- To był tylko jeden raz, mam nadzieję, że nie będziesz mi tego wytykał do końca życia. - Mruknęła jeszcze cicho, nie do końca zadowolona. Sama była sobą rozczarowana, nie przywykła do tego, że coś nie szło po jej myśli, a niestety właśnie tak zdarzyło się tamtego popołudnia. Wiele spraw ją ostatnio rozpraszało i nie mogła sobie pozwalać na takie momenty. Nie, gdy Thoran czaił się gdzieś w ciemności i czekał na to, aby ją pożreć. Musiała mieć pewność, że poradzi sobie z bestią, a to starcie z Erikiem uświadomiło jej, że nie jest z nią dobrze. Wypadałoby wziąć się w garść i jakoś zacząć radzić sobie z tym wszystkim. Tak, całkiem łatwo się o tym myślało i mówiło, jednak nie tak prosto można to zrealizować.
- Tak, na pewno z cukierków, moje słodkie, letnie dziecko. - Czasem zastanawiała się jak to możliwe, że Erik miał tyle wiary w ludzi. Wierzył w ich dobre intencje, bez względu na to kim faktycznie byli. Trochę mu tego zazdrościła, bo ona wręcz przeciwnie, raczej nastawiała się na to, że każdy życzy jej źle i czeka na jej potknięcie.
Sama Ger zdecydowanie wolała alkohol od narkotyków, co jednak wcale nie oznaczało, że nie sięgała po jedno i drugie, chociaż dragi pojawiały się w jej życiu raczej sporadycznie, szczególnie po tym, jak przyjęła pod swój dach ćpuna, który ją zostawił.
Nie było w ogóle takiej możliwości, aby Ger myślała podczas tego występu o Eriku. Anthony mógł tego nie wiedzieć, w końcu różne plotki krążyły o ich znajomości wśród czystokrwistej socjety, jednak panna Yaxley nigdy w życiu nie spojrzałaby w ten sposób na swojego przyjaciela. Lubiła jego towarzystwo, to prawda, ostatnio ich relacja stała się dosyć zażyła, czego nawet się nie spodziewała, bo wydawało jej się, że jak zakończą naukę w Hogwarcie to ich drogi się rozejdą, jednak tak się nie stało. Naprawdę cieszyła się, że znajdował dla niej czas, bo dobrze mieć świadomość, że gdzieś tam jest ktoś, na kogo można liczyć, w najróżniejszych sytuacjach.
- Możemy odprowadzić Cię do domu, żeby mieć pewność, że dotrzesz tam w jednym kawałku. - Rzuciła Gerry przyjaźnie do Anthonyego, nie miała nic przeciwko temu, aby wyrwać się stąd szybciej. Przyjęcie zaczeło bowiem przybierać dziwne tory, strasznie wybiła ją z rytmu ta pogadanka o fundacji Mulciberów. To byłby idealny argument, aby się stąd wyrwać, no i Erik nie miałby jej za złe, że go znowu zostawiła samego.
- Muszę cię zmartwić, nie jestem jednym z tych złotych dzieciaków, moi rodzice mieli gdzieś to, czy potrafię na czymś grać, czasem pozwolili mi dąć w róg myśliwski i na tym się kończą moje umiejętności. - Nie zamierzała wspominać o tym, że całkiem nieźle idzie jej gra na fujarkach, nie powstrzymałaby się przed wypowiedzeniem tego komentarza przed samym Erikiem, jednak Shafiqa nie znała praktycznie wcale przez co starała się jednak mieć w sobie nieco ogłady.