18.08.2024, 03:31 ✶
Pokiwał głową z wesołymi iskierkami czającymi mu się w oczach. Domyślał się, że mimo swoich rozmiarów i wcześniejszego bycia człowiekiem przejmowali jakieś zachowania typowe dla kotów. Aż ciekaw był jak bardzo różnią się obecnie od prawdziwych lwów poza tym, ze są na pewno wiele inteligentniejsi.
- Muszę zapamiętać w takim razie, żeby nie sprawdzać czy lubią drapanie po tyłku i przynieść im jakiś pyszny kawał mięsa - zażartował wiedząc, że tego pierwszego i tak by nie robił, nie z obawy o swoją głowę czy rękę tylko ot tak, aby nie obdzierać ich z resztek godności przed ich własną siostrą. Za to przyniesienie im czegoś smacznego nie było zbyt wielkim wysiłkiem, a pozwoli zapewne wkupić mu się w łaski braci Fiery, wszak nie chciał zaczynać poznania ich od złego pierwszego wrażenia, a nikt kto oferuje darmowe jedzenie nie może być zły.
- Domyślam się, że jeszcze bardziej przyciągałabyś wzrok przechadzając się z nimi po ulicach, tym razem nie tylko męskiej części populacji Londynu - puścił jej oczko, taka przechadzka mogłaby się w sumie zakończyć niezłym chaosem i paniką. Przecież ludzie nie musieli wiedzieć, że te dwa okazy nie są wcale dzikie i Fiery może nad nimi panować bardziej niż mniej. A tłum uwielbiam panikować i wzbudzać chaos to było tym co napędzało każdy spęd.
Zabębnił palcami o blat stolika, jego figlarna natura zaczynała coraz bardziej wychodzić na wierzch - przecież nie mógł odpuścić sobie okazji do słownych utarczek i przekomarzań, panna Bell miała nieszczęście być ich "ofiarą". - Wybór był, podjąłem go ja, mogłem przecież powiedzieć, że za tydzień? A może w niesmak ci moje towarzystwo jutro, zbyt często byśmy się widywali wówczas? teatralne zaniepokojenie w jego głosie było aż przerysowane i długo nie mógł utrzymać zmartwionego wyrazu twarzy, bo cicho zaczął chichotać aż.
- Za bardzo się przejmujesz, chciałem zobaczyć twój występ co mi się uda, a potem spędzę jeszcze nieco czasu z artystką za kulisami, toż to spełnienie marzeń większości ludzi! - powiedział z szerokim uśmiechem wciąż na ustach. Sięgnął po swój kubek i napił się wystudzonej już herbaty.
- Myślę, że Mabel byłaby zadowolona, gdybym ją ze sobą zabrał, ale wolę nie podpadać Norze - cóż taka prawda, może i by uniknął starcia z jej braćmi lwami, jednak gdyby tylko siostra dowiedziała się co zrobił to miałby do czynienia z nią rozwścieczoną niczym lwica, której młode zostało zaatakowane. Wolał jednak oszczędzić sobie potyczek z ludźmi w skórze lwów czy lwów w skórze ludzi.
- Nie, nie. Ja wszystko co niezbędne wezmę ze sobą. - pokiwa przecząco głową. - To zbyt krótki czas, żebyś teraz jeszcze szukała niezbędnych rzeczy, a ja wszystko mam, więc wezmę ze sobą. Ty skup się na występie - odpowiedział jej zgodnie z prawdą. W tak krótkim czasie mogłaby nie znaleźć wszystkiego co będzie mu niezbędne - a on sam miał dość spory zapas tego wszelkich niezbędnych przedmiotów. Odetchnął zdając sobie sprawę, ze jutro czeka go nieco frajdy, ale zaraz potem wzmożona praca - zazwyczaj na poznawanie klątw i próbowanie ich rozgryzienia spędzał trochę czasu, a tutaj będzie musiał ją ocenić w trakcie jednego wieczoru. Ale kimże by był, gdyby nie podjął tego wyzwania.
- Muszę zapamiętać w takim razie, żeby nie sprawdzać czy lubią drapanie po tyłku i przynieść im jakiś pyszny kawał mięsa - zażartował wiedząc, że tego pierwszego i tak by nie robił, nie z obawy o swoją głowę czy rękę tylko ot tak, aby nie obdzierać ich z resztek godności przed ich własną siostrą. Za to przyniesienie im czegoś smacznego nie było zbyt wielkim wysiłkiem, a pozwoli zapewne wkupić mu się w łaski braci Fiery, wszak nie chciał zaczynać poznania ich od złego pierwszego wrażenia, a nikt kto oferuje darmowe jedzenie nie może być zły.
- Domyślam się, że jeszcze bardziej przyciągałabyś wzrok przechadzając się z nimi po ulicach, tym razem nie tylko męskiej części populacji Londynu - puścił jej oczko, taka przechadzka mogłaby się w sumie zakończyć niezłym chaosem i paniką. Przecież ludzie nie musieli wiedzieć, że te dwa okazy nie są wcale dzikie i Fiery może nad nimi panować bardziej niż mniej. A tłum uwielbiam panikować i wzbudzać chaos to było tym co napędzało każdy spęd.
Zabębnił palcami o blat stolika, jego figlarna natura zaczynała coraz bardziej wychodzić na wierzch - przecież nie mógł odpuścić sobie okazji do słownych utarczek i przekomarzań, panna Bell miała nieszczęście być ich "ofiarą". - Wybór był, podjąłem go ja, mogłem przecież powiedzieć, że za tydzień? A może w niesmak ci moje towarzystwo jutro, zbyt często byśmy się widywali wówczas? teatralne zaniepokojenie w jego głosie było aż przerysowane i długo nie mógł utrzymać zmartwionego wyrazu twarzy, bo cicho zaczął chichotać aż.
- Za bardzo się przejmujesz, chciałem zobaczyć twój występ co mi się uda, a potem spędzę jeszcze nieco czasu z artystką za kulisami, toż to spełnienie marzeń większości ludzi! - powiedział z szerokim uśmiechem wciąż na ustach. Sięgnął po swój kubek i napił się wystudzonej już herbaty.
- Myślę, że Mabel byłaby zadowolona, gdybym ją ze sobą zabrał, ale wolę nie podpadać Norze - cóż taka prawda, może i by uniknął starcia z jej braćmi lwami, jednak gdyby tylko siostra dowiedziała się co zrobił to miałby do czynienia z nią rozwścieczoną niczym lwica, której młode zostało zaatakowane. Wolał jednak oszczędzić sobie potyczek z ludźmi w skórze lwów czy lwów w skórze ludzi.
- Nie, nie. Ja wszystko co niezbędne wezmę ze sobą. - pokiwa przecząco głową. - To zbyt krótki czas, żebyś teraz jeszcze szukała niezbędnych rzeczy, a ja wszystko mam, więc wezmę ze sobą. Ty skup się na występie - odpowiedział jej zgodnie z prawdą. W tak krótkim czasie mogłaby nie znaleźć wszystkiego co będzie mu niezbędne - a on sam miał dość spory zapas tego wszelkich niezbędnych przedmiotów. Odetchnął zdając sobie sprawę, ze jutro czeka go nieco frajdy, ale zaraz potem wzmożona praca - zazwyczaj na poznawanie klątw i próbowanie ich rozgryzienia spędzał trochę czasu, a tutaj będzie musiał ją ocenić w trakcie jednego wieczoru. Ale kimże by był, gdyby nie podjął tego wyzwania.