14.08.2024, 23:44 ✶
- Żeby tylko wujka. Rodzina to fanatycy zagadek. Pół mieszkania zajebane nimi, najgorzej. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżące na ziemi logiczne ustrojstwo, które jak raz cię złapie to nie puści póki go nie rozwiążesz i trzeba to rozbrajać u klątwołamacza jak nie ma nikogo innego pod ręką. W swoim życiu już z dziesięć razy byłem na takim zabiegu, a to nie licząc tych momentów kiedy Florence albo Basilius byli pod ręką. Tydzień temu jak poszedłem na jakieś losowe badania, to pani z recepcji jak mnie tylko zobaczyła, to z miejsca podała numer zabiegowego na Wypadkach Przedmiotowych, bo myślała że znowu coś mnie złapało. Druga połowa zawalona "Zagadkami Londynu", "Horyzontem Zaklęć" i "Astrolabium" - westchnął, trochę chyba zrezygnowany. Gregory, oczywiście, bawił się w tym wszystkim najlepiej i czasem miał wrażenie, jak słyszy jego szeptanie zagadek gdzieś w ścianach. - Ale ogólnie tak, niektóre działają tak jak drzwi do pokoju wspólnego Ravenclawu. Mam wrażenie, że niektóre już bardzo, ale to bardzo dawna pozostają nieotwarte. Ale! Przynajmniej było gdzie chować Basiliusa i Laurenta za młodu, jestem pewien że bawili się świetnie w tym labiryncie - raz nawet Atreus próbował wykorzystać te przejścia, kiedy obrażony na coś za dzieciaka oznajmił że ucieka z domu. Oczywiście, nigdzie nie uciekł tylko przeszedł przez drzwiczki w tylnej ścianie kominka, bunkrując się w ścianach i było mu bardzo przykro, gdy szybko nie zaczęli szukać. Aczkolwiek mogła to być wina tego, że ktoś zezował na niego 3 okiem i wiedział gdzie jest. - W każdym razie, mam nadzieję że dobrze się u sam bawi - skomentował jeszcze tylko sprawę Thomasa, nie będąc pewnym jak właściwie powinien ugryźć tę rewelację. Nic mu nie było, mieszkał sobie u Longbottomów, gdzie teraz nic mu nie zagrażała, więc nie było co się nad nim roztkliwiać przesadnie.
- Słyszałem w sumie, że ciężko w tym lesie się jakoś konkretnie połapać. I że mieszka tam Szeptucha? Ta dziwna kobieta co chodzi po sabatach i szepcze przepowiednie. Może ona myli drogę w tym lesie, bo co kto o tym wspomni to mówi, że nie da się do niej dostać. W sumie to odniosłem takie wrażenie, że Macmillan jakoś niekoniecznie cieszy się na twój czy tam wasz widok. Jakby miał pełno złych doświadczeń. W sumie go nie znam, ale jakoś wydaje mi się że lekko dramatyzuje - no bo jak źle mogło być? Co, kazali mu coś wyegzorcyzmować? Tak jak było zapisane w jego umowie o pracę? Atreus o wiele za często zapominał zwyczajnie, że normalni ludzie mogli nie uważać gonienia za nieumarłymi czy czarnoksiężnikami i ich przeklętymi artefaktami za dobrą zabawę.
- Brzmisz, jakbyś mi łaskę robiła tym niedźwiedziem, tak to nie chcę - wywrócił na nią oczami, krzywiąc się przy tym lekko. - Tego samego który biegał po plaży, prawda? Basilius wydawał się nim trochę przejęty. Musiał go nieźle nastraszyć - ale chyba co tak dokładnie między nimi zaszło to już nie wnikał, wpisując to do tabelki; magia windermere. Cokolwiek się tam stało to nie byli oni, a aura tamtego miejsca. - Ooo, nie wiesz? Ty nie wiesz - ni to się uśmiechnął, ni to skrzywił, bo sam nie wiedział czy to był już ten moment, kiedy tamta sytuacja go bawiła, czy może jeszcze pozostawała po sobie charakterystyczny niesmak. - Hades postanowił odpierdolić podczas Lammas i pobić Mulcibera, więc w ramach interwencji próbowałem go teleportować do Ministerstwa. Tak się typ szarpnął, że nas pięknie rozszczepiło i się prawie wykrwawił na posadzce w Atrium. Zdarło mu całe stopy i zgubił buty - pokręcił głowa, w tym momencie trochę bardziej poważny niż wcześniej. Ale jednocześnie myślał, że bardzo dobrze temu McKinnonowi tak było. Mógł nie robić idioty z siebie i munduru, to by tak nie skończył.
Kiwnął głową, wdrapując się po trzech schodkach, które elegancko prowadziły do starego domku. Puścił ją, dłońmi przyklepując kieszenie w poszukiwaniu kluczy, jednocześnie zastanawiając się nad tym co powiedziała i na moment zerkając na nią, troszkę zaskoczony że to przywołała. To było coś z jego snu, prawda?
- Cóż... kiedy byliśmy na plaży, miałem taki dziwny sen. Byliśmy w zamku na jakimś przyjęciu i było tam pełno ludzi, których znam. I ty też tam byłaś. I ten twój znajomy niedźwiedź z plaży był właśnie Niedźwiedziem z Erlenwaldu. To jakaś nazwa własna czy zaraz mi powiesz że czytasz mój pamiętnik? - zaśmiał się, ale trochę tak niepewnie, ze ściągniętymi brwiami przyglądając się jej jeszcze przez moment, zanim klucz w zamku zgrzytnął i drzwi stanęły otworem.
Elewacja budynku pociągnięta była białawą farbą, która jednak przez upływ czasu łuszczyła się w niektórych miejscach i była zabrudzona. Nic specjalnego, tym bardziej że estetyką budynek wpisywał się w krajobraz Little Hangleton. W środku natomiast było odrobinę więcej bałaganu, który wskazywał jasno na właśnie trwający remont, o którym wcześniej wspominał auror. Meble które uchroniły się od wyrzucenia zostały chociażby w salonie przesunięte na środek pokoju i nakryte, żeby nie ulec zniszczeniu przy działaniu ekipy remontowej. Kuchnia natomiast, zgodnie z obietnicą, prezentowała się o wiele lepiej; większość szafek była zawieszona na swoich miejscach, blaty odkurzone i nawet został ustawiony już stół z krzesłami.
- Słyszałem w sumie, że ciężko w tym lesie się jakoś konkretnie połapać. I że mieszka tam Szeptucha? Ta dziwna kobieta co chodzi po sabatach i szepcze przepowiednie. Może ona myli drogę w tym lesie, bo co kto o tym wspomni to mówi, że nie da się do niej dostać. W sumie to odniosłem takie wrażenie, że Macmillan jakoś niekoniecznie cieszy się na twój czy tam wasz widok. Jakby miał pełno złych doświadczeń. W sumie go nie znam, ale jakoś wydaje mi się że lekko dramatyzuje - no bo jak źle mogło być? Co, kazali mu coś wyegzorcyzmować? Tak jak było zapisane w jego umowie o pracę? Atreus o wiele za często zapominał zwyczajnie, że normalni ludzie mogli nie uważać gonienia za nieumarłymi czy czarnoksiężnikami i ich przeklętymi artefaktami za dobrą zabawę.
- Brzmisz, jakbyś mi łaskę robiła tym niedźwiedziem, tak to nie chcę - wywrócił na nią oczami, krzywiąc się przy tym lekko. - Tego samego który biegał po plaży, prawda? Basilius wydawał się nim trochę przejęty. Musiał go nieźle nastraszyć - ale chyba co tak dokładnie między nimi zaszło to już nie wnikał, wpisując to do tabelki; magia windermere. Cokolwiek się tam stało to nie byli oni, a aura tamtego miejsca. - Ooo, nie wiesz? Ty nie wiesz - ni to się uśmiechnął, ni to skrzywił, bo sam nie wiedział czy to był już ten moment, kiedy tamta sytuacja go bawiła, czy może jeszcze pozostawała po sobie charakterystyczny niesmak. - Hades postanowił odpierdolić podczas Lammas i pobić Mulcibera, więc w ramach interwencji próbowałem go teleportować do Ministerstwa. Tak się typ szarpnął, że nas pięknie rozszczepiło i się prawie wykrwawił na posadzce w Atrium. Zdarło mu całe stopy i zgubił buty - pokręcił głowa, w tym momencie trochę bardziej poważny niż wcześniej. Ale jednocześnie myślał, że bardzo dobrze temu McKinnonowi tak było. Mógł nie robić idioty z siebie i munduru, to by tak nie skończył.
Kiwnął głową, wdrapując się po trzech schodkach, które elegancko prowadziły do starego domku. Puścił ją, dłońmi przyklepując kieszenie w poszukiwaniu kluczy, jednocześnie zastanawiając się nad tym co powiedziała i na moment zerkając na nią, troszkę zaskoczony że to przywołała. To było coś z jego snu, prawda?
- Cóż... kiedy byliśmy na plaży, miałem taki dziwny sen. Byliśmy w zamku na jakimś przyjęciu i było tam pełno ludzi, których znam. I ty też tam byłaś. I ten twój znajomy niedźwiedź z plaży był właśnie Niedźwiedziem z Erlenwaldu. To jakaś nazwa własna czy zaraz mi powiesz że czytasz mój pamiętnik? - zaśmiał się, ale trochę tak niepewnie, ze ściągniętymi brwiami przyglądając się jej jeszcze przez moment, zanim klucz w zamku zgrzytnął i drzwi stanęły otworem.
Elewacja budynku pociągnięta była białawą farbą, która jednak przez upływ czasu łuszczyła się w niektórych miejscach i była zabrudzona. Nic specjalnego, tym bardziej że estetyką budynek wpisywał się w krajobraz Little Hangleton. W środku natomiast było odrobinę więcej bałaganu, który wskazywał jasno na właśnie trwający remont, o którym wcześniej wspominał auror. Meble które uchroniły się od wyrzucenia zostały chociażby w salonie przesunięte na środek pokoju i nakryte, żeby nie ulec zniszczeniu przy działaniu ekipy remontowej. Kuchnia natomiast, zgodnie z obietnicą, prezentowała się o wiele lepiej; większość szafek była zawieszona na swoich miejscach, blaty odkurzone i nawet został ustawiony już stół z krzesłami.