18.08.2024, 13:29 ✶
Idąc do stolika, spodziewał się po tym spotkaniu różnych rzeczy, ale na pewno nie takiego, nawet nie bliskiego obrotu spraw. Coś w jego oku błysło, kiedy zadała swoje pytanie, ale nim zebrał się w sobie na odpowiedź, Olivia kontynuowała swoją wypowiedź i nie powiedział już nic - zamiast tego przez kilka sekund powstrzymywał atak śmiechu, którym i tak ostatecznie parsknął, ledwo zasłaniając usta łokciem w akompaniamencie trzeszczenia skórzanych ubrań i dźwięków obijania się o siebie noszonego na sobie i przy sobie żelastwa.
- Za co mnie masz niby przepraszać? - Naprawdę nie rozumiał co oni wszyscy... a może co one wszystkie miały z tym przepraszaniem, bo Laurenta w gruncie rzeczy też można było wrzucić do worka z babami. - Ty to musisz mieć stresujące życie Olivka. Chciałem cię zagadać, bo wydawało mi się to zabawne, a w odpowiedzi dostaję jakieś reakcje obronne o kaktusie i ex-stalkerze. Naprzykrza ci się ten Isaac? - Wypił większy łyk ze swojej szklanki i ściągnął z siebie kurtkę, wieszając ją na oparciu krzesła. Momentalnie zaczął się też na nim bujać i ten striptiz z pewnością był częścią przedstawienia - przykrótka, czarna bluzka, popularna wśród mugolskiej młodzieży, obnażała wyrzeźbiony brzuch i ręce. Popisywał się i jednocześnie w jakiś sposób podprogowo sugerował, że owszem mógłby coś z tym zrobić. Nie z takimi miernotami sobie radził - ale o takie rzeczy mogli prosić go ludzie darzeni przez Crowa sympatią. Olivia była tylko i wyłącznie ciekawa.
Zbliżył się do blatu, oparł na nim łokciami i niemal na nim wyłożył, skracając dystans pomiędzy nimi. Może Bletchley miał trochę racji i miał w sobie coś z kota. Z takiego kota wykładającego się na wszystkich i wszystkim, kiedy tego chciał, domagając się uwagi i pieszczot. Nie był w tym jednak sugestywny w erotyczny sposób - sprawiał teraz wrażenie kompletnego ekscentryka. Tylko i aż.
- Jak potrzebujesz się wygadać albo wyszaleć, to przypadkiem mam dzisiaj wolny wieczór.
A później coś do niego dotarło.
- Aaaa, tak to byłem ja. Używałem wtedy pseudonimu scenicznego. - Cofnął się nieco, ale wcale nie zgubił swojego uśmiechu. - Podobało ci się?
- Za co mnie masz niby przepraszać? - Naprawdę nie rozumiał co oni wszyscy... a może co one wszystkie miały z tym przepraszaniem, bo Laurenta w gruncie rzeczy też można było wrzucić do worka z babami. - Ty to musisz mieć stresujące życie Olivka. Chciałem cię zagadać, bo wydawało mi się to zabawne, a w odpowiedzi dostaję jakieś reakcje obronne o kaktusie i ex-stalkerze. Naprzykrza ci się ten Isaac? - Wypił większy łyk ze swojej szklanki i ściągnął z siebie kurtkę, wieszając ją na oparciu krzesła. Momentalnie zaczął się też na nim bujać i ten striptiz z pewnością był częścią przedstawienia - przykrótka, czarna bluzka, popularna wśród mugolskiej młodzieży, obnażała wyrzeźbiony brzuch i ręce. Popisywał się i jednocześnie w jakiś sposób podprogowo sugerował, że owszem mógłby coś z tym zrobić. Nie z takimi miernotami sobie radził - ale o takie rzeczy mogli prosić go ludzie darzeni przez Crowa sympatią. Olivia była tylko i wyłącznie ciekawa.
Zbliżył się do blatu, oparł na nim łokciami i niemal na nim wyłożył, skracając dystans pomiędzy nimi. Może Bletchley miał trochę racji i miał w sobie coś z kota. Z takiego kota wykładającego się na wszystkich i wszystkim, kiedy tego chciał, domagając się uwagi i pieszczot. Nie był w tym jednak sugestywny w erotyczny sposób - sprawiał teraz wrażenie kompletnego ekscentryka. Tylko i aż.
- Jak potrzebujesz się wygadać albo wyszaleć, to przypadkiem mam dzisiaj wolny wieczór.
A później coś do niego dotarło.
- Aaaa, tak to byłem ja. Używałem wtedy pseudonimu scenicznego. - Cofnął się nieco, ale wcale nie zgubił swojego uśmiechu. - Podobało ci się?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.