17.08.2024, 22:09 ✶
– Lepiej, że cię tam nie było – potwierdziła Florence krótko, przez chwilę mierząc Electrę uważnym spojrzeniem jasnych, chłodnych oczu. Bulstrode, sama po trzydziestce, mająca za sobą tysiące szpitalnych dyżurów, setki pacjentów w ciężkim stanie, także takich, których nie udało się uratować, widziała w niej wręcz dziecko. I nie chciała sobie nawet wyobrażać tego dziecka w piekle Doliny Godryka tamtej nocy: gdy ludzie ginęli nie tylko od zaklęć śmierciożerców, ale też porywani przez wichurę, wyrywającą drzewa z korzeniami, pomordowani przez dziwne zwierzęta, zamienienie w proch przez mroczne istoty gdzieś z najgłębszych, piekielnych otchłani.
Kiedy ta wspomniała o bójkach podczas Lammas, Florence uniosła filiżankę do ust, bardziej po to, by zyskać na czasie niż faktycznie chcąc się napić kawy. Nic nie słyszała o drugiej bójce, ale pierwszą wywołał jej własny brat, a kuzyn Electry, Florence zaś nie zrobiła niczego, by go powstrzymać. To był jeden z tych momentów, w których krew Prewettów brała górę w zazwyczaj bardzo spokojnej i nieskorej do przemocy Bulstrode.
– Bójki na kiermasz trudno uznać za specjalnie niebezpieczne. Zdarzały się zawsze i zawsze będą się zdarzać. Nic mi nie wiadomo o tej drugiej, ale jeżeli chodzi o pierwszą, Philip Nott jest jednym z ludzi, którego nosa nie żal mi ani trochę – powiedziała w końcu, odstawiając naczynie. Potem sytuacja oczywiście eskalowała, jakiś nieznany Florence Brygadzista usiłował zabić Alexandra Mulcibera, a Nott domagał się uwagi, ale to nie było miłe wspomnienie. A chociaż Florence nie miałaby żadnych oporów, ba, nie miała ich, względem deptania Notta na gruncie towarzyskim, jak długo zamierzał robić jej bratu problemy, bo cóż, Atreus nie był bez winy, ale rodzina przede wszystkim, jakoś wolała nie wciągać w takie spory młodziutkiej Electry. – Ale nie, nie jest bezpiecznie. Nie z powodu bójek. Bądź ostrożna, Electro, podczas Beltane śmierciożercy nie powiedzieli ostatniego słowa.
Dziś jest dzień na działanie, dźwięczało jej w głowie, ale ktokolwiek zesłał na nią podczas Lammas wizję, nie raczył dodać, co takiego miałaby z nią zrobić.
– Nie miałam pojęcia – przyznała, bardzo starając się okazać temu zaciekawienie, ze względu na to pasje kuzynki. To nie tak, że Florence nie interesowała moda zupełnie: ale zwykle zwracała uwagę tylko na tę czarodziejką, a i poza rodzinnymi przyjęciami zwykle nosiła się po prostu schludnie i nie nazbyt wytwornie. Electra była przy niej jak piękny, kolorowy ptaszek, może nie przy wróblu czy gołębiu, ale dostojny żuraw.
Kiedy ta wspomniała o bójkach podczas Lammas, Florence uniosła filiżankę do ust, bardziej po to, by zyskać na czasie niż faktycznie chcąc się napić kawy. Nic nie słyszała o drugiej bójce, ale pierwszą wywołał jej własny brat, a kuzyn Electry, Florence zaś nie zrobiła niczego, by go powstrzymać. To był jeden z tych momentów, w których krew Prewettów brała górę w zazwyczaj bardzo spokojnej i nieskorej do przemocy Bulstrode.
– Bójki na kiermasz trudno uznać za specjalnie niebezpieczne. Zdarzały się zawsze i zawsze będą się zdarzać. Nic mi nie wiadomo o tej drugiej, ale jeżeli chodzi o pierwszą, Philip Nott jest jednym z ludzi, którego nosa nie żal mi ani trochę – powiedziała w końcu, odstawiając naczynie. Potem sytuacja oczywiście eskalowała, jakiś nieznany Florence Brygadzista usiłował zabić Alexandra Mulcibera, a Nott domagał się uwagi, ale to nie było miłe wspomnienie. A chociaż Florence nie miałaby żadnych oporów, ba, nie miała ich, względem deptania Notta na gruncie towarzyskim, jak długo zamierzał robić jej bratu problemy, bo cóż, Atreus nie był bez winy, ale rodzina przede wszystkim, jakoś wolała nie wciągać w takie spory młodziutkiej Electry. – Ale nie, nie jest bezpiecznie. Nie z powodu bójek. Bądź ostrożna, Electro, podczas Beltane śmierciożercy nie powiedzieli ostatniego słowa.
Dziś jest dzień na działanie, dźwięczało jej w głowie, ale ktokolwiek zesłał na nią podczas Lammas wizję, nie raczył dodać, co takiego miałaby z nią zrobić.
– Nie miałam pojęcia – przyznała, bardzo starając się okazać temu zaciekawienie, ze względu na to pasje kuzynki. To nie tak, że Florence nie interesowała moda zupełnie: ale zwykle zwracała uwagę tylko na tę czarodziejką, a i poza rodzinnymi przyjęciami zwykle nosiła się po prostu schludnie i nie nazbyt wytwornie. Electra była przy niej jak piękny, kolorowy ptaszek, może nie przy wróblu czy gołębiu, ale dostojny żuraw.