- Koty to naprawdę nie taka najgorsza opcja. - Było wiele możliwości, o których wolała nie myślec. Niektóre stworzenia, które żyły na tym świecie były naprawdę obrzydliwe, mimo, że próbowała na nie spojrzeć inaczej. Mieli szczęście, że trafiły im się te z miękką i przyjemną sierścią, z drugiej strony no byli Figgami, ich rodzina od zawsze zajmowała się kotami, nie mogło być inaczej. Koty to był jedyny słuszny wybór w ich przypadku.
Norka również czuła w powietrzu, że nie jest dobrze. Ludziom źle patrzyło z oczu, nie byli kocimi przyjaciółmi jak oni. Nie wszyscy ludzie mieli dobre serca. Niektórzy, jak ich rodzina pomagali bezpańskim zwierzętom, dawali im dom, opiekowali się nimi, a inni, jak ci którzy zbliżali się do nich najwyraźniej woleli je zabijać. Cóż, nie mieli zdecydowanie szczęścia, że przyszło im trafić na tę drugą wersję.
Dlaczego chcieli zrobić im krzywdę? Pewnie nie było jakiegoś konkretnego powodu. Nora miała świadomość, że niektórzy ludzi po prostu tacy byli. Lubili krzwydzić tak po prostu. Niestety świat nie był różowy, nie wszyscy mieli dobre intencje.
Kocia wersja Norki nie miała zamiaru uciekać, no nie zostawi brata, nawet jeśli był to sen, nawet jeśli nie byli ludźmi. Obojętne, która była to wersja. Nie umiała go zostawić, jak w ogóle mogłaby? Nie było takiej możliwości.
- NIE. - Nie było dyskusji, nie zamierzała dalej z nim rozmawiać. Musieli działać, chociaż wiedziała, że raczej nie mają szans z ludźmi. Gdyby zamienili się w coś większego, może by im się udało, a tak to byli na straconej pozycji. Nie zamierzała się jednak poddać, to nie było w jej stylu, tak samo jak ucieczka.
Zawtórowała bratu i doskoczyła do drugiego z oprawców, drapnęła go w rękę, która zbliżała się do niej, żeby ją złapać. Odskoczyła. Przynajmniej za pierwszym razem jej się udało. Drugi raz niestety nie był taki szczęśliwy, facet złapał ją za kark i cisnął kocią wersją Norki o ścianę. Gdy w nią uderzyła trochę zakręciło jej się w głowie. Dostrzegła wtedy, że kij uderza w kocią wersję jej brata. Głośny krzyk wydobył się z jej kociego pyska, po czym pobiegła jeszcze resztką siłą w jeog kierunku, ale nie zdążyła. Nie przemyślała tego do końca, bo ten typ w podobny sposób potraktował i ją, cóż, może nie było tak źle, odeszli razem, to był chyba jedyny pozytyw tej całej sytuacji...
Ocknęła się od razu, tak właściwie to została wyrwana z tego koszmaru. Usiadła na łóżku nieco przerażona. Próbowała się uspokoić, było to mocno przerażające. Niby tylko sen, ale przez chwilę czuła, że zostali zabici, ona i jej brat. Pojebana akcja. Lady spała słodko na poduszce tuż obok niej, zwinięta w kłębek, nic nie zauważyła. Może to i lepiej, nie było sensu jej niepokoić nocnymi marami.
Norka wyszła z łóżka, musiała nieco się uspokoić, bo mimo, że to był tylko sen, to dziwnie się czuła z tym, że straciła w nim brata, a później sama umarła. Wyszła cicho ze swojego pokoju, chciała sprawdzić, czy u Thomasa wszystko w porządku.
Nie musiała szukać brata, cóż, najwyraźniej on również postanowił się przejść. Kiedy go zobaczyła podbiegła do niego bez słowa i po prostu się do niego przytuliła. Naprawdę cieszyła się, że był cały i zdrowy. Nie mówiła przy tym nic, najwyraźniej ten sen to nie był tylko jego sen. Jakimś cudem przeżyli to razem (chociać nie do końca przeżyli, bo zakończyło się to inaczej).