalne byłyby jak strzał w stopę.
A jeżeli nie…
Może to była z jej strony paskudna manipulacja, bo chciała sprawdzić, co tak naprawdę siedzi w głowie Oriona Bulstrode’a, może ukłon w jego stronę, bo skoro zdecydował się sam zaangażować i złamać swoje zasady, nie usiłowała go z tego wyłączyć. Tak czy inaczej, z premedytacją postanowiła wykorzystać tę okazję i działać nie z Heather, Erikiem, Alastorem, Patrickiem, Cainem czy Thomasem, a właśnie z nim. Choćby po to, by w przyszłości wiedzieć, czego się po nim spodziewać. O pomoc w śledzeniu Mallone’a, sprawdzaniu jego aury, nici oraz jasnowidzenia zdąży jeszcze poprosić o świcie, jeżeli tutaj niczego nie uzyskają.
I dlatego czekała, cierpliwie, w ciszy nietypowej niemalże dla niej, czekając, jaką decyzję podejmie Orion.
– Wejdźmy do którejś klatki, rzucę kameleona. Jak dobry jesteś w transmutacji? – spytała, podnosząc się z miejsca i ruszając za nim. We włamaniach miała większe doświadczenie niż chciałaby przyznać, choć na jej usprawiedliwienie, dość często robiła to służbowo, na przykład kiedy musieli dostać się gdzieś pod nosem mugoli, nie zwracając uwagi.
Nie poczuła ani grama satysfakcji czy zadowolenia, że Orion zgodził się na włamanie. Nawet jeżeli to było najlepsze wyjście, ani trochę nie podobało się jej, że żyli w czasach, w których dobry glina musiał łamać własne zasady.
Co nie oznaczało, że się zawaha.
Mieszkanie Adriana mieściło się na pierwszym piętrze. Mugolska dzielnica pozwalała zakładać, że pewnie nie było jakoś niesamowicie zabezpieczone. Mogli spróbować teleportować się na jego balkonie od tyłu – istniała całkiem spora szansa, że ten nie był obłożony czarami antyteleportacyjnymi – albo po prostu otworzyć klatkę alohomorą i skorzystać z drzwi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.