15.08.2024, 02:55 ✶
Nie chciał dawać jej złudnej nadziei, dlatego nie chciał żeby nastawiała się na odczarowanie braci - łamanie klątw potrafiło być bardzo złożonym i żmudnym procesem. Zwłaszcza jeśli nie wiedziało się zbyt wiele o rodzaju klątwy i jedynie znało jej efekt - to był poszlaka, jednak wśród wielu niewiadomych potrzebne było jeszcze wiele odpowiedzi nim udałoby się rozwikłać zagadkę.
- Nic takiego, przecież nie wiadomo czy cokolwiek uda mi się osiągnąć - odpowiedział zgodnie z prawdą. Obok żadnej klątwy jednak nie mógł przejść obojętnie, zeżarłaby go ciekawość, gdyby chociaż nie przyjrzał się bliżej kłopotowi braci Fiery. Dodatkową kwestią był fakt, ze nigdy nie zostawiłby osoby w potrzebie samej sobie. Chciał z nią być szczery od samego początku, ale też wiedział ,że każda klątwa była do złamania, jeżeli tylko poświęciło się temu odpowiednio dużo czasu. Pytanie jak było z jej braćmi.
- Cóż, albo ty byś mnie powstrzymała, albo by mi lwy głowę odgryzły, tylko to może mnie powstrzymać teraz jak już się zgodziłaś - zażartował chcąc nie co rozluźnić atmosferę. Doprawdy to brzmiało jak ciekawe wyzwanie i równie ciekawa historia do rozwiązania. Dlaczego bowiem ktoś miał chcieć zamieniać innych w zwierzęta? Jeżeli coś uczynili nikczemnego to rzucona klątwa powinna raczej dużych do ich zagłady, chyba, ze ktoś miał po prostu tak dziwne poczucie sprawiedliwości. W sumie jakby na to nie patrzeć, bracia panny Bell wychodzili na tym całkiem dobrze, bo nie skończyli martwi a jedynie zmienili w królów zwierząt.
- Powiedziałbym, żebyśmy poszli nawet teraz, ale niestety nie mam z kim zostawić kawiarnii - powiedział zamaszyście wskazując dłonią na pomieszczenie wokół nich. Nie było nikogo w środku, ale te przecież mógł się w każdej chwili zmienić.
- To byłaby idealna reklama cyrku, gdybyś spacerowała Pokątną czy Horyzontalną ze swoimi lwami - mrugnął doń z wesołym uśmiechem na ustach, choć w głowie nadal na różne sposoby próbował zrozumieć klątwę którą ciążyła na braciach Fiery, to jednak przynajmniej z zewnątrz odzyskał swój rezon i wesołe usposobienie. Choć jej współczuł to nie chciał, aby teraz tylko te emocję od niego odbierała, traktował ją normalnie, przecież wiedza jaką posiadł o jej rodzinie nie zmieniała tego kim była ona sam.
- Myślę, że na dniach? Jeżeli nie jesteś zajęta to jutro lub pojutrze będę mógł wpaść, rozeznać się w sytuacji - dodał jeszcze nie chcąc z góry narzucać konkretnej daty, nie wiedział przecież jaki mają harmonogram występów czy treningów, a nie chciał w to ingerować.
- Nic takiego, przecież nie wiadomo czy cokolwiek uda mi się osiągnąć - odpowiedział zgodnie z prawdą. Obok żadnej klątwy jednak nie mógł przejść obojętnie, zeżarłaby go ciekawość, gdyby chociaż nie przyjrzał się bliżej kłopotowi braci Fiery. Dodatkową kwestią był fakt, ze nigdy nie zostawiłby osoby w potrzebie samej sobie. Chciał z nią być szczery od samego początku, ale też wiedział ,że każda klątwa była do złamania, jeżeli tylko poświęciło się temu odpowiednio dużo czasu. Pytanie jak było z jej braćmi.
- Cóż, albo ty byś mnie powstrzymała, albo by mi lwy głowę odgryzły, tylko to może mnie powstrzymać teraz jak już się zgodziłaś - zażartował chcąc nie co rozluźnić atmosferę. Doprawdy to brzmiało jak ciekawe wyzwanie i równie ciekawa historia do rozwiązania. Dlaczego bowiem ktoś miał chcieć zamieniać innych w zwierzęta? Jeżeli coś uczynili nikczemnego to rzucona klątwa powinna raczej dużych do ich zagłady, chyba, ze ktoś miał po prostu tak dziwne poczucie sprawiedliwości. W sumie jakby na to nie patrzeć, bracia panny Bell wychodzili na tym całkiem dobrze, bo nie skończyli martwi a jedynie zmienili w królów zwierząt.
- Powiedziałbym, żebyśmy poszli nawet teraz, ale niestety nie mam z kim zostawić kawiarnii - powiedział zamaszyście wskazując dłonią na pomieszczenie wokół nich. Nie było nikogo w środku, ale te przecież mógł się w każdej chwili zmienić.
- To byłaby idealna reklama cyrku, gdybyś spacerowała Pokątną czy Horyzontalną ze swoimi lwami - mrugnął doń z wesołym uśmiechem na ustach, choć w głowie nadal na różne sposoby próbował zrozumieć klątwę którą ciążyła na braciach Fiery, to jednak przynajmniej z zewnątrz odzyskał swój rezon i wesołe usposobienie. Choć jej współczuł to nie chciał, aby teraz tylko te emocję od niego odbierała, traktował ją normalnie, przecież wiedza jaką posiadł o jej rodzinie nie zmieniała tego kim była ona sam.
- Myślę, że na dniach? Jeżeli nie jesteś zajęta to jutro lub pojutrze będę mógł wpaść, rozeznać się w sytuacji - dodał jeszcze nie chcąc z góry narzucać konkretnej daty, nie wiedział przecież jaki mają harmonogram występów czy treningów, a nie chciał w to ingerować.