15.08.2024, 16:47 ✶
Huh. Właśnie o to mi chodziło, o tworzenie nowych eliksirów. Warzyć praktycznie każdy warzył, a przynajmniej musiał ogarnąć podstawy podstaw w Hogwarcie... Potem ta wiedza, co prawda, mogła gdzieś zaniknąć, jeśli ktoś tym się na co dzień nie zajmował - patrz: ja. Ale Lestrange faktycznie miewali na tym punkcie fioła, słychać było w głosie Victorii, że ona też znała sztukę warzenia i tworzenia nowych eliksirów od podszewki, więc... byłem w dobrych rękach? Szczególnie że Geraldine się u niej zaopatrywała. Raczej siostra nie była z tych, którzy korzystaliby z półśrodków, ryzykując niepowodzeniem przy spożywaniu eliksirów.
Odstawiłem filiżankę, kiwając głową, choć to nie do końca tak... Geraldine była ze mną spokrewniona, ale nie była moją kuzynką. Zamierzałem wyprowadzić Victorię z domysłów.
- Geraldine to moja siostra... Nie ma potrzeby pytać. Wierzę ci. Słyszę, że świetnie się na tym znasz... i to lubisz. To dobrze. Jestem zdecydowany, żeby wziąć udział w tym badaniu, ale wolałbym również, żeby... te eksperymenty zostały między nami - przyznałem i zaraz poprosiłem. Nie chciałem mieszać w to siostry. Nie byłem pewien, czy by mnie od tego odwodziła, czy też zachęcała do wejścia na tę niepewną ścieżkę, ale nie chciałem tego sprawdzać, poza tym Ger miała własne sprawy, własne problemy. Wolałem, żeby zaprzątała sobie głowę sobą, a nie mną. I tak dodawałem jej wiele trosk. Nie chciałem dorzucać do tego ognia kolejnych drew. Za bardzo jej krwi napsułem. Chociażby często wyobrażałem sobie, co musiała czuć, kiedy znalazła mnie martwego... I kiedy się obudziłem już taki martwy, ale żywy. Z pewnością wciąż na okrągło to przeżywała.
- Czyli jednak potrafię czytać - zaśmiałem się z samego siebie dla rozładowania własnego spięcia. Podrapałem się po ramieniu i spojrzałem na Victorię. Przyszło mi coś do głowy... - Nie chcę zanadto zwracać uwagi, a często... potrzebuję eliksiru wiggenowego i uzupełniającego krew. Z reguły przyjaciółka kupuje je u różnych losowych sprzedawców. Czy nie byłoby problemem, gdybym mógł się zaopatrywać u ciebie? - zapytałem Victorii. Nie byłem pewien, jak będzie u niej z czasem, skoro pracowała w Ministerstwie, miała swoich stałych klientów na eliksiry, a jeszcze rozpoczynała projekt z eliksirami dla wampirów, ale wiedziała o mnie i o mojej przypadłości. To mogło być pomocne. Warto było zapytać, więc zapytałem.
- Chciałabyś już dziś rozpocząć jakieś próby czy na razie pozostajemy przy wywiadzie...? - dopytałem ją, zastanawiając się czy też właśnie obawiając tych testów, ale dzięki temu mogłem poznać więcej swoich mocnych stron jako wampira, a także tych słabszych. Jednocześnie się tego obawiałem, ale również napełniało mnie to ciekawością, niemałym podnieceniem. Szczególnie że Victoria znała już naturę wampirów. Z pewnością miała mieć wszystko pod kontrolą. Ona i ta skrzatka, za którą się rozejrzałem, ale jej nie było. Z pewnością była w pogotowiu.
Odstawiłem filiżankę, kiwając głową, choć to nie do końca tak... Geraldine była ze mną spokrewniona, ale nie była moją kuzynką. Zamierzałem wyprowadzić Victorię z domysłów.
- Geraldine to moja siostra... Nie ma potrzeby pytać. Wierzę ci. Słyszę, że świetnie się na tym znasz... i to lubisz. To dobrze. Jestem zdecydowany, żeby wziąć udział w tym badaniu, ale wolałbym również, żeby... te eksperymenty zostały między nami - przyznałem i zaraz poprosiłem. Nie chciałem mieszać w to siostry. Nie byłem pewien, czy by mnie od tego odwodziła, czy też zachęcała do wejścia na tę niepewną ścieżkę, ale nie chciałem tego sprawdzać, poza tym Ger miała własne sprawy, własne problemy. Wolałem, żeby zaprzątała sobie głowę sobą, a nie mną. I tak dodawałem jej wiele trosk. Nie chciałem dorzucać do tego ognia kolejnych drew. Za bardzo jej krwi napsułem. Chociażby często wyobrażałem sobie, co musiała czuć, kiedy znalazła mnie martwego... I kiedy się obudziłem już taki martwy, ale żywy. Z pewnością wciąż na okrągło to przeżywała.
- Czyli jednak potrafię czytać - zaśmiałem się z samego siebie dla rozładowania własnego spięcia. Podrapałem się po ramieniu i spojrzałem na Victorię. Przyszło mi coś do głowy... - Nie chcę zanadto zwracać uwagi, a często... potrzebuję eliksiru wiggenowego i uzupełniającego krew. Z reguły przyjaciółka kupuje je u różnych losowych sprzedawców. Czy nie byłoby problemem, gdybym mógł się zaopatrywać u ciebie? - zapytałem Victorii. Nie byłem pewien, jak będzie u niej z czasem, skoro pracowała w Ministerstwie, miała swoich stałych klientów na eliksiry, a jeszcze rozpoczynała projekt z eliksirami dla wampirów, ale wiedziała o mnie i o mojej przypadłości. To mogło być pomocne. Warto było zapytać, więc zapytałem.
- Chciałabyś już dziś rozpocząć jakieś próby czy na razie pozostajemy przy wywiadzie...? - dopytałem ją, zastanawiając się czy też właśnie obawiając tych testów, ale dzięki temu mogłem poznać więcej swoich mocnych stron jako wampira, a także tych słabszych. Jednocześnie się tego obawiałem, ale również napełniało mnie to ciekawością, niemałym podnieceniem. Szczególnie że Victoria znała już naturę wampirów. Z pewnością miała mieć wszystko pod kontrolą. Ona i ta skrzatka, za którą się rozejrzałem, ale jej nie było. Z pewnością była w pogotowiu.