Przyglądając się mu, Brenna mogła zauważyć, że ramiona mu trochę opadły, kiedy zagrodziła mu drogę. Był niezadowolony, ale świadomy, że go to nie ominie. Poruszał się swobodnie, bez żadnych oznak odczuwanego bólu, jego ręce nie drżały, a twarz była jedynie odrobinę blada, ale było to tymczasowe. Rana nie powinna dawać o sobie znać dzięki specyfikom, podanym mu przez uzdrowicieli, ale cała waga sytuacji z pewnością dotrze do niego, kiedy wróci do domu i porządnie się wyśpi.
Ten wampir powiedział, że po nich wróci. To nie powinno być coś, co powinni tak po prostu zignorować. Ani on, ani Menodora. Tymczasem jednak chciał po prostu wrócić do domu i położyć się spać.
-Dobry wieczór, Brenna - powiedział, wymuszając najszczerszy uśmiech, na jaki było go w tej chwili stać.-Miałem małą nadzieję, że jednak zdążę wrócić do domu, zanim będę musiał odpowiadać na te pytania.
Nie miał najmniejszej ochoty akurat teraz odpowiadać na jakiegokolwiek pytania i gdyby to był ktoś inny, z pewnością poprosiłby o przesunięcie terminu tego "Wywiadu o Wampirze", rzucając jedynie jakieś informacje na szybko, co by ktoś już mógł zacząć drania poszukiwać, ale to była Brenna. Dla Brenny należało być miłym.
Musiał więc jeszcze trochę się pomęczyć, zanim będzie mógł odpocząć.
-Hm... Chyba wiem, o który lokal ci chodzi. Powinien być jeszcze otwarty i może będziemy mieli szczęście i nie trafimy na jakichś pijaczków, którzy będą chcieli wszcząć awanturę. Możemy?
Jeszcze tego brakowało, żeby jakiś fajfus, napędzany krążącymi we krwi promilami, zaczął się ich o coś czepiać.
Zmarnował tu zdecydowanie za dużo czasu, myślał, kiedy wychodzili. Wystarczyło tak naprawdę przemyć ranę, nakleić opatrunek i powiedzieć "do wesela się zagoi" i to wszystko. Ale nie, musieli zacząć panikować, "bo wampir", jakby akurat uzdrowiciele Munga mogli cokolwiek w tej sprawie zdziałać, poza stawianiem ludzi na nogi, i go tak trzymać. Bez sensu.
-Więc? Poproszę pierwsze pytanie.