15.08.2024, 17:54 ✶
- Nie zostawili żadnej informacji? - upewnił się Leo, jednocześnie zdziwiony i sfrustrowany zachowaniem wujostwa. Bo czy to nie była zwykła ucieczka? Coś, co dokładnie przed momentem sam zdemonizował, bo nie brał pod uwagę? Serio???
Leo mocno walczył ze sobą, żeby nie uderzyć dłonią w stół, bo jakby tego całego wariactwa i niedorzeczności było mało, ojciec nawet nie wyglądał, jakby zamierzał się czemukolwiek sprzeciwiać. Ba! Wręcz jasno dał do zrozumienia, że nie zamierza! ''Możecie spróbować'', nie ''możemy spróbować''. Ojciec umywał ręce. Nie zamierzał nawet jednym słowem krytykować decyzji Roberta. Decyzji absurdalnej i jeśli tą drogą miało pójść - nieodwracalnej w skutkach.
- Ojcze - odezwał się spokojnie, ale stanowczo. - Rozumiem twoje tłumaczenia, ale żebym miał pewność... Naprawdę popierasz kopię zachowania, przez które sam kiedyś ucierpiałeś? Pozwolisz, żeby twój własny syn był potraktowany w ten sposób?
Czy tak właśnie powinna postępować ta, rzekoma 'rodzina', o której mówił? Dotychczas sądził, że tylko i wyłącznie rodzonej siostry z chęcią by się wyparł, ale ta chęć chyba właśnie poszerzyła się o dodatkową osobę. Było tak, jak mówił Charlie. Nie mógł na nikogo liczyć. Na nikogo ze STARSZEGO POKOLENIEM w każdym bądź razie. Bo jasne, może i nieraz darli koty. Może i potrafił czasem dopiekać bratu po dziesięciokroć. Ale nigdy nie zamierzał być wobec niego okrutny. Nie w taki sposób, jak najwyraźniej pozostali, jeśli nie liczyć Sophie.
- Niech będzie - odezwał się chłodno po niedługim namyśle, odsuwając od siebie talerz. Podobnie jak Charlie, stracił cały apetyt. - Zabawna sprawa. Od jakiegoś już czasu myślałem o kupnie własnego domu.
Leo mocno walczył ze sobą, żeby nie uderzyć dłonią w stół, bo jakby tego całego wariactwa i niedorzeczności było mało, ojciec nawet nie wyglądał, jakby zamierzał się czemukolwiek sprzeciwiać. Ba! Wręcz jasno dał do zrozumienia, że nie zamierza! ''Możecie spróbować'', nie ''możemy spróbować''. Ojciec umywał ręce. Nie zamierzał nawet jednym słowem krytykować decyzji Roberta. Decyzji absurdalnej i jeśli tą drogą miało pójść - nieodwracalnej w skutkach.
- Ojcze - odezwał się spokojnie, ale stanowczo. - Rozumiem twoje tłumaczenia, ale żebym miał pewność... Naprawdę popierasz kopię zachowania, przez które sam kiedyś ucierpiałeś? Pozwolisz, żeby twój własny syn był potraktowany w ten sposób?
Czy tak właśnie powinna postępować ta, rzekoma 'rodzina', o której mówił? Dotychczas sądził, że tylko i wyłącznie rodzonej siostry z chęcią by się wyparł, ale ta chęć chyba właśnie poszerzyła się o dodatkową osobę. Było tak, jak mówił Charlie. Nie mógł na nikogo liczyć. Na nikogo ze STARSZEGO POKOLENIEM w każdym bądź razie. Bo jasne, może i nieraz darli koty. Może i potrafił czasem dopiekać bratu po dziesięciokroć. Ale nigdy nie zamierzał być wobec niego okrutny. Nie w taki sposób, jak najwyraźniej pozostali, jeśli nie liczyć Sophie.
- Niech będzie - odezwał się chłodno po niedługim namyśle, odsuwając od siebie talerz. Podobnie jak Charlie, stracił cały apetyt. - Zabawna sprawa. Od jakiegoś już czasu myślałem o kupnie własnego domu.