Raczej nikt nie spodziewał się, że tego dnia mecz Quidditcha zakończy się tak, jak się zakończył. Czyli że zostanie wstrzymany akurat w momencie, gdy obie drużyny już się rozkręciły i "byle deszczyk", jak wołali oburzeni gracze, nie byłby w stanie ich powstrzymać.
Dyrektor jednak nie chciał ich słuchać. Jego decyzja nie podlegała dyskusjom, o czym graczom przypomnieli również nauczyciele. Mecz został przerwany. Uczniowie mieli wrócić do zamku. Czy mecz zostanie powtórzony? Oczywiście. Kiedy? Tego jeszcze nie wiadomo.
Jasper kliknął językiem, niezadowolony. To był jego pierwszy mecz jako oficjalnego członka drużyny i chciał pokazać, że był wart tej pozycji i drużyna mogła mu zaufać. Tymczasem jego pierwszy mecz okazał się klapą. Pomijając fakt, że Gryffindor wyszedł na niewielkie prowadzenie, ostatecznie mecz nie został rozstrzygnięty i oba Domy musiały się z tym pogodzić.
-Hm - mruknął, kiedy ścigająca Gryffindoru zbliżyła się do niego, bardzo niezadowolona. -To? To był tłuczek. Taka piłka, która sama lata. Dość złośliwa. Ja przynajmniej celowałem w twoją miotłę. Ją łatwiej naprawić, niż złamaną kość - tak, miał tu na myśli pałkarza Gryffindoru, który umyślnie posłał tłuczka w Obrońcę Ravenclaw, gdy ten chciał złapać lecącego w stronę pętli kafla.
Tak, Gryfon celował w rękę Krukona.
-Kelly! Złaz na ziemię! Idziemy do szatni- zawołał kapitan drużyny Krukonów, przystawiając ręce do ust, by z góry było go słychać.
Jessie uśmiechnął się złośliwie do Electry i mrugnął do niej, coby ją jeszcze trochę zirytować, i zszedł na ziemię, by dołączyć do swojej drużyny.
W szatni wszyscy uwinęli się szybko i wkrótce ociekający wodą uczniowie wrócili do zamku, roznosząc na korytarzu błoto i wodę, które biedny woźny ścierał za nimi, kląć pod nosem.
Jessie nie poszedł za swoimi kolegami do Wieży Ravenclaw. Skoro wrócili wcześniej, niż było to zamierzone, a kolacja miała zacząć się dopiero za kilka godzin, to mógł wykorzystać ten czas i odwiedzić bibliotekę. Ostatnio znalazł książkę, która nawet go zainteresowała, i miał zamiar ja przeczytać, skoro miał nieplanowany czas wolny.
Nie mógł jednak wejść do biblioteki przemoknięty. Został więc na korytarzu, żeby nie roznosić więcej wody i błota, wyjął różdżkę i zaczął suszyć swoje ubrania. Susząc włosy, sam zaklął, czując, że już mu się zaczęły kręcić.