17.08.2024, 00:05 ✶
— Czyli... Niecałe dwa miesiące temu? — odparł, unosząc pytająco brwi, aby zaraz pozwolić, aby na jego usta wstąpił rozbawiony uśmieszek. — Rozumiem, że książki na nowy rok szkolny już kupione, a zwoje pergaminu czekają, aż zaczniesz pokrywać je notatkami? Powinnaś też przy okazji zadbać o zbilansowaną dietę swojej osobistej sowy, skoro niedługo będzie musiała znowu latać z Hogwartu do Doliny w te i z powrotem.
Och, cudowny sobie wybrał dzień na prowokowanie młodszej siostry.
— Aby zachować swój ponadprzeciętny poziom satysfakcji z życia, powinniśmy jeszcze dzisiaj odwiedzić Norę w pracy i kupić kilka drożdżówek na drogę — odparł z poważną miną, jakby nagle zyskał kwalifikacje dyplomowanego dietetyka. — Taka wycieczka nie tylko da ci szybki zastrzyk energii, aby móc spędzić produktywnie resztę dnia, ale też wpłynie pozytywnie na twój nastrój. Poprawi się twoje samopoczucie, a mózg dostanie więcej sił do pracy. Musisz dbać o kondycję swojego organizmu, jeśli masz wrócić ze szkoły z dobrymi wynikami w przyszłym roku.
Zmarszczyło czoło, gdy Brenna zaczęła tłumaczyć mu jaką to przewagę miało wybrzeże Europy nad Stanami Zjednoczonymi. Nawet jeśli szybki transport sojuszników Zakonu Feniksa na kontynent był możliwy przy pomocy magicznych środków transportu, tak dalej pozostawała kwestia legalności. Wprawdzie jako pracownicy Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów mieli całkiem spore wpływy w pomniejszych biurach Ministerstwa Magii, tak raczej nie mogliby zrobić zbyt wiele bez wsparcia w Departamencie Transportu Magicznego. Chyba że nagle znalazłby się ktoś obeznany w sztuce wytwarzania świstoklików międzynarodowych. Bezpośrednia teleportacja z jednego kraju do drugiego byłaby raczej... problematyczna.
— Wiesz... Pokusiłbym się o stwierdzenie, że ta ''kilkudniowa podróż'' jest równie dużą wadą, co i zaletą — rzucił mimowolnie, rozglądając się po przedpokoju. — Gdyby przyszło komuś uciekać, to skorzystanie ze statku w ostatniej chwili zapewnia te kilka dni zabezpieczenia przed pościgiem. O ile ścigającym nie udałoby się dostać na pokład przed odpływem okrętu.
Na tym etapie nie dopuszczał nawet do siebie myśli, że mogłoby dojść do masowej ewakuacji członków Zakonu Feniksa. Bądź co bądź, tak nagłe ustąpienia pola Śmierciożercom i ich przywódców oznaczałoby, że wszelkie ich działania, podobnie jak akcje zapobiegawcze Ministerstwa Magii kompletnie zawiodły... I nie była to myśl, nad którą chciał się bardziej rozwodzić. Już w maju dręczyły go myśli, że konflikt eskaluje w ciągu najbliższych dni, a jednak nic z tego się nie wydarzyło. Cisza przed burzą. A może wszyscy lizali rany po starciu na Polanie Ognisk. I już, gdy zdołał odsunąć od siebie te dywagacje, nawiązała do nich jego własna siostra.
— Tego samego spodziewaliśmy się po Beltane. Zwłaszcza po pogrzebie — przypomniał cicho, celowo unikając wymawiania imienia wuja na głos. Dalej pamiętał ten niepokój, gdy miał wrażenie, że coraz większa liczba członków organizacji zaczynała czuć frustrację decyzją o niepodjęciu konkretnych działań. — Jeśli faktycznie spodziewa się nagłego zaognienia walk, to... Z czegoś to musi wynikać. — Kolejna informacja od wewnętrznej wtyki? Wizja znajomego proroka? — Tak czy siak, dobrze by było mieć zapasową miejscówkę.
Westchnął wymownie, gdy siostra zaczęła wymieniać mu wszystkie naprawy, jakich należałoby dokonać przed ''wprowadzeniem się'' do lokum. Już zaczynał przeczuwać pierwsze komplikacje. Nie miał przyjemności mieszkać w mugolskiej dzielnicy Londynu, toteż nie do końca wiedział, jak to wyglądało, gdy czarodziej wprowadzał się do takiego miejsca. Czy wykorzystywano jakieś specjalistyczne zaklęcia mające na celu zminimalizowanie ryzyka związanego z zakłóceniem działań mugolskich sprzętów? Podrapał się po głowie. Powinien podpytać o to wszystko Thomasa, kiedy trafi się okazja.
— Ten prąd będzie problemem — zaczął wieszczyć Erik, kręcąc powoli głową. — Myślisz, że jeśli podepniemy tu sieć Fiuu, to nic się nie stanie? Albo jeśli zaczniemy tu prowadzić zebrania? — Rozejrzał się na prawo i lewo. — Wiesz, nasza magia niezbyt dobrze się miesza z ich technologiami. No i co z sąsiadami? — Przeniósł wzrok z powrotem na siostrę. — Duża liczba czarodziejów nie wpłynie jakoś na eee użytkowanie ich sprzętów?
Och, cudowny sobie wybrał dzień na prowokowanie młodszej siostry.
— Aby zachować swój ponadprzeciętny poziom satysfakcji z życia, powinniśmy jeszcze dzisiaj odwiedzić Norę w pracy i kupić kilka drożdżówek na drogę — odparł z poważną miną, jakby nagle zyskał kwalifikacje dyplomowanego dietetyka. — Taka wycieczka nie tylko da ci szybki zastrzyk energii, aby móc spędzić produktywnie resztę dnia, ale też wpłynie pozytywnie na twój nastrój. Poprawi się twoje samopoczucie, a mózg dostanie więcej sił do pracy. Musisz dbać o kondycję swojego organizmu, jeśli masz wrócić ze szkoły z dobrymi wynikami w przyszłym roku.
Zmarszczyło czoło, gdy Brenna zaczęła tłumaczyć mu jaką to przewagę miało wybrzeże Europy nad Stanami Zjednoczonymi. Nawet jeśli szybki transport sojuszników Zakonu Feniksa na kontynent był możliwy przy pomocy magicznych środków transportu, tak dalej pozostawała kwestia legalności. Wprawdzie jako pracownicy Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów mieli całkiem spore wpływy w pomniejszych biurach Ministerstwa Magii, tak raczej nie mogliby zrobić zbyt wiele bez wsparcia w Departamencie Transportu Magicznego. Chyba że nagle znalazłby się ktoś obeznany w sztuce wytwarzania świstoklików międzynarodowych. Bezpośrednia teleportacja z jednego kraju do drugiego byłaby raczej... problematyczna.
— Wiesz... Pokusiłbym się o stwierdzenie, że ta ''kilkudniowa podróż'' jest równie dużą wadą, co i zaletą — rzucił mimowolnie, rozglądając się po przedpokoju. — Gdyby przyszło komuś uciekać, to skorzystanie ze statku w ostatniej chwili zapewnia te kilka dni zabezpieczenia przed pościgiem. O ile ścigającym nie udałoby się dostać na pokład przed odpływem okrętu.
Na tym etapie nie dopuszczał nawet do siebie myśli, że mogłoby dojść do masowej ewakuacji członków Zakonu Feniksa. Bądź co bądź, tak nagłe ustąpienia pola Śmierciożercom i ich przywódców oznaczałoby, że wszelkie ich działania, podobnie jak akcje zapobiegawcze Ministerstwa Magii kompletnie zawiodły... I nie była to myśl, nad którą chciał się bardziej rozwodzić. Już w maju dręczyły go myśli, że konflikt eskaluje w ciągu najbliższych dni, a jednak nic z tego się nie wydarzyło. Cisza przed burzą. A może wszyscy lizali rany po starciu na Polanie Ognisk. I już, gdy zdołał odsunąć od siebie te dywagacje, nawiązała do nich jego własna siostra.
— Tego samego spodziewaliśmy się po Beltane. Zwłaszcza po pogrzebie — przypomniał cicho, celowo unikając wymawiania imienia wuja na głos. Dalej pamiętał ten niepokój, gdy miał wrażenie, że coraz większa liczba członków organizacji zaczynała czuć frustrację decyzją o niepodjęciu konkretnych działań. — Jeśli faktycznie spodziewa się nagłego zaognienia walk, to... Z czegoś to musi wynikać. — Kolejna informacja od wewnętrznej wtyki? Wizja znajomego proroka? — Tak czy siak, dobrze by było mieć zapasową miejscówkę.
Westchnął wymownie, gdy siostra zaczęła wymieniać mu wszystkie naprawy, jakich należałoby dokonać przed ''wprowadzeniem się'' do lokum. Już zaczynał przeczuwać pierwsze komplikacje. Nie miał przyjemności mieszkać w mugolskiej dzielnicy Londynu, toteż nie do końca wiedział, jak to wyglądało, gdy czarodziej wprowadzał się do takiego miejsca. Czy wykorzystywano jakieś specjalistyczne zaklęcia mające na celu zminimalizowanie ryzyka związanego z zakłóceniem działań mugolskich sprzętów? Podrapał się po głowie. Powinien podpytać o to wszystko Thomasa, kiedy trafi się okazja.
— Ten prąd będzie problemem — zaczął wieszczyć Erik, kręcąc powoli głową. — Myślisz, że jeśli podepniemy tu sieć Fiuu, to nic się nie stanie? Albo jeśli zaczniemy tu prowadzić zebrania? — Rozejrzał się na prawo i lewo. — Wiesz, nasza magia niezbyt dobrze się miesza z ich technologiami. No i co z sąsiadami? — Przeniósł wzrok z powrotem na siostrę. — Duża liczba czarodziejów nie wpłynie jakoś na eee użytkowanie ich sprzętów?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞