16.08.2024, 15:02 ✶
Tajemniczego jegomościa najwyraźniej nie wzruszało to, że nie dostał na wejściu oklasków lub dźwięków głębokiego oburzenia, a do tego właśnie przywykł. Niemalże obojętność - okej, nowość w jego prowokatywnym repertuarze, ale nic czego nie mógłby znieść. Obserwował ją uważnie, ale nie w natrętny sposób. Starał się utrzymywać kontakt wzrokowy, kiedy mówił, nie miał jednak zamiaru liczyć jej frytek. Pomiędzy wypowiedziami zajmował się nieco irytującym, choć rytmicznym stukaniem palcami o blat stołu i leniwe picie z przyniesionej od baru szklanki.
Delikatny uśmiech, z jakim tutaj przyszedł, poszerzył się nieznacznie. Paxton to była również jego przyjaciółka, o ile rudzinka mówiła o Avelinie. Nie zapytał o to jednak - po prostu zaakceptował tę dziwaczną wzmiankę o kaktusie na głowie i odparł:
- Smacznego.
Bo cóż innego miałby teraz powiedzieć. Rozpocząłby swój wywód o spotkaniu z Isaaciem, ale Quirke okazała się bardziej gadatliwa, niż spodziewałby się tego po losowej dziewczynie zagadanej w Kotle. Wynikało to nie z jego opinii o kobietach (kobiety były przecież piękne, genialne, utalentowane...), a o sobie samym - podchodził do niego z rezerwą i wcale to przecież nie dziwiło.
- Oh, nie znamy się, ale możemy się poznać. - Gotów był podać jej rękę przez stół, ale jeżeli ona nie wykonała tegoż gestu, cyrkowiec jedynie z niby-dumą wskazał na siebie i uniósł w górę jedną z krzaczastych brwi, czarując ją swoim uśmiechem. - Flynn Bell. - Przedstawiłby się Crow, ale jeżeli znała Avelinę, to nie miało większego znaczenia.
Porzucił stukanie o blat na rzecz zabawy kluczem, wyciągniętym z dna kieszeni kurtki. Kręcił kółeczkiem na palcu, łapał go, przekładał z palca na palec. Odrobinę się przy tym popisywał, ale chyba tylko przed samym sobą.
- Mój brat znalazł na Lammas portfel takiego dziennikarzyny... - zaczął nagle, cmokając przy tym ustami - i żeśmy znaleźli twoje zdjęcie obok paczki prezerwatyw. - Udał, że wcale go to nie bawi. - Mija tydzień i kogo widzę? Ha. Może to pora zacząć wierzyć w przeznaczenie?
Delikatny uśmiech, z jakim tutaj przyszedł, poszerzył się nieznacznie. Paxton to była również jego przyjaciółka, o ile rudzinka mówiła o Avelinie. Nie zapytał o to jednak - po prostu zaakceptował tę dziwaczną wzmiankę o kaktusie na głowie i odparł:
- Smacznego.
Bo cóż innego miałby teraz powiedzieć. Rozpocząłby swój wywód o spotkaniu z Isaaciem, ale Quirke okazała się bardziej gadatliwa, niż spodziewałby się tego po losowej dziewczynie zagadanej w Kotle. Wynikało to nie z jego opinii o kobietach (kobiety były przecież piękne, genialne, utalentowane...), a o sobie samym - podchodził do niego z rezerwą i wcale to przecież nie dziwiło.
- Oh, nie znamy się, ale możemy się poznać. - Gotów był podać jej rękę przez stół, ale jeżeli ona nie wykonała tegoż gestu, cyrkowiec jedynie z niby-dumą wskazał na siebie i uniósł w górę jedną z krzaczastych brwi, czarując ją swoim uśmiechem. - Flynn Bell. - Przedstawiłby się Crow, ale jeżeli znała Avelinę, to nie miało większego znaczenia.
Porzucił stukanie o blat na rzecz zabawy kluczem, wyciągniętym z dna kieszeni kurtki. Kręcił kółeczkiem na palcu, łapał go, przekładał z palca na palec. Odrobinę się przy tym popisywał, ale chyba tylko przed samym sobą.
- Mój brat znalazł na Lammas portfel takiego dziennikarzyny... - zaczął nagle, cmokając przy tym ustami - i żeśmy znaleźli twoje zdjęcie obok paczki prezerwatyw. - Udał, że wcale go to nie bawi. - Mija tydzień i kogo widzę? Ha. Może to pora zacząć wierzyć w przeznaczenie?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.