Czy tylko Jessiego wkurzało, kiedy inni mieli rację w sprawie, w której Jessie nie chciał, żeby mieli rację?
Uwaga Brenny była jak najbardziej słuszna i był to właściwie cios, bo gdyby faktycznie poczekali do rana z pytaniami i odpowiedziami, ten wampir mógłby skrzywdzić jeszcze niejedną osobę.
Kto wie, czy właśnie w tym momencie nie osusza czyichś żył...
Kiedy dotarli do lokalu, otworzył drzwi i wpuścił Brennę przed sobą, dla siebie zamówił zwykłą herbatę i poszedł za dziewczyną do stolika w rogu, który wydawał się najlepszym miejscem na przeprowadzenie takiej rozmowy, gdy dookoła byli mugole. Na szczęście tych o tej porze nie było w lokalu wielu.
Westchnął cicho i wsunął palce w swoje włosy.
-Wyszliśmy z kawiarni - zaczął, pomijając raczej niepotrzebną na ten moment część opowieści, w której wraz z Menodorą siedzieli w kawiarni i dyskutowali o trenowaniu chińskiej kapusty. -Zauważyłem coś w jednej uliczce i chciałem to sprawdzić. Myślałem, że to jakaś para się obściskiwała, ale... - tu na chwilę przerwał i zwilżył językiem usta. -Ten wampir... Trzymał tę kobietę i pił krew z jej szyi, a ona... Prawie przelewała mu się w ramionach - kolejna przerwa. -Odsunął się od niej, kiedy mnie zobaczył. Mówił, że się na to zgodziła. Że był głodny. Prosił, żebyśmy nie zgłaszali tego w Ministerstwie... Odwróciłem się na sekundę. Złapał mnie i... Powinienem był użyć magii - ostatnie zdanie powiedział już ciszej, bardziej do siebie, niż dla raportu Brenny.
Powinien był użyć magii. Miał wyciągniętą różdżkę. Celował nią. Wystarczyło się tylko trochę skupić i użyć zaklęcia, a może ta rozmowa wcale nie miałaby miejsca, a ta pijawka nie latałaby na wolności. Wystarczyłoby jedno zaklęcie.
Chociaż, czy na pewno? Rośliny, które wezwała Dora, okazały się mało skuteczne wobec siły wampira. Czy wyczarowana lina byłaby skuteczniejsza?
Ale stało się. Jessie nie przemyślał do końca swojej sytuacji, kiedy tak bezmyślnie odwrócił głowę od napastnika. Nie powinien był się odwracać. To pozwoliło wampirowi go zaskoczyć. A pięść okazała się szybsza, niż magia, płynąca do różdżki, a i tak wyprowadzony atak nic nie dał.
Całe szczęście, że to jego złapał, nie Dorę.