18.08.2024, 18:09 ✶
Jonathan bawił się doskonale, rozgadując się coraz bardziej, gdy kurier zaczynał się jąkać. Może i połowę z tego co mówił wymyślał na poczekaniu, ale grunt, że przewoźnik wpadał w jedynie większą konfuzję i zaniepokojenie. Zresztą, gdyby zaczął się z nim kłócić, że takiego i takiego rozporządzenia nie ma to przecież i tak wywołałoby to więcej zamieszania, na które liczyli. Musiał jednak przyznać, że zabawniejsze były jednak słowne przepychanki z Woodym, bo ten przynajmniej jakoś na nie odpowiadał, ale teraz przynajmniej miał potwierdzenie, że wciąż potrafił być genialnym aktorem.
Przejął od czarodzieja teczkę z dokumentami, jedynie przeglądając je z rosnącym niezadowoleniem, jakby właśnie przegladał sztukę początkującego dramaturga, szczerze przekonanego o tym, że jest kolejnym literackim objawieniem narodu. Gdy Woody wymienił z nim spojrzenie Selwyn skinął głową i wcisnął kurierowi jego dokumentację, szykując się na nieuniknioną konfrontację i niby od niechcenia sam podszedł do wozu, gotowy w każdej chwili osłaniać swojego towarzysza wyrywkowych kontroli kurierskich.
Coś skrzypnęło, konie wyraźnie zaczęły się niepokoić, Woody otworzył drzwi i... Nic. Hm. Albo to oni pomylili pojazdy, albo to tamci uciekli porzucając pakunek. To pierwsze rozwiązanie byłoby dość żenujace dla nich, a to drugie dla ich przeciwników. Nie że istniało w ogóle coś takiego jak nieżenujący śmierciożerca, ale to była inna sprawa.
Ktoś wypowiedział zaklęcie. Selwyn nawet nie czekał, a szybko, śladem na Woodym, rzucił się w tamtą stronę, by znaleźć się blisko kolegi w brzydkiej czapce, tak by stanąć przy drzwiach pojazdu i rzucić tarczę ochronną, która miała odbijać nieproszone zaklęcia, co też szybko się stało, gdy próbował dosięgnąć ich kolejny czar jednego z dwójki ich przeciwników.
Przejął od czarodzieja teczkę z dokumentami, jedynie przeglądając je z rosnącym niezadowoleniem, jakby właśnie przegladał sztukę początkującego dramaturga, szczerze przekonanego o tym, że jest kolejnym literackim objawieniem narodu. Gdy Woody wymienił z nim spojrzenie Selwyn skinął głową i wcisnął kurierowi jego dokumentację, szykując się na nieuniknioną konfrontację i niby od niechcenia sam podszedł do wozu, gotowy w każdej chwili osłaniać swojego towarzysza wyrywkowych kontroli kurierskich.
Coś skrzypnęło, konie wyraźnie zaczęły się niepokoić, Woody otworzył drzwi i... Nic. Hm. Albo to oni pomylili pojazdy, albo to tamci uciekli porzucając pakunek. To pierwsze rozwiązanie byłoby dość żenujace dla nich, a to drugie dla ich przeciwników. Nie że istniało w ogóle coś takiego jak nieżenujący śmierciożerca, ale to była inna sprawa.
Ktoś wypowiedział zaklęcie. Selwyn nawet nie czekał, a szybko, śladem na Woodym, rzucił się w tamtą stronę, by znaleźć się blisko kolegi w brzydkiej czapce, tak by stanąć przy drzwiach pojazdu i rzucić tarczę ochronną, która miała odbijać nieproszone zaklęcia, co też szybko się stało, gdy próbował dosięgnąć ich kolejny czar jednego z dwójki ich przeciwników.