Doprowadzony do porządku, od razu poczuł się lepiej, bo chodzenie w przemoknięty szacie i mokrych skarpetkach nie należało do przyjemnych, a jeszcze mogło doprowadzić do choroby. Zdążył zaledwie schować różdżkę, gdy Gryfonka, która ofukała go za to, że ledwo uniknęła jego tłuczka, pojawiła się obok niego, a za nią ciągnęła się ścieżka z mokrych śladów. Jessie aż się wzdrygnął.
-Na Merlina, myślałem, że ktoś wypuścił tę całą Martę z łazienki - powiedział i wyjął znowu różdżkę, by tym razem zaklęciem wysuszyć właśnie Gryfonkę.
Może sama nie potrafiła? Na którym właściwie była roku? Jasper nie kojarzył jej z Ceremonii Przydziału, kiedy on wraz z siostrą rozpoczynali swoją naukę w Hogwarcie. Może pierwszoroczna? Nie, nie mogłaby grać w Quidditcha. Chyba że z jakiegoś powodu dyrekcja zrobiłaby dla niej wyjątek, co było mało prawdopodobne.
-Och, a więc wiesz, tak? - zadał pytanie, przeciągając głoski. -A właściwie to, co takiego wiesz?
Pewnie była zła o tę akcję z tłuczkiem i chciała się wyżyć, ale czy na pewno to ona powinna się złościć? To Gryfoni próbowali do kontuzji członka ich drużyny, więc to raczej Ravenclaw, a przede wszystkim ich Obrońca, powinien mieć pretensje. Oczywiście, Krukoni nie zawsze grali idealnie, zdarzały się zagrywki, niebezpiecznie zbliżające się do miana fauli, ale wszystkie triki były dokładnie przemyślane. Nikt w końcu nie chciał doprowadzić nikogo do kontuzji tylko dlatego, że grał w drugiej drużynie. A pałkarz Gryfonów zagrał po prostu nieczysto.
No i przecież Jasper był pałkarzem. Jego zadaniem było bronić swoich przed tłuczkami i posyłać je w drugą drużynę. Elektra powinna się cieszyć, że oberwać mogła miotła, bo czasami ciężko było się powstrzymać przed wyprowadzeniem prawego albo lewego tłuczkowego i czasami mogły pomylić się osoby, w które miało się trafić.
-Jasper... Jeśli chcesz, żebym cię przeprosił za tego tłuczka, go przepraszam, że nie wycelowałem dokładniej, Iskierko.