17.08.2024, 09:44 ✶
Po ustaleniu z gronem MG i omówieniem fabuły, przejmuję narrację.
Czas na odpisy do 21.08.
Czas na odpisy do 21.08.
Od rytuału minęło kilka dni, a jednak specjaliści orzekli, że występowały tu lekkie anomalie, związane z magią, a działania Isobell mogły mieć trudne do przewidzenia skutki. Specjaliści z Departamentu Tajemnic wciąż jednak nie odkryli ich źródła i nie potrafili powiedzieć ponad wszelką wątpliwość, czy nie są niebezpieczne, a gapie wciąż ciągnęli w tę okolicę, zafascynowani opowieściami o spotkaniu Bogini Matki.
Gdy jednak Macmillan stał z nimi na polanie, choć dzień był ciepły, poczuł, jak przenika go dziwny chłód. I kiedy Brenna i Atreus do niego mówili, przez jedno mgnienie oka, czas nie dłuższy niż ten potrzebny na trzepot skrzydeł motyla, zdawało się mu, że świat wokół zadrgał, rozpływał się, jakby już, już miał zobaczyć coś… innego… ale czyjś głośny okrzyk przywołał go z powrotem do rzeczywistości.
Przekleństwo i błogosławieństwo, ciążące nad rodem Trelawneyów.
Wciąż było mu dziwnie zimno.
– Wreszcie egzorcysta! – padło gdzieś zza kamieni, głos przepełniony ulgą. Może jednak nie zdecydowano się na wysłanie tutaj ministerialnego egzorcysty, aurora i Detektyw tak całkiem bez powodów? Ruszyła ku nim kobieta, krągła, ciemnoskóra, niezbyt wysoka. Odziana w cywilne ubranie, być może była specjalistką od zabezpieczeń albo kimś z Departamentu Tajemnic. Jej aura drżała, być może od tłumionego niepokoju i zmęczenia, ale było też w tym coś dziwnego, z czym Atreus raczej nie spotykał się na co dzień.
Brenna odwróciła się do niej, chyba ani trochę zaskoczona, że jednak nie będzie tak spokojnie, jak mogłoby się w pierwszej chwili wydawać.
– Nie było tutaj chyba pani wcześniej?
Kręciła się tu w końcu od jakiegoś czasu i… no nic się nie działo. I nic nie mówił Brygadzista, z którym rozmawiała.
– Nie było, bo musiałam wyprowadzić stąd i uspokoić mojego partnera – powiedziała z pewną irytacją. – To wywoływacz duchów. Zachowywał się dziwnie już od dwóch dni, gdy tu pracowaliśmy, ale dziś jeszcze twierdził, że do niego mówią, że są wściekłe, że nas wszystkich pozabijają, omal nie połamał sobie palców kopiąc w jednym miejscu.
– A gdzie konkretnie?
Spodziewała się, że kobieta wskaże ołtarz, o dziwo jednak machnęła ręką w nieco innym kierunku.
– Czysto hipotetycznie, czy duchy mogą nas pozabijać? – spytała Brenna, zwracając zaciekawione spojrzenie na Sebastiana, zanim wyciągnęła różdżkę, ruszając we wskazaną stronę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.