15.08.2024, 17:53 ✶
Brennę łatwo było wziąć za naiwną, dobrą dziewczynkę, bo dużo się uśmiechała, mówiła często głupoty, rzadko odmawiała pomocy i naprawdę przejmowała się innymi. Ale była też gliną, córką swoich rodziców i w gruncie rzeczy… trochę rozpieszczonym dzieciakiem, który od małego przywykł, by w wielu sprawach stawiać na swoim. Umiała uciekać się do drobnych manipulacji oraz bezlitośnie uderzać w słabe punkty, gdy bardzo zależało jej na jakimś celu.
Teraz cele miała dwa. Ochronić Crawleyów. Dorwać wampira. To wymagało porozmawiania z Jessim tu i teraz, i zadbania, aby był gotów o niektórych rzeczach mówić, a o innych milczeć. I wykorzystała do tego to jego bohaterstwo, które popchnęło go do walki z wampirem w ciemnej uliczce. Nie była z tego dumna, ale wyrzuty sumienia nie miały też dręczyć jej w bezsenne noce.
– Powinieneś był nie spuszczać go z oczu – sprostowała spokojnie. Sięganie po magię, jeśli nie było się pewnym, czy przeciwnik chce walczyć, często doprowadzało do niepotrzebnej eskalacji. I może to nie był dobry moment na takie rady, ale mógł natknąć się na niebezpieczeństwo znowu: był w końcu synem mugolaka i zdrajczyni krwi, nie mogła więc zapewniać, że nie popełnił tam żadnego błędu. Nie po to, by sobie to wyrzucać, zwłaszcza że Jessie był młodym chłopakiem i trudno było oczekiwać od niego, by wiedział, jak sobie w takich chwilach radzić, a by go nie powtórzyć.
To mogło kosztować wiele. Błędy Brenny nie raz mogły mieć lub nawet miały wysoką cenę. Zbyt wysoką.
– Ale jesteś żywy, twoja towarzyszka jest cała i zdrowa, uratowaliście jego ofiarę. Zrobiliście więcej niż zrobiłaby niejedna osoba. Nie ma więc sensu roztrząsać, co można było zrobić inaczej, a lepiej skupić się na jego dorwaniu – powiedziała, zapisując jego słowa, nie dlatego, że by ich nie zapamiętała – zwłaszcza, że podobne zeznania złożyła Dora – ile dlatego, że miały trafić do oficjalnej dokumentacji… w przeciwieństwie do tych od Crawleyówny.
Zamilkła, gdy podeszła do nich kelnerka. Brenna zwykle nie pijała tego, czego nie podały jej osoby, którym ufała, ale to była mugolska knajpa i nikt nie mógł przewidzieć, że wpadnie tu w środku nocy, a ona bardzo potrzebowała kawy, ujęła więc filiżankę i ostrożnie wypiła łyk.
– Będę wdzięczna, jeśli opiszesz, jak wyglądał – poprosiła. Ciemny blond lub jasny brąz, wzrost podobny do tego jej, brak zarostu, krótkie włosy, kraciasta koszula – może Jessie zauważył coś więcej niż Dora albo inaczej go zapamiętał.
Teraz cele miała dwa. Ochronić Crawleyów. Dorwać wampira. To wymagało porozmawiania z Jessim tu i teraz, i zadbania, aby był gotów o niektórych rzeczach mówić, a o innych milczeć. I wykorzystała do tego to jego bohaterstwo, które popchnęło go do walki z wampirem w ciemnej uliczce. Nie była z tego dumna, ale wyrzuty sumienia nie miały też dręczyć jej w bezsenne noce.
– Powinieneś był nie spuszczać go z oczu – sprostowała spokojnie. Sięganie po magię, jeśli nie było się pewnym, czy przeciwnik chce walczyć, często doprowadzało do niepotrzebnej eskalacji. I może to nie był dobry moment na takie rady, ale mógł natknąć się na niebezpieczeństwo znowu: był w końcu synem mugolaka i zdrajczyni krwi, nie mogła więc zapewniać, że nie popełnił tam żadnego błędu. Nie po to, by sobie to wyrzucać, zwłaszcza że Jessie był młodym chłopakiem i trudno było oczekiwać od niego, by wiedział, jak sobie w takich chwilach radzić, a by go nie powtórzyć.
To mogło kosztować wiele. Błędy Brenny nie raz mogły mieć lub nawet miały wysoką cenę. Zbyt wysoką.
– Ale jesteś żywy, twoja towarzyszka jest cała i zdrowa, uratowaliście jego ofiarę. Zrobiliście więcej niż zrobiłaby niejedna osoba. Nie ma więc sensu roztrząsać, co można było zrobić inaczej, a lepiej skupić się na jego dorwaniu – powiedziała, zapisując jego słowa, nie dlatego, że by ich nie zapamiętała – zwłaszcza, że podobne zeznania złożyła Dora – ile dlatego, że miały trafić do oficjalnej dokumentacji… w przeciwieństwie do tych od Crawleyówny.
Zamilkła, gdy podeszła do nich kelnerka. Brenna zwykle nie pijała tego, czego nie podały jej osoby, którym ufała, ale to była mugolska knajpa i nikt nie mógł przewidzieć, że wpadnie tu w środku nocy, a ona bardzo potrzebowała kawy, ujęła więc filiżankę i ostrożnie wypiła łyk.
– Będę wdzięczna, jeśli opiszesz, jak wyglądał – poprosiła. Ciemny blond lub jasny brąz, wzrost podobny do tego jej, brak zarostu, krótkie włosy, kraciasta koszula – może Jessie zauważył coś więcej niż Dora albo inaczej go zapamiętał.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.