15.08.2024, 22:34 ✶
Patrick wsunął ręce do kieszeni spodni. Przysłuchiwał się słowom Brenny i Sebastiana, myślami błądząc wokół wydarzeń w Windermere. Wiedział, nie – źle to brzmiało – czuł, że powinien wyjaśnić brygadzistce swoje dziwne zachowanie tam. Ani to było do niego podobne, by uciekał od pracy, ani by potem bez słowa wyjaśnienia szedł z Atreusem w las na poszukiwania źródła czerni. Na dobrą sprawę, gdyby spotkał samego siebie i nie wiedział co powodowało zachowaniem, byłby na siebie potężnie poirytowany. Brenna zasługiwała na wyjaśnienia. Tylko może jeszcze nie teraz, gdy w żyłach niemal wszystkich zebranych tutaj buzowały ledwie minione wydarzenia. Za parę dni. Przysiądzie się do niej na stołówce albo zgarnie ją na patrol i tam wyjaśni jej powody swojego zachowania.
Podobnie zrobi z Sebastianem. Wpadnie do jego kanciapy z kubkiem gorącej czekolady i wyjaśni, że tamtego dnia miał naprawdę ciężki dzień i trochę puściły mu nerwy. W obliczu potencjalnego końca lepiej nie chować niepotrzebnej urazy.
Ale jeszcze teraz. Teraz powinni zająć się czaszką.
- Przemyśleń dotyczących czaszki i tego jak czarnoksiężnik umieścił w niej kilka dusz czy… - zaczął pytającym tonem i urwał, zdając sobie sprawę, że najpewniej to tym tropem lub w jego okolicach krążyły myśli Macmillana. Nie musiał ciągle zastanawiać się nad tym, czy za kilka miesięcy Zimni naprawdę staną się zimni.
Na widok nadchodzącego Atreusa kiwnął mu głową na przywitanie. I znowu, gdy Brenna i Sebastian wyjaśniali Bulstrode’owi czego mógł się spodziewać, zamilkł, tym razem kierując wzrok na pana Digby’ego. O ile dobrze kojarzył ten czarodziej niezwykle mało mówił. Ale teraz Steward zastanawiał się jak często ten człowiek brał udział w takich wydarzeniach. Jeśli nie aż tak często, może słowa tamtej dwójki miały i jemu dodać trochę otuchy?
Jak dla Patricka poprzednim razem było raczej nudno. I patrząc z boku, być może nudno i bezpiecznie, nie brzmiało szczególnie pasjonująco, ale dobrze oddawało profesjonalizm Sebastiana. Żadnych fruwających i próbujących kogoś opętać duchów. Tylko skupienie, modlitwa, rytuał i spokój.
Swoją drogą była w tym pewna ironia, z której całkiem dobrze zdawał sobie sprawę, że oto kolejny raz miał brać udział w rytuale, który otwierał przejście do Limbo. Pozostawało mu mieć nadzieję, że w jego przypadku powiedzenie „do trzech razy sztuka” nie będzie wiążące.
- Chyba nie ma sensu przedłużać – odezwał się zaraz po tym, jak Sebastian przestał mówić. – Wchodzimy do środka? Im szybciej to zaczniemy, tym szybciej skończymy.
Albo tym szybciej dopadną nas jakieś mniejsze lub większe kłopoty – ale tego już nie powiedział na głos.
Podobnie zrobi z Sebastianem. Wpadnie do jego kanciapy z kubkiem gorącej czekolady i wyjaśni, że tamtego dnia miał naprawdę ciężki dzień i trochę puściły mu nerwy. W obliczu potencjalnego końca lepiej nie chować niepotrzebnej urazy.
Ale jeszcze teraz. Teraz powinni zająć się czaszką.
- Przemyśleń dotyczących czaszki i tego jak czarnoksiężnik umieścił w niej kilka dusz czy… - zaczął pytającym tonem i urwał, zdając sobie sprawę, że najpewniej to tym tropem lub w jego okolicach krążyły myśli Macmillana. Nie musiał ciągle zastanawiać się nad tym, czy za kilka miesięcy Zimni naprawdę staną się zimni.
Na widok nadchodzącego Atreusa kiwnął mu głową na przywitanie. I znowu, gdy Brenna i Sebastian wyjaśniali Bulstrode’owi czego mógł się spodziewać, zamilkł, tym razem kierując wzrok na pana Digby’ego. O ile dobrze kojarzył ten czarodziej niezwykle mało mówił. Ale teraz Steward zastanawiał się jak często ten człowiek brał udział w takich wydarzeniach. Jeśli nie aż tak często, może słowa tamtej dwójki miały i jemu dodać trochę otuchy?
Jak dla Patricka poprzednim razem było raczej nudno. I patrząc z boku, być może nudno i bezpiecznie, nie brzmiało szczególnie pasjonująco, ale dobrze oddawało profesjonalizm Sebastiana. Żadnych fruwających i próbujących kogoś opętać duchów. Tylko skupienie, modlitwa, rytuał i spokój.
Swoją drogą była w tym pewna ironia, z której całkiem dobrze zdawał sobie sprawę, że oto kolejny raz miał brać udział w rytuale, który otwierał przejście do Limbo. Pozostawało mu mieć nadzieję, że w jego przypadku powiedzenie „do trzech razy sztuka” nie będzie wiążące.
- Chyba nie ma sensu przedłużać – odezwał się zaraz po tym, jak Sebastian przestał mówić. – Wchodzimy do środka? Im szybciej to zaczniemy, tym szybciej skończymy.
Albo tym szybciej dopadną nas jakieś mniejsze lub większe kłopoty – ale tego już nie powiedział na głos.