Zauważalne było to, że komplikacje życiowe ostatnimi czasy spadały na stałych bywalców Londynu z większą częstotliwością niż jeszcze trzy czy cztery lata temu. A skoro problemów nie trzeba było już nawet szukać, bo same przychodziły pod drzwi i dzwoniły ponaglająco dzwonkiem, to równie dobrze można było sobie darować niepotrzebne przygody w podejrzanych dzielnicach miasta. O ile, oczywiście, nie pracowało się dla Ministerstwa Magii.
— Miło słyszeć, że jestem aż tak przewidywalna. A tak się na co dzień silę na oryginalność, co by nie zniknąć w tłumie — skomentował z udawanym przekąsem, wykonując oczami teatralny młynek. — Założę się, że wyobraziłaś sobie jeszcze całą scenerię wokół nas, sposób, w jaki cię obejmuje, żebyś przestała płakać i to ile razy poklepałbym Cię po głowie na pocieszenie.
Parsknął cicho. Nie powinien narzekać, nawet jeśli robił to w formie żartu. W gruncie rzeczy, z uwagi na przyjacielską naturę względnie innych ludzi, taka prawidłowość w jego zachowaniu nie była taka znowuż zła. Ludzie, którzy szukali u niego pomocy, wiedzieli przynajmniej, czego mogą się po nim spodziewać. A to z kolei pozwalało uniknąć całej masy niedopowiedzeń i wątpliwości. Przykładowo Nora nie musiała się martwić, że Longbottom papla na jej temat na prawo i lewo, co wynikało z obopólnego zaufania. On też wierzył, że blondynka nie plotkuje o nim zbyt często.
— A daj spokój. Po prostu wiesz co dobre — stwierdził zawadiacko, gdy wlewał w siebie kolejną porcję kolorowego drinka. Chrząknął cicho. — Jakby się tak nad tym zastanowić, to ja mam więcej znajomych wśród kobiet niż mężczyzn. Nawet w rodzinie mam więcej kobiet niż facetów. Spójrz na samo kuzynostwo: Mavelle, Lucy, Danielle, a w tym wszystkim biedny Adelard.
Na wieść o tym, że Nora pokłóciła się z jakąś dziennikarką, w jego oczach pojawiły się lekkie ogniki zazdrości. Och, ile by dał, aby zobaczyć to starcie. Cała ta banda reporterów z popularnych czasopism wywoływała w nim ambiwalentne uczucia. Z jednej strony ich rola była ważna, ale z drugiej strony ciągłe wtykania nosa w nieswoje sprawy potrafiło zmęczyć. Zwłaszcza gdy próbowali za wszelką cenę przepchnąć określoną narrację, dopasowując wypowiedzi swoich ofiar do swojej wizji przyszłego artykułu lub radiowego wydania wiadomości.
— Dosyć bezpośrednie podejście jak na nich — Uniósł zaskoczony brwi. Może z uwagi na swoją rozpoznawalność miał więcej okazji do spotykania dziennikarzy, jednak większość interakcji odbywała się listownie. Przyjście komuś do lokalu i to bez zapowiedzi... Śmierdziało mu to brawurą kogoś młodego. — Dziwne zachowanie. Chyba że oczekiwała, że zaczniesz jej za to dziękować i dzięki temu będzie mogła liczyć na najświeższe ploteczki z nowo-otwartego lokalu na Pokątnej.
Zamrugał parę razy, wciągając głośno powietrze, nie bardzo wiedząc, jak odpowiedzieć na dosyć bystrą uwagę przyjaciółki. Tak to jest, jak się zacznie gadać, zanim się pomyśli. Eh, a wmawiał sobie, że potrafi tak dobrze rozgrywać ludzi podczas rozmowy. Chyba były to jednak marzenia ściętej głowy, skoro wyłożył się w tak podstawowej sprawie, jak wiedza o tym, jak funkcjonują poszczególne departamenty.
— Emm... No... Tak... Owszem — wymamrotał pod nosem, spuszczając wzrok na stolik, niczym mały chłopiec, który właśnie został przyłapany na drobnym kłamstewku. Nie przemyślał tego wytłumaczenia, pozwalając, aby kreatywność zrobiła swoje, a logikę wykorzystał jako ozdobę. Ozdobę, która w tym przypadku nie zadziałała. — Ale może się zdarzyć, że i my będziemy potrzebni. Nie każdy jest alfą i omegą, a doświadczenie ludzi z Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami, różni się od umiejętności brygadzistów, czy aurorów.
Pokiwał głową, przyjmując do wiadomości wyjaśnienia Nory. Cóż, dobrze wiedzieć. W takim miłym towarzystwie czas szybko mijał, więc pewnie nawet by nie zauważył, ile drinków zdążył już naliczyć mu barman na rachunku. Czy powrót do domu z szumiącą głową byłby jednak taki zły? Przynajmniej nie musiałby się przejmować tymi wszystkimi ciemnymi myślami, które zdawały się nękać jego podświadomość.
— Ach, rozumiem. W takim razie trzeba nam zamówić kolejną kolejkę — stwierdził niezrażony, klaskając krótko. Zaczął wodzić wzrokiem po ludziach zebranych w barze, starając się wypatrzeć jakiegoś pracownika, który mógłby przyjąć od nich zamówienie. Gdy już mu się to udało, zadał parę pytać, starając się wybadać rekomendacje względem drinków i zamówił im nowe napitki. Jak się bawić to się bawić. — No co? Nie co dzień mam okazję zobaczyć Norę Figg śpiewającą do najnowszych hitów. Pozwól mi zaznać trochę szczęścia w życiu!
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞