Kiedy Jessie wrócił wreszcie do domu, jego mama i rodzeństwo już spali i nie obudziło ich nawet szczekanie Benjiego, podekscytowanego powrotem Pana, którego Jessie próbował jak najszybciej uciszyć. Po rozmowie z Brenną miał już dość pytań na tę noc i w tamtym momencie wolał uniknąć konfrontacji z rozbudzoną Ritą albo, co gorsza, mamą. Na szczęście wszyscy spali, a kiedy Jessie obudził się już w ciągu dnia, w mieszkaniu był sam.
I właśnie wtedy, kiedy był już wyspany, realia zdarzenia z nocy zaczęły do niego wracać w pełni swojej siły. Wampir, którego nakryli, uciekł. I obiecał, że po nich wróci. Takich gróźb nie powinno się lekceważyć.
Przejażdżka była tym, czego właściwie potrzebował, żeby oczyścić głowę. Wsiąść za kierownicę, jechać po prostu przed siebie, zatrzymać się w jakimś zupełnie losowym miejscu, gdzie nie było nikogo i niczego, i po prostu spędzić tam trochę czasu sam ze sobą, na świeżym powietrzu. Zabrał ze sobą Benjiego i na polanie, niedaleko której się zatrzymał, przez około godzinę rzucał mu piłkę, za którą pies ganiał, jak szalony, dopóki nie zabrakło mu sił. To był dobry moment, żeby wracać.
Samochód zaparkował na tym samym miejscu przed kamienicą, co zwykle, zgasił silnik, ale z samochodu nie wychodził. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w swoje palce, luźno oparte na kierownicy. W podobny sposób na kierownicy układały się palce jego ojca, kiedy, jeszcze w Ameryce, pokazywał małemu Jasperowi, jak działa kierownica i wszystkie te inne ustrojstwa w samochodzie.
Jessie rzadko wspominał głośno ojca. Czasami coś mu się wymknęło w rozmowie z matką czy rodzeństwem i odpowiadał, gdy których z wujków wspominał Neda Kelly, ale sam raczej nie zaczynał rozmowy na ten temat. Ta rana jeszcze nie do końca się zabliźniła.
Benji szczekał raz i wdrapał się na uda Jaspera, merdając ogonkiem i wpatrując się w chłopaka błyszczącymi oczami. Na twarzy Jessiego pojawił się delikatny uśmiech i jednak z jego dłoni znalazła się na karku i grzbiecie psa, powoli gładząc jego futro.
Pojawienie się wuja trochę go zaskoczyło.
-Och... Hej, wuju - przywitał się i wysiadł wreszcie z samochodu. -Tak, pomyślałem, że Benjiemu dobrze zrobi wybieganie się na jakiejś polanie.
Benji znowu szczeknął, krążąc wokół Jonathana i wokół własnej osi, podskakując i machając łapkami, podekscytowany widokiem wuja Selwyna.
-Wracasz z pracy, wuju? - spytał Jessie. -Napijesz się czegoś? Kawy? Herbaty? Czegoś innego?