17.08.2024, 19:39 ✶
Rudowłosa drgnęła, słysząc nieznajomy głos. Odwróciła się, by zmierzyć Thomasa wzrokiem. Nie znała go - nie znała też Nory, dlatego nie mogła dostrzec podobieństwa między rodzeństwem. Ale skoro nieznajomy wiedział, jak ma na imię, to oznacza, że musiał być od Brenny. Koleżanka nie wystawiłaby jej tak po prostu byle komu.
- Tak - uśmiechnęła się lekko. Czy posądziłaby go o bycie czarodziejem? Cóż: sama nosiła się z reguły po mugolsku, szczególnie gdy nie miała pewności, gdzie wyląduje - czy w magicznej, czy niemagicznej części Londynu. Poza tym uważała, że mugole naprawdę znali się na wygodnych ciuchach. Quirke nienawidziła szat, a szczególnie tych okropnych rękawów. Były cholernie niepraktyczne. - Quirke. Znaczy: Olivia Quirke.
Dodała, bo skoro przedstawił się nazwiskiem, to wypadało, żeby i ona również to zrobiła. Uścisnęła mu rękę, potrząsając jednocześnie głową. Dała się zaprowadzić tam, gdzie Figg ją prowadził, chociaż widać było, że ruszyła nieco z ociąganiem.
- Um... Nie wiem, czego potrzebujesz do złamania klątwy? Bo znam jedno takie, niedaleko, z reguły nikt tam nie chodzi. Ale jeśli będą potrzebne jakieś składniki, nie wiem nie znam się, to chyba lepiej do ciebie? - zastanowiła się, lekko wydymając usta. Miejsce, o którym myślała, było faktycznie całkiem niedaleko, no i z reguły nie kręciło się tam aż tyle mugoli. Ba, większość z nich unikała tej części lasu, bo oprócz drzew było tam od cholery skał i ciężko było się tam dostać. Za to dla czarodzieja to nie było nic trudnego: pyk i już, wystarczyła teleportacja. Chociaż... - Od razu uprzedzę, że wymiotuję po teleportacji.
Wolała to zaznaczyć. Umiała się teleportować, ale nienawidziła tego robić. Jeżeli Figg uzna, że woli sprawę załatwić u niego, to niech lepiej wyczaruje od razu miskę po aportacji.
- Tak - uśmiechnęła się lekko. Czy posądziłaby go o bycie czarodziejem? Cóż: sama nosiła się z reguły po mugolsku, szczególnie gdy nie miała pewności, gdzie wyląduje - czy w magicznej, czy niemagicznej części Londynu. Poza tym uważała, że mugole naprawdę znali się na wygodnych ciuchach. Quirke nienawidziła szat, a szczególnie tych okropnych rękawów. Były cholernie niepraktyczne. - Quirke. Znaczy: Olivia Quirke.
Dodała, bo skoro przedstawił się nazwiskiem, to wypadało, żeby i ona również to zrobiła. Uścisnęła mu rękę, potrząsając jednocześnie głową. Dała się zaprowadzić tam, gdzie Figg ją prowadził, chociaż widać było, że ruszyła nieco z ociąganiem.
- Um... Nie wiem, czego potrzebujesz do złamania klątwy? Bo znam jedno takie, niedaleko, z reguły nikt tam nie chodzi. Ale jeśli będą potrzebne jakieś składniki, nie wiem nie znam się, to chyba lepiej do ciebie? - zastanowiła się, lekko wydymając usta. Miejsce, o którym myślała, było faktycznie całkiem niedaleko, no i z reguły nie kręciło się tam aż tyle mugoli. Ba, większość z nich unikała tej części lasu, bo oprócz drzew było tam od cholery skał i ciężko było się tam dostać. Za to dla czarodzieja to nie było nic trudnego: pyk i już, wystarczyła teleportacja. Chociaż... - Od razu uprzedzę, że wymiotuję po teleportacji.
Wolała to zaznaczyć. Umiała się teleportować, ale nienawidziła tego robić. Jeżeli Figg uzna, że woli sprawę załatwić u niego, to niech lepiej wyczaruje od razu miskę po aportacji.