Jessie nie nazwałby się najmilszą osobą w zamku, ani nawet najmilszym z Krukonów. Kiedyś próbował być miły, próbował znaleźć sobie kolegów, którzy chcieliby spędzać z nim czas i razem się bawić, chociaż jego mama w niektórych dzieciakach potrafiła wzbudzać strach. Próbował być miły i źle się to dla niego skończyło. Dlatego w Hogwarcie mało było osób, które w ten sposób mogłyby określić Jaspera Kelly.
Wydajesz się miły.
-Jestem tak miły, że zaledwie kilka minut temu posłałem w ciebie tłuczka - mruknął bardziej do siebie, niż do Electry, przez chwilę patrząc gdzieś indziej. -Zdziwiłbym się, gdyby ktokolwiek tutaj bał się spotkać ducha. Lata ich tu całkiem sporo. Opiekunami wszystkich Domach są duchy. Uczy nas duch - chociaż ciężko było nazwać to "nauką", gdy większość uczniów te zajęcia po prostu przesypiał.
Czy ona naprawdę chciała iść do nawiedzonej łazienki, żeby spotkać Jęczącą Martę? Naprawdę? I jeszcze miała zamiar jego w to wciągać?
...nie musisz iść ze mną, jeśli nie chcesz...
...jeśli nie chcesz już nigdy ze mną rozmawiać...
To był trochę cios poniżej pasa. Fakt, Jasper nie planował nagle nawiązywać z Electrą jakiejś potężnej przyjaźni, która przetrwa wszelkie wojny i katastrofy, ale sposób, w jaki Electra to powiedziała, sprawił, że żyłka mu zaczęła pulsować na skroni.
"Że ja nie zrobię", to było właśnie takie uczucie. Westchnął ciężko.
-Dobra, pójdę z tobą, ale tylko dlatego, że jeśli się zgubisz, ktoś z pewnością powie, że ze mną rozmawiałaś, będą mnie wypytywać i mogę dostać kolejny szlaban, jeśli coś ci się stanie - a tego by nie chciał, bo Kapitan drużyny już go ostrzegł, że jeśli będzie dostawał coraz więcej szlabanów, to będzie mógł pożegnać się ze swoją pozycją w drużynie.
No i z pewnością straciłby punkty, a wtedy pozostali Krukoni byliby na niego źli. -I nie mam zielonego pojęcia, kim jest ten cały Basil.
Poprawił torbę na ramieniu, odwrócił się na pięcie i ruszył korytarzem w drugą stronę, ale szedł na tyle wolnym korkiem, by Electra mogła go dogonić.
-Idziesz w złą stronę.