• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17.07.1972] I wanna be an idle teen, I wish I hadn't been so clean

[17.07.1972] I wanna be an idle teen, I wish I hadn't been so clean
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#7
17.08.2024, 21:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2025, 22:24 przez Lorraine Malfoy.)  
Kobiety w dzisiejszych czasach są…, zaczęła Sophie, a Lorraine przeżegnała się mentalnie, z trudem powstrzymując się od przewrócenia oczami – tylko po to, by wznieść je ku niebu w niemej ekspiacji do bogów. Jaki ojciec, taka córka, jęknęła w duchu wiła, przygotowując się na to, że sam Robert Mulciber przemówi do niej ustami małej dziewczynki. Sophie była tak zapatrzona w ojca, że często bezmyślnie powtarzała to, co mówi Robert, nie siląc się na zbytnią autorefleksję. Lorraine nie winiła jej za to, doskonale rozumiejąc desperacką potrzebę rodzicielskiej aprobaty, dobrze znaną jej zresztą z autopsji. Takie słowa w wydaniu dżentelmena starej daty – może nieco kostycznego w swych poglądach, może nieco ograniczonego, ale wciąż, dżentelmena! – brzmiały skądinąd ujmująco: była jakaś pieszczotliwość w tej robertowej protekcjonalności, a przytyki wykpiwające rzekome przywary płci pięknej wywoływały w Lorraine raczej rozbawienie niż irytację. Chętnie odpłacała się na komentarze o nadmiernej emocjonalności kobiet zawoalowanymi złośliwostkami o niekompetencji mężczyzn, z lubością obserwując reakcję Roberta.

Co tym razem przyjdzie jej usłyszeć? ”Kobiety w dzisiejszych czasach nie umieją gotować: potrafią jedynie napychać się fasolkami wszystkich smaków Bertiego Botta, latać na miotłach wyścigowych, spryskiwać włosy Ulizanną, uprawiać seks z mugolakami i kłamać?” Te słowa jawiły się jako groteskowe, jeżeli opatrzyć je świeżą buźką małoletniego dziewczęcia, ale po ostatnich wyznaniach… Lorraine spodziewała się wszystkiego.

Może dlatego brwi Lorraine nawet nie drgnęły w zaskoczeniu, kiedy Sophie zerwała się na nogi, by rzucić w skrzata trzewikiem – i obelgami. Nie zareagowała w żaden sposób na wybuch Mulciberówny, nie ruszyła się nawet z miejsca: niespiesznie rozłożyła wachlarz, który wcześniej schowała do torebki, i zaczęła wachlować się nim leniwie. Elegancki ruch wiotkiego nadgarstka przypominał wychylenia metronomu, którego używała podczas ćwiczeń na tempo na fortepianie. Siedziała dalej na schodku, absolutnie nieporuszona błaganiami dziewczyny. Spojrzenie wiły – dotychczas uważne, skupione – tchnęło pogardą.

– Ochłoń, Sophie. – Histeryczka. Chłód w głosie Lorraine kontrastował z żarem zawartym w prośbach Sophie. Rude włosy dziewczyny, rozwiane w gwałtownym napadzie szału przypominały płomienie. – Wyglądasz jak ofiara klątwy żywiołu ognia. – Żartobliwie powachlowała Mulciberównę swoim wachlarzem, zwracając się do niej lekko protekcjonalnym tonem. Przechyliła w zamyśleniu głowę, przysłuchując się prośbom rozemocjonowanej pannicy. 

Dziewczyna może i wciąż szuka swojego miejsca w świecie, pomyślała Lorraine, ale jaki ma być tego efekt, skoro jej świat kończy się na kamienicy Mulciberów? Zastanowiła się, jak spędzała wakacje, będąc w wieku Sophie, ale niemal natychmiast zdecydowała, że jej własne doświadczenia nie mogą być pomocnymi: Lorraine musiała dorosnąć o wiele szybciej niż Sophie, mierzyła się z kompletnie innymi wyzwaniami, została też inaczej wychowana. Miałaby doradzać córeczce Roberta Mulcibera, żeby uciekła z domu do o wiele starszego kochanka z Nokturnu? A może żeby podjęła pracę w podejrzanym zakładzie pogrzebowym, aby pogodzić się ze śmiercią dziecinnych marzeń? Z Sophie nie była żadna dama, ale na buntowniczkę też się nie nadawała. Emocjonalne turbulencje, których była przed chwilą świadkiem, a potem ten wybuch wściekłości, utwierdziły Lorraine w przekonaniu, że Sophie jest po prostu wielkim dzieciuchem, którego łatwo przekonać do siebie odpowiednio dużym lizakiem i paroma gładkimi słówkami. Mogłaby to wykorzystać, gdyby Robert… Na przenajświętsze łono Matki, zmieniam się w Anthony’ego.

– Najpierw pójdziemy do łazienki umyć ci twarz – zdecydowała tonem nieznoszącym sprzeciwu – matczynym, kpił często Baldwin – schodząc z dwóch ostatnich schodków na parter i wyciągając dłoń z wachlarzem w stronie Sophie, gestem równie opiekuńczym, co władczym. – Nie możesz wyjść na ulicę w takim stanie. – Zapłakane oczy, potargane włosy i obsmarkana sukienka… Lorraine potrafiła być okrutna, ale nie aż tak okrutna. Dlaczego miałaby pozwolić Sophie robić z siebie pośmiewisko? Przecież to tylko dziecko, powtórzyła w myślach Lorraine, już bardziej czule.

Położyła rękę na ramieniu Sophie, gestem delikatnym acz stanowczym wymuszając, aby wyprostowała plecy, zanim popchnęła ją w stronę łazienki.

Koniec sesji


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorraine Malfoy (2788), Sophie Mulciber (1018)




Wiadomości w tym wątku
[17.07.1972] I wanna be an idle teen, I wish I hadn't been so clean - przez Lorraine Malfoy - 02.04.2024, 19:45
RE: [17.07.1972] I wanna be an idle teen, I wish I hadn't been so clean - przez Sophie Mulciber - 03.04.2024, 21:57
RE: [17.07.1972] I wanna be an idle teen, I wish I hadn't been so clean - przez Lorraine Malfoy - 06.04.2024, 17:30
RE: [17.07.1972] I wanna be an idle teen, I wish I hadn't been so clean - przez Sophie Mulciber - 14.04.2024, 16:31
RE: [17.07.1972] I wanna be an idle teen, I wish I hadn't been so clean - przez Lorraine Malfoy - 21.04.2024, 22:36
RE: [17.07.1972] I wanna be an idle teen, I wish I hadn't been so clean - przez Sophie Mulciber - 24.04.2024, 20:02
RE: [17.07.1972] I wanna be an idle teen, I wish I hadn't been so clean - przez Lorraine Malfoy - 17.08.2024, 21:34

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa