15.08.2024, 21:55 ✶
Olivia uśmiechnęła się lekko. Mało było obecnie ludzi takich jak Isaac - i takich jak ona. Takich, którzy nie bali się mówić wprost to, co sądzili o poczynaniach Voldemorta i jego piesków. Olivia naprawdę mało kogo nienawidziła z całego serca, ale tego człowieka... O ile można go było nazwać człowiekiem. Bo czy ludzie na pewno się tak zachowywali?
- Nie mam pojęcia, ale chyba tak. To było kilka lat temu, wiesz, nie do końca pamiętam wszystko. Ojciec chciał mnie trzymać od tego z daleka, ale wiesz jaka jestem - wzruszyła ramionami, a potem stanęła na palcach, by ona ostrożnie zaczęła zrywać czereśnie. Nie chciała korzystać z magii, żeby przypadkiem nie uszkodzić owoców. Magia niby była przewidywalna, ale to było prawdziwie magiczne doświadczenie: robienie czegoś przy pomocy własnych rąk. - Przyjaciel. Laurent. Nie wiem, czy go kojarzysz z Hogwartu, ja się z nim wtedy nie trzymałam.
Odpowiedziała, wzruszając ramionami. To, co było między nią a Laurentem dawno się skończyło i nie żywiła do mężczyzny żadnej urazy. Ba, była mu wdzięczna że to potoczyło się tak, a nie inaczej. Bo dzięki temu była w tym miejscu i była tym, kim była. Nie wspominając o tym, że to właśnie Prewett ją uratował.
- Nie da się trzymać od tego z daleka, ale nie da się też nic zrobić. Co ja mogę? - zapytała, zerkając na Isaaca z ukosa. Jedna z czereśni wypadła jej z ręki, ale nie zareagowała na to za bardzo. Owoców było od cholery, w przeciwieństwie do tych drzewek, które miał zbadać Bagshot. - O, dzięki.
Powiedziała z uśmiechem, gdy Isaac złapał za gałąź. Mogła stanąć pewniej na nogach, nie nadwyrężając palców.
- Są niepewne, ale skoro już raz oberwałam to wiesz. No. Chciałabym coś zrobić, wiadomo, ale nie pójdę do Ministerstwa i nie powiem, że nagle chcę walczyć ze złem. To tak nie działa. Poza tym niewiele potrafię. No i moi rodzice wciąż są trochę zbyt opiekuńczy, szczególnie po tym wypadku. No i mój chłopak... - westchnęła. Nie chciała nawet wiedzieć jak zareagowałby Tristan gdyby ona nagle postanowiła się narażać. - Ludzie się boją ale też nie tylko o siebie, a o bliskich. Więc gdy mogę, to obniżam ceny eliksirów jak widzę, że ktoś potrzebuje. Więcej chyba nie zdziałam.
Powiedziała, zaglądając do koszyka.
- A ty? Wiem, że pewnie ręce ci już latają, żeby obsmarować kogo trzeba w książce. Pamiętaj tylko, żeby przypadkiem nie szturchnąć dupy za mocno, bo cię osra - upomniała go swoim zwyczajem, nie przebierając w słowach. Ale w jej niebieskich oczach błysnęła troska. Może i ją źle potraktował, ale z drugiej strony przeprosił, tak? No i nadal się o niego troszczyła. - Myślisz, że jeden koszyk wystarczy, czy może lepiej wyczarować drugi? Te czereśnie mogą się zepsuć, jak ich nikt nie zbierze.
- Nie mam pojęcia, ale chyba tak. To było kilka lat temu, wiesz, nie do końca pamiętam wszystko. Ojciec chciał mnie trzymać od tego z daleka, ale wiesz jaka jestem - wzruszyła ramionami, a potem stanęła na palcach, by ona ostrożnie zaczęła zrywać czereśnie. Nie chciała korzystać z magii, żeby przypadkiem nie uszkodzić owoców. Magia niby była przewidywalna, ale to było prawdziwie magiczne doświadczenie: robienie czegoś przy pomocy własnych rąk. - Przyjaciel. Laurent. Nie wiem, czy go kojarzysz z Hogwartu, ja się z nim wtedy nie trzymałam.
Odpowiedziała, wzruszając ramionami. To, co było między nią a Laurentem dawno się skończyło i nie żywiła do mężczyzny żadnej urazy. Ba, była mu wdzięczna że to potoczyło się tak, a nie inaczej. Bo dzięki temu była w tym miejscu i była tym, kim była. Nie wspominając o tym, że to właśnie Prewett ją uratował.
- Nie da się trzymać od tego z daleka, ale nie da się też nic zrobić. Co ja mogę? - zapytała, zerkając na Isaaca z ukosa. Jedna z czereśni wypadła jej z ręki, ale nie zareagowała na to za bardzo. Owoców było od cholery, w przeciwieństwie do tych drzewek, które miał zbadać Bagshot. - O, dzięki.
Powiedziała z uśmiechem, gdy Isaac złapał za gałąź. Mogła stanąć pewniej na nogach, nie nadwyrężając palców.
- Są niepewne, ale skoro już raz oberwałam to wiesz. No. Chciałabym coś zrobić, wiadomo, ale nie pójdę do Ministerstwa i nie powiem, że nagle chcę walczyć ze złem. To tak nie działa. Poza tym niewiele potrafię. No i moi rodzice wciąż są trochę zbyt opiekuńczy, szczególnie po tym wypadku. No i mój chłopak... - westchnęła. Nie chciała nawet wiedzieć jak zareagowałby Tristan gdyby ona nagle postanowiła się narażać. - Ludzie się boją ale też nie tylko o siebie, a o bliskich. Więc gdy mogę, to obniżam ceny eliksirów jak widzę, że ktoś potrzebuje. Więcej chyba nie zdziałam.
Powiedziała, zaglądając do koszyka.
- A ty? Wiem, że pewnie ręce ci już latają, żeby obsmarować kogo trzeba w książce. Pamiętaj tylko, żeby przypadkiem nie szturchnąć dupy za mocno, bo cię osra - upomniała go swoim zwyczajem, nie przebierając w słowach. Ale w jej niebieskich oczach błysnęła troska. Może i ją źle potraktował, ale z drugiej strony przeprosił, tak? No i nadal się o niego troszczyła. - Myślisz, że jeden koszyk wystarczy, czy może lepiej wyczarować drugi? Te czereśnie mogą się zepsuć, jak ich nikt nie zbierze.