14.08.2024, 16:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.08.2024, 16:52 przez Charles Mulciber.)
Z każdym słowem, które padało z ust ojca, w Charlesie rosło coś brzydkiego, coś, co mógłby nazwać mianem żalu. Sprawa urosła w jego oczach do rozmiaru katastrofy i pewne elementy mógł przeinaczyć lub wyolbrzymić, lecz ojciec... nie robił wiele, by temu zapobiec.
O mały włos nie miałby na sumieniu jeszcze śmierci brata, gdyby ten zakrztusił się kawałkiem bekonu. Charlie chciał wyrwać się do poklepania Leonarda po plecach, ale został na swoim miejscu. Nie wiedział nawet kiedy złapał w dłoń widelec i zaciskał palce na ozdobnej rączce tak mocno, aż pobielały mu kostki.
- Jestem bliski wylecenia z rodziny, Leo. - Przypomniał cichym głosem, wpatrując się dalej w nieszczęsnego rogalika. Powtórzył po raz kolejny słowo, którego użył Richard, a które ubodło go nie tyle w dumę, a poczucie własnej wartości. Jego potencjalne wykluczenie z rodu, które miałoby nieodwracalne skutki dla jego życia, było nazwane potocznie wyleceniem! Błagania Sophie sprawiły, że poczuł się jeszcze gorzej. - Więc nie mam już znaczenia dla rodziny, na którą mógłbym liczyć. Zostaliście mi wy... jeśli klamka ostatecznie nie zapadnie, jeśli wkrótce nie powinie mi się noga. Nie piszcie żadnych listów, to tylko napyta wam kłopotów. Wy też będziecie mogli wylecieć, jeśli wuj tak rozkaże.- Dodał, podnosząc spojrzenie na Leonarda i Sophie, ale zaraz przesuwając je na ojca.
Kolejne słowa podobały mu się jeszcze mniej, niż poprzednie. Porównywał się do dziadka, który był jeszcze gorszym, niż złym ojcem, nie pomagało to w żadnym calu. Przyrównywanie do siebie również nie zostało mile odebrane.
- Ty jesteś rodziną, która ma mnie wspierać, bracie. Nie wuj. - Nie ojciec. Westchnął, znów skupiając się na nieruszonym śniadaniu. - Sądziłem, że w Anglii będzie inaczej. Sądziłem... że dalej będziemy trzymać się razem. - Wspomniał wyrzut w stronę ojca, nie wypowiadając go nawet głośno. - Ale wuj łaskawie dał mi siedem dni, zamiast wystawienia mnie od razu na bruk, chociaż zniknął. Tutaj błędy młodości nie są wybaczane. Wuj się mnie brzydzi. Ty... ty również, tato? Jeśli zawiodę, wuj sprawi, że przestaniesz nazywać mnie synem? - Dopytał gorzko, ale nie ważył się na niego spojrzeć. Nie byłby w stanie odebrać teraz jakiejkolwiek negatywnej emocji z twarzy Richarda bez kompletnego rozklejenia się. - Będziemy sobie jak obcy, chociaż dotąd mieliśmy tylko siebie?
O mały włos nie miałby na sumieniu jeszcze śmierci brata, gdyby ten zakrztusił się kawałkiem bekonu. Charlie chciał wyrwać się do poklepania Leonarda po plecach, ale został na swoim miejscu. Nie wiedział nawet kiedy złapał w dłoń widelec i zaciskał palce na ozdobnej rączce tak mocno, aż pobielały mu kostki.
- Jestem bliski wylecenia z rodziny, Leo. - Przypomniał cichym głosem, wpatrując się dalej w nieszczęsnego rogalika. Powtórzył po raz kolejny słowo, którego użył Richard, a które ubodło go nie tyle w dumę, a poczucie własnej wartości. Jego potencjalne wykluczenie z rodu, które miałoby nieodwracalne skutki dla jego życia, było nazwane potocznie wyleceniem! Błagania Sophie sprawiły, że poczuł się jeszcze gorzej. - Więc nie mam już znaczenia dla rodziny, na którą mógłbym liczyć. Zostaliście mi wy... jeśli klamka ostatecznie nie zapadnie, jeśli wkrótce nie powinie mi się noga. Nie piszcie żadnych listów, to tylko napyta wam kłopotów. Wy też będziecie mogli wylecieć, jeśli wuj tak rozkaże.- Dodał, podnosząc spojrzenie na Leonarda i Sophie, ale zaraz przesuwając je na ojca.
Kolejne słowa podobały mu się jeszcze mniej, niż poprzednie. Porównywał się do dziadka, który był jeszcze gorszym, niż złym ojcem, nie pomagało to w żadnym calu. Przyrównywanie do siebie również nie zostało mile odebrane.
- Ty jesteś rodziną, która ma mnie wspierać, bracie. Nie wuj. - Nie ojciec. Westchnął, znów skupiając się na nieruszonym śniadaniu. - Sądziłem, że w Anglii będzie inaczej. Sądziłem... że dalej będziemy trzymać się razem. - Wspomniał wyrzut w stronę ojca, nie wypowiadając go nawet głośno. - Ale wuj łaskawie dał mi siedem dni, zamiast wystawienia mnie od razu na bruk, chociaż zniknął. Tutaj błędy młodości nie są wybaczane. Wuj się mnie brzydzi. Ty... ty również, tato? Jeśli zawiodę, wuj sprawi, że przestaniesz nazywać mnie synem? - Dopytał gorzko, ale nie ważył się na niego spojrzeć. Nie byłby w stanie odebrać teraz jakiejkolwiek negatywnej emocji z twarzy Richarda bez kompletnego rozklejenia się. - Będziemy sobie jak obcy, chociaż dotąd mieliśmy tylko siebie?