14.08.2024, 23:21 ✶
Co prawda, to prawda... Jednego mógł być pewien: tak długo, jak aktywnie działali w szeregach Zakonu Feniksa, tak długo w ich interesie było, aby mieli wpływ na to, co się dzieje w Warowni. Wprawdzie sądząc po długiej obecności Crawley'ów w posiadłości, Godryk raczej nie miał w zwyczaju odprawiać potrzebujących, tak lepiej było nie poddawać jego cierpliwości próbie. Już i tak trudno było ocenić, jak zareaguje, kiedy dowie się, że jego dzieci i wnuki działały w tajnej bojówce dyrektora Hogwartu. Erik wzdrygnął się na samą myśl o tej rozmowie.
— To też — powiedział aż nazbyt pewnym siebie tonem, jakby faktycznie spodziewał się, że jeśli Brenna zniknie z Warowni, to spadnie na niego co najmniej tuzin klątw nieznanego pochodzenia. — Poza tym, gdybyś się wyprowadziła, to mogłabyś odmawiać zaproszeń na spędy czarodziejów czystej krwi. A kto by mnie wtedy bronił przed tymi wszystkimi sępami i pijawkami gotowymi rozerwać mnie na strzępy przy pierwszej okazji? — Wbił w siostrę wyczekujące spojrzenie. — Kilka znajomości na szczycie nie oznacza od razu, że wszyscy będą mnie tam klepać po plecach. Potrzebuję twojej obrony. Tak samo, jak ty potrzebujesz moich światłych rad. Życie bez nich jest dużo cięższe. Spytaj Nory.
Albo nie pytaj, bo jeszcze zaprzeczy, pomyślał z lekkim przestrachem. Chociaż kochał pannę Figg całym swoim sercem, tak wiedział, że czasami miała go naprawdę dosyć. Zwłaszcza w ostatnich tygodniach przez ten cały rytuał, który sobie ich upodobał razem z Elliotem Malfoyem podczas wydarzeń na Beltane. Erik zdążył już parę razy nastąpić przyjaciółce na odcisk, a podsunięcie jej pod nos Brenny było sporym ryzykiem.
Jeszcze jej się wymsknie, że ma o wiele lepsze samopoczucie, odkąd Erik przestał narzekać na pstrokatość co poniektórych dekoracji w Klubokawiarni i chwilowo zawiesił poważne rozmowy w sprawie pełnoprawnej adopcji hipogryfa. Jeszcze przekona Longbottomównę, że dawkowanie sobie towarzystwa brata wyjdzie jej na dobre. To dopiero byłaby katastrofa.
— Noo… Tam są chyba lepsze widoki? Ta cała Kalifornia z wielkimi plażami, to chyba zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, prawda? — Zmarszczył czoło, nagle zaczynając wątpić w swoją wiedzę geograficzną, jak i doniesienia z zagranicy, o jakich czasem miał okazję czytać w gazetach. — Myślę, że wygodę też trzeba brać pod uwagę przy wybieraniu potencjalnego lokum dla naszych znajomych. Wszystkich nie upchniemy przecież w jakiejś kanciapie albo mugolskim garażu. Oni nawet jeszcze nie mają technologii zmniejszająco-zwiększającej domy!
Brzmi jak ośrodek szkolenia Brygadzistów, pomyślał z krzywym uśmiechem. Z drugiej strony... To przecież do tego się w końcu sprowadzało. Jak dotąd robili, co mogli, aby opóźnić postępy Śmierciożerców oraz Czarnego Pana, ale chyba każdy członek organizacji szykował się powoli na to, że może dojść do nagłego zaognienia konfliktu. A wtedy bezpieczna kryjówka służąca do przechowywania zapasów, szkolenia ludzi i pozwalająca wytwórcom pracować nad nowymi recepturami i planami będzie na wagę złota.
— Cóż, przyznam ci rację w jednym - obecna lokalizacja Strażnicy jest problemem — poinformował siostrę, idąc krok w krok za nią. — Wprawdzie całkiem miło, że mamy do niej tak blisko, ale nie powiedziałbym, że jest to stuprocentowa zaleta.
— To też — powiedział aż nazbyt pewnym siebie tonem, jakby faktycznie spodziewał się, że jeśli Brenna zniknie z Warowni, to spadnie na niego co najmniej tuzin klątw nieznanego pochodzenia. — Poza tym, gdybyś się wyprowadziła, to mogłabyś odmawiać zaproszeń na spędy czarodziejów czystej krwi. A kto by mnie wtedy bronił przed tymi wszystkimi sępami i pijawkami gotowymi rozerwać mnie na strzępy przy pierwszej okazji? — Wbił w siostrę wyczekujące spojrzenie. — Kilka znajomości na szczycie nie oznacza od razu, że wszyscy będą mnie tam klepać po plecach. Potrzebuję twojej obrony. Tak samo, jak ty potrzebujesz moich światłych rad. Życie bez nich jest dużo cięższe. Spytaj Nory.
Albo nie pytaj, bo jeszcze zaprzeczy, pomyślał z lekkim przestrachem. Chociaż kochał pannę Figg całym swoim sercem, tak wiedział, że czasami miała go naprawdę dosyć. Zwłaszcza w ostatnich tygodniach przez ten cały rytuał, który sobie ich upodobał razem z Elliotem Malfoyem podczas wydarzeń na Beltane. Erik zdążył już parę razy nastąpić przyjaciółce na odcisk, a podsunięcie jej pod nos Brenny było sporym ryzykiem.
Jeszcze jej się wymsknie, że ma o wiele lepsze samopoczucie, odkąd Erik przestał narzekać na pstrokatość co poniektórych dekoracji w Klubokawiarni i chwilowo zawiesił poważne rozmowy w sprawie pełnoprawnej adopcji hipogryfa. Jeszcze przekona Longbottomównę, że dawkowanie sobie towarzystwa brata wyjdzie jej na dobre. To dopiero byłaby katastrofa.
— Noo… Tam są chyba lepsze widoki? Ta cała Kalifornia z wielkimi plażami, to chyba zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, prawda? — Zmarszczył czoło, nagle zaczynając wątpić w swoją wiedzę geograficzną, jak i doniesienia z zagranicy, o jakich czasem miał okazję czytać w gazetach. — Myślę, że wygodę też trzeba brać pod uwagę przy wybieraniu potencjalnego lokum dla naszych znajomych. Wszystkich nie upchniemy przecież w jakiejś kanciapie albo mugolskim garażu. Oni nawet jeszcze nie mają technologii zmniejszająco-zwiększającej domy!
Brzmi jak ośrodek szkolenia Brygadzistów, pomyślał z krzywym uśmiechem. Z drugiej strony... To przecież do tego się w końcu sprowadzało. Jak dotąd robili, co mogli, aby opóźnić postępy Śmierciożerców oraz Czarnego Pana, ale chyba każdy członek organizacji szykował się powoli na to, że może dojść do nagłego zaognienia konfliktu. A wtedy bezpieczna kryjówka służąca do przechowywania zapasów, szkolenia ludzi i pozwalająca wytwórcom pracować nad nowymi recepturami i planami będzie na wagę złota.
— Cóż, przyznam ci rację w jednym - obecna lokalizacja Strażnicy jest problemem — poinformował siostrę, idąc krok w krok za nią. — Wprawdzie całkiem miło, że mamy do niej tak blisko, ale nie powiedziałbym, że jest to stuprocentowa zaleta.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞