15.08.2024, 22:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2024, 22:35 przez Alexander Mulciber.)
ŁAZIENKA: opuszczam Urlett i Isaaca
”Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy od życia”? Alexander uśmiechnął się cierpko. Ten cały Bagshot nie był taki głupi, na jakiego wyglądał. Jeszcze do niedawna Mulciber nie oczekiwał od życia absolutnie niczego, chciał tylko ze sobą skończyć. Chciał zrobić to na własnych zasadach – po tym jak odpowiednio zamknąłby wszystkie swoje sprawy – miał zaplanowane wszystko, co do do ostatniej myśli. Co się zmieniło? Udar słoneczny, pomyślał. Uleczyło mnie francuskie słońce. Niemalże uśmiechnął się do swoich myśli. Ale potem znów powrócił do rzeczywistości.
Czego oczekiwała od niego Urlett Reykjavik z rodu Nordgersim? Nie wiedział. Ale nie zależało mu też na tym, by się dowiedzieć.
Podniósł się z podłogi, przytrzymując się ręką wyłożonej płytkami ściany. W jednej chwili złapał Urlett za rękę, przyciągnął do siebie, blisko – nie zwracając uwagi, że palce zbyt mocno wpijają się w bladą skórę przedramienia, że targa nią jak bezwładną lalką – jeszcze bliżej: przyszpilił jej brodę, i, nie zwracając uwagi na to, że pierścienie wrzynają się w ciało kobiety, skierował jej twarz w swoją stronę, tak, by nie mogła się odwrócić.
“Odpowiedz najpierw na pierwsze pytanie, nim przejdziesz do drugiego.” Wytrzymał spojrzenie Urlett, nieruchomy jak córka Midasa, kiedy zajrzała w oczy swego ojca, obłożonego klątwą, i zamiast rodzicielskiej miłości znalazła w nich grudy złota.
Najpierw rozepnij mi spodnie, a dopiero później ssij chuja, miał ochotę szepnąć jej nad uchem. Ale nie mógł tego przecież powiedzieć na głos przy tym dziennikarzu.
– Eksperyment ze ślepą próbą. Najpierw zaciągasz ich do łóżka – wyszeptał cicho – dopiero potem pytasz, czy mają żonę. – Albo czy są obrzezani, dodał w myślach z rozbawieniem, smakując na języku hebrajski termin brit mila, który przypomniała mu dyskusja na temat żydostwa. Urlett chciała odpowiedzi na zagadkę, ale Alexander nie zamierzał dawać jej satysfakcji. Nie, dopóki sam takowej nie otrzymał. Taka była jego zasada z tymi jednorazowymi kobietami.
Puścił ją – tak szybko, jak wcześniej ją pochwycił – musnąwszy tylko delikatnie jej policzek, ostentacyjna parodia czułości. Nie ufał swoim dłoniom. Najchętniej cisnęłyby Urlett o ścianę.
– Ale to tylko drobna rada na przyszłość od jasnowidza – rzucił już głośniej, w bardziej przyjaznym tonie.
Myślał o kabale, o tym, jak pierwszy raz zgłębiał stare księgi pod okiem jednego ze swych mistrzów. W jego pamięci najlepiej zapisała się Sefer ha-Bahir, Księga Światła Ukrytego, wyjaśniająca tajemnice wędrówki dusz i duchowego zjednoczenia z szechiną, najwyższą emanacją boga. Szechina, w hebrajskim, była rodzaju żeńskiego. Skopiował oryginalny zapis tego słowa, próbując schwycić znaczenie zagubione w translacji: kreślił je potem palcem na ciele Ambrosii, która chichotała, odsuwając się od niego, nieświadoma, że Alexander wielbi jej wewnętrzne światło.
Oparł dłoń na klamce od drzwi łazienki.
– Muszę zaczerpnąć powietrza.
Wyszedł.
”Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy od życia”? Alexander uśmiechnął się cierpko. Ten cały Bagshot nie był taki głupi, na jakiego wyglądał. Jeszcze do niedawna Mulciber nie oczekiwał od życia absolutnie niczego, chciał tylko ze sobą skończyć. Chciał zrobić to na własnych zasadach – po tym jak odpowiednio zamknąłby wszystkie swoje sprawy – miał zaplanowane wszystko, co do do ostatniej myśli. Co się zmieniło? Udar słoneczny, pomyślał. Uleczyło mnie francuskie słońce. Niemalże uśmiechnął się do swoich myśli. Ale potem znów powrócił do rzeczywistości.
Czego oczekiwała od niego Urlett Reykjavik z rodu Nordgersim? Nie wiedział. Ale nie zależało mu też na tym, by się dowiedzieć.
Podniósł się z podłogi, przytrzymując się ręką wyłożonej płytkami ściany. W jednej chwili złapał Urlett za rękę, przyciągnął do siebie, blisko – nie zwracając uwagi, że palce zbyt mocno wpijają się w bladą skórę przedramienia, że targa nią jak bezwładną lalką – jeszcze bliżej: przyszpilił jej brodę, i, nie zwracając uwagi na to, że pierścienie wrzynają się w ciało kobiety, skierował jej twarz w swoją stronę, tak, by nie mogła się odwrócić.
“Odpowiedz najpierw na pierwsze pytanie, nim przejdziesz do drugiego.” Wytrzymał spojrzenie Urlett, nieruchomy jak córka Midasa, kiedy zajrzała w oczy swego ojca, obłożonego klątwą, i zamiast rodzicielskiej miłości znalazła w nich grudy złota.
Najpierw rozepnij mi spodnie, a dopiero później ssij chuja, miał ochotę szepnąć jej nad uchem. Ale nie mógł tego przecież powiedzieć na głos przy tym dziennikarzu.
– Eksperyment ze ślepą próbą. Najpierw zaciągasz ich do łóżka – wyszeptał cicho – dopiero potem pytasz, czy mają żonę. – Albo czy są obrzezani, dodał w myślach z rozbawieniem, smakując na języku hebrajski termin brit mila, który przypomniała mu dyskusja na temat żydostwa. Urlett chciała odpowiedzi na zagadkę, ale Alexander nie zamierzał dawać jej satysfakcji. Nie, dopóki sam takowej nie otrzymał. Taka była jego zasada z tymi jednorazowymi kobietami.
Puścił ją – tak szybko, jak wcześniej ją pochwycił – musnąwszy tylko delikatnie jej policzek, ostentacyjna parodia czułości. Nie ufał swoim dłoniom. Najchętniej cisnęłyby Urlett o ścianę.
– Ale to tylko drobna rada na przyszłość od jasnowidza – rzucił już głośniej, w bardziej przyjaznym tonie.
Myślał o kabale, o tym, jak pierwszy raz zgłębiał stare księgi pod okiem jednego ze swych mistrzów. W jego pamięci najlepiej zapisała się Sefer ha-Bahir, Księga Światła Ukrytego, wyjaśniająca tajemnice wędrówki dusz i duchowego zjednoczenia z szechiną, najwyższą emanacją boga. Szechina, w hebrajskim, była rodzaju żeńskiego. Skopiował oryginalny zapis tego słowa, próbując schwycić znaczenie zagubione w translacji: kreślił je potem palcem na ciele Ambrosii, która chichotała, odsuwając się od niego, nieświadoma, że Alexander wielbi jej wewnętrzne światło.
Oparł dłoń na klamce od drzwi łazienki.
– Muszę zaczerpnąć powietrza.
Wyszedł.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat