17.08.2024, 18:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2024, 18:31 przez Thomas Figg.)
- A więc to nie tylko wyciągnięcie szczegółów się liczy, ale też i w jaki sposób się to odbyło - rzucił rozbawiony po słowach Guinevere, cóż nie mógł jej odmówić tego, że miała poniekąd rację. Czasami to nie Tylkę cel, co sama droga dawała najwięcej satysfakcji. Nie był osobą, która zamyka się na innych, wręcz przeciwnie był całkiem przyjaźnie nastawiony do innych, chyba, ze ktoś okazywał się totalnym dupkiem, wówczas nie był już taki miły. Ale ogólnie właśnie żarty i niemal wieczny uśmiech na ustach były tym co ludzie mogli w nim zobaczyć jako pierwsze.
- Tak, choć tam to bardziej jak alpaki czy lamy - potwierdził wiedząc co miała na myśli, ktoś z nieco chłodniejszych klimatów pewnie porównałby to do krów, które były najpopularniejszym zwierzęciem na starym kontynencie. - Po prostu podczas żucia koki wydziela się z tych liści wiele przydatnych dla ludzi rzeczy - pomaga to radzić sobie z dużymi wysokościami właśnie no i nie jest się tak głodnym po nich - dokończył swoją myśl na temat tego niecodziennego składnika diety z Peru.
- Tak, rzadko kiedy podróżuję bez związku z pracą - odpowiedział i uderzyła w czułą strunę, lubił opowiadać o innych kulturach, po to je w końcu poznawał. Każdą pracę traktował jako swoistą okazję do zagłębiania historii miejsc i jej rdzennych mieszkańców.
- Tak, Peru leży w centrum dawnego Państwa Inków - podrapał się po brodzie i odwrócił się do Ginewry. - Wiesz, ze tam również panował obrządek związany z mumifikowaniem władców? Co prawda tam podchodzili do tego zupełnie inaczej, nie budowali wielkich grobowców, wcale nie, u nich pełnią dużo bardziej aktywną rolę. - zaczął swoją opowieść przypominając sobie, że kiedy po raz pierwszy słyszał o praktykach Inków co do ich zmarłych władców to myślał, że ktoś stroi sobie z niego żarty, przecież to nie mogło być prawdziwe. - Trzymali ich w specjalnych wnękach w swojej świątyni, zmumifikowanych władców z przeszłości - a potem podczas każdego święta sadzano ich po bokach obecnego władcy, by mogli przyglądać się świętującym. A potem na czasy między świętami ponownie ich chowano w te wnęki.Wyobrażasz sobie coś takiego tutaj w Egipcie? - zapytał przenosząc spojrzenie na chwilę na Ginny, nim wrócił do tego co właśnie robił, nawet nie zdał sobie sprawy, że tak go porwało opowiadanie, że przerwał uprzednią czynność.
- Ahhh, dobrze że rozwiewasz wątpliwości, bo byłby gotów czekać jak ten ostatni kretyn z przeświadczeniem, że już idziesz mi pomóc - specjalnie odwrócił się i puścił do panny McGonagall oko, żeby wiedział, że nie mówił poważnie, w sumie dość dużo rzeczy, które opuszczało jego usta było w formie żartu.
W pierwszym momencie zdębiał, kiedy Guinevere zajęła miejsce obok niego i przyglądała się wspomnianej przez niego płycie, prez moment jego nozdrza pozbyły się zapachu stęchłego powietrza, poczuł jak wypełnia go przyjemny zapach cytrusów i czegoś jeszcze, czego nie potrafił teraz nazwać, ale zdecydowanie był to bardzo przyjemny zapach, aż zaciągnął się nim mocniej.
- Tak, dokładnie tak, jakbyś mogła unieść ją na dwa cale i utrzymała tak chwilę - poprosił wracając do rzeczywistości i znowu skupiając się na swoim zadaniu po tej miłej acz krótkiej przerwie. - Tylko cofnij się, wolałbym, żebyś nie była w potencjalnej strefie rażenia - mimo, że ufał swoim umiejętnością, to jednak zdawał sobie sprawę jak wiele rzeczy mogłoby tu pójść nie tak. Przygotował sobie wszystkie niezbędne narzędzia czyli wytrychy, dziwny śrubokręt, szczypce i różdżkę. Tak uzbrojony poczekał aż Ginewra wykona swoją część, a potem przystąpił do działania.
Powoli i skrupulatnie odbezpieczał zaczepy, które sprawiały, że podniesienie płyty jeszcze bardziej okazałoby się dla ich zgubne.Trochę mu zajęło, ale w końcu został mu ostatni, musiał po to wsunąć nieco dłoń pod płytę, syknął czują nagły ból i zamarł w bezruchu na chwilę, poczuł jak kark oblewa mu zimny pot, ostatni o czym marzył to przypadkowe aktywowanie pułapki w momencie, kiedy leży na brzuchu na ziemii. Odczekał chwilę, nim poruszył szczypcami zwalniając finalnie ostatnią blokadę. - Już, możesz zabierać ją całkowicie - odpowiedział, a kiedy płyta zniknęła ich oczom ukazał się dość ciekawy mechanizm, w dużej mierze wykonany z kamieni, gdzieniegdzie z elementami drewnianymi czy wykonanymi z miedzi, o jeden z nich właśnie zranił się Thomas. Westchnął widząc teraz dokładnie co to był za rodzaj pułapki - gdyby go aktywowali to cześć sufitu spadłaby prosto na niego. Westchnął czując coś ciepłego na kciuku prawej dłoni i zerknął tam. Odruchowo już prawie wsadził do go ust, aby oblizać krew, ale zatrzymał się w połowie tego ruchu. Nie miał pojęcia o co się zranił, więc nie był to najlepszy pomysł.
- A jednak, nie obyło się bez rannych - zażartował odwracając się w stronę swojej towarzyszki, pułapka tera nie była już palącym problemem, za to krwawiący palec już nieco był z racji zranienia się dość starym kawałkiem metalu.