14.08.2024, 22:33 ✶
Ilekroć Longbottom się z kimś spotykał, starał się pozostawać stały w uczuciach i unikać skoków w bok. To nie było w jego stylu, a więc podobnym traktowaniem obdarzył też Anthony'ego i układ, jaki ich łączył przed laty. Chociaż przez większość roku pozostawali rozdzieleni, tak w tych okresach Erik raczej nie szukał partnerów na krótkie okresy. Jak każdemu, tak i jemu zdarzało się zawiesić na kimś dłużej oko, jednak echo związku z Selwynem dalej mu wówczas towarzyszyło, toteż nie szukał zbyt chętnie.
A potem... Potem dopadła go szara codzienność. Praca. Rodzina. Przyjaciele. Pomaganie Norze, która przez długi czas musiała wychowywać Mabel sama, nie licząc swojego rodzeństwa, które jednak też miało w dużej mierze własne sprawy. Ledwo zaczął się w tym wszystkim odnajdywać, a pojawił się Czarny Pan ze swoim manifestem i grupą Śmierciożerców gotowych ciskać klątwami na prawo i lewo na jedno jego skinienie. Takie scenariusze nie sprzyjały szukaniu stałych związków. Nawet jeśli podejmowało się jakieś nieśmiałe próby.
— Muszę przyznać, że to brzmi absolutnie... Obrzydliwie. — Wzdrygnął się na samą myśl, że Anthony miałby zaserwować mu coś takiego na lunch. — Nie sądziłem, że tak szybko spróbujesz mnie otruć w swoim własnym domu.
Mimowolnie wrócił myślami do czasów szkolnych, kiedy opiekunka ze Skrzydła Szpitalnego poiła go eliksirem regenerującym na bazie suszonego pyłku pszczelego. Podobno miał mu pomóc w szybkim powrocie do zdrowia po kontuzji na treningu Gryfonów. A chyba tylko pogorszyło to mój stan, pomyślał przelotnie, blednąc na samo wspomnienie tego okropnego wynalazku.
Naprawdę starał się szanować sztukę eliksirowarstwa i zielarstwa, ale były takie chwile, gdy po prostu nie potrafił zrozumieć, czemu czarodzieje nie dodawali do medykamentów składników zmieniających smak. Nie dość, że pomogłoby to dzieciom w przełknięciu niektórych leków, to i on musiałby mniej cierpieć. A tak pozostały mu w głowie okropne wspomnienia, od których od razu zaczynał się krzywić i miał ochotę tylko skulić się w kłębek i zakryć kołdrą po samą czuprynę.
— Tym lepiej dla ciebie — sarknął przemądrzałym tonem. — Przejdzie ci szok i większość szczegółów zapomnisz, a ja? Już zawsze będzie mi to tkwić w głowie. No... Chyba że ktoś pomoże mi zastąpić tę traumę paroma miłymi wspomnieniami. Tylko ciekawe, kto to zrobi , skoro... Ty mnie już w ogóle nie rozpieszczasz. — Kompletnie zignorował fakt, że Anthony w gruncie rzeczy nie miał nawet za bardzo okazji ku temu, aby poprawić mu nastrój w ostatnich dniach. Skoro Shafiq był taki mądry, to niech się teraz tłumaczy, o! — Mogę poczuć się trochę zanie… zaniedba...
Próbował dokończyć, jego kolejne pocałunki składane na jego karku skutecznie go rozpraszały, jakby usta mężczyzny przebijały z chirurgiczną wręcz precyzją każdą bańkę wypełnioną jego przemyśleniami czy drażniącymi komentarzami. Erik wpił się mocniej paznokciami w materac. Dobry Merlinie, wyprawa do pracy chyba faktycznie zostanie zawieszona na etapie planów.
A potem... Potem dopadła go szara codzienność. Praca. Rodzina. Przyjaciele. Pomaganie Norze, która przez długi czas musiała wychowywać Mabel sama, nie licząc swojego rodzeństwa, które jednak też miało w dużej mierze własne sprawy. Ledwo zaczął się w tym wszystkim odnajdywać, a pojawił się Czarny Pan ze swoim manifestem i grupą Śmierciożerców gotowych ciskać klątwami na prawo i lewo na jedno jego skinienie. Takie scenariusze nie sprzyjały szukaniu stałych związków. Nawet jeśli podejmowało się jakieś nieśmiałe próby.
— Muszę przyznać, że to brzmi absolutnie... Obrzydliwie. — Wzdrygnął się na samą myśl, że Anthony miałby zaserwować mu coś takiego na lunch. — Nie sądziłem, że tak szybko spróbujesz mnie otruć w swoim własnym domu.
Mimowolnie wrócił myślami do czasów szkolnych, kiedy opiekunka ze Skrzydła Szpitalnego poiła go eliksirem regenerującym na bazie suszonego pyłku pszczelego. Podobno miał mu pomóc w szybkim powrocie do zdrowia po kontuzji na treningu Gryfonów. A chyba tylko pogorszyło to mój stan, pomyślał przelotnie, blednąc na samo wspomnienie tego okropnego wynalazku.
Naprawdę starał się szanować sztukę eliksirowarstwa i zielarstwa, ale były takie chwile, gdy po prostu nie potrafił zrozumieć, czemu czarodzieje nie dodawali do medykamentów składników zmieniających smak. Nie dość, że pomogłoby to dzieciom w przełknięciu niektórych leków, to i on musiałby mniej cierpieć. A tak pozostały mu w głowie okropne wspomnienia, od których od razu zaczynał się krzywić i miał ochotę tylko skulić się w kłębek i zakryć kołdrą po samą czuprynę.
— Tym lepiej dla ciebie — sarknął przemądrzałym tonem. — Przejdzie ci szok i większość szczegółów zapomnisz, a ja? Już zawsze będzie mi to tkwić w głowie. No... Chyba że ktoś pomoże mi zastąpić tę traumę paroma miłymi wspomnieniami. Tylko ciekawe, kto to zrobi , skoro... Ty mnie już w ogóle nie rozpieszczasz. — Kompletnie zignorował fakt, że Anthony w gruncie rzeczy nie miał nawet za bardzo okazji ku temu, aby poprawić mu nastrój w ostatnich dniach. Skoro Shafiq był taki mądry, to niech się teraz tłumaczy, o! — Mogę poczuć się trochę zanie… zaniedba...
Próbował dokończyć, jego kolejne pocałunki składane na jego karku skutecznie go rozpraszały, jakby usta mężczyzny przebijały z chirurgiczną wręcz precyzją każdą bańkę wypełnioną jego przemyśleniami czy drażniącymi komentarzami. Erik wpił się mocniej paznokciami w materac. Dobry Merlinie, wyprawa do pracy chyba faktycznie zostanie zawieszona na etapie planów.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞