18.08.2024, 19:32 ✶
Gdy Jessie wysiadł z samochodu, Jonathan bezceremonialnie złapał go za ramiona, zachowując przy tym jednak pewną ostrożność, i ponownie przyjrzał mu się bardzo uważnie i dopiero po chwili dotarło do niego, że może wypadałoby wyjaśnić chrześniakowi, czemu jego najlepszy wujek dziwnie się zachowuje.
– Tak. Z pracy. Akurat byłem na rozmowie w szpitalu. Usłyszałem co się wczoraj stało. Nic ci nie jest? Dobrze się czujesz? Widzisz mnie wyraźnie?Nie kręci ci się w głowie? Co powiedzieli lekarze?Może jednak powinieneś usiąść? Boli cię coś? Jeśli tak to pewnie powinniśmy iść do Munga. Powiedzieli, że może cię coś boleć? Na pewno możesz prowadzić? Wyspałeś się dzisiaj? Nie powinieneś teraz spać? Albo chociaż odpoczywać? Nie czujesz pragnienia krwi, prawda? Jest ci zimno?Może powinniśmy kupić ci jakiś zestaw herbat na wzmocnienie. I jakieś ciastka. – Śladów po ugryzieniu na pierwszy rzut oka już nie było, a sam Jessie nie wydawał się chorobliwie blady, niepokojąco blady, nieco niepokojąco blady, ani nawet trochę blady, więc chyba było dobrze. Worów pod oczami też nie miał i nie wyglądał na szczególnie straumatyzowanego, zwłaszcza że najwidoczniej przed chwilę bez przeszkód kierował samochodem. Selwyn był też pewny, że gdyby magimedycy mieli choćby najmniejsze podejrzenie, że Jessiemu groziła przemiana nie wypuścili by go tak szybko. Chyba było dobrze. Odetchnął z i potarł jeszcze prawę ramię chłopaka w geście troski i uwolnił go ze swoich sideł. Dalej jednak pozostawało kilka spraw, którego go niepokoiły. Po pierwsze, kto śmiał atakował jego chrześniaka? Czy był to ktoś kogo dobrze znał, czy też przypadkowy wampir? Po drugie jakim prawem ktoś śmiał atakować jego chrześniaka? Nikt nie miał prawa nawet skrytykować chociażby fyzury Jessiego, nie że było jej coś do zarzucenia oczywiście, a co dopiero wgryzać mu się w szyję i wysysać krew! Selwyn oczywiście nie popierał morderstwa, ale jednak były pewne zasadnione przypadki.
– Tak. Z pracy. Akurat byłem na rozmowie w szpitalu. Usłyszałem co się wczoraj stało. Nic ci nie jest? Dobrze się czujesz? Widzisz mnie wyraźnie?Nie kręci ci się w głowie? Co powiedzieli lekarze?Może jednak powinieneś usiąść? Boli cię coś? Jeśli tak to pewnie powinniśmy iść do Munga. Powiedzieli, że może cię coś boleć? Na pewno możesz prowadzić? Wyspałeś się dzisiaj? Nie powinieneś teraz spać? Albo chociaż odpoczywać? Nie czujesz pragnienia krwi, prawda? Jest ci zimno?Może powinniśmy kupić ci jakiś zestaw herbat na wzmocnienie. I jakieś ciastka. – Śladów po ugryzieniu na pierwszy rzut oka już nie było, a sam Jessie nie wydawał się chorobliwie blady, niepokojąco blady, nieco niepokojąco blady, ani nawet trochę blady, więc chyba było dobrze. Worów pod oczami też nie miał i nie wyglądał na szczególnie straumatyzowanego, zwłaszcza że najwidoczniej przed chwilę bez przeszkód kierował samochodem. Selwyn był też pewny, że gdyby magimedycy mieli choćby najmniejsze podejrzenie, że Jessiemu groziła przemiana nie wypuścili by go tak szybko. Chyba było dobrze. Odetchnął z i potarł jeszcze prawę ramię chłopaka w geście troski i uwolnił go ze swoich sideł. Dalej jednak pozostawało kilka spraw, którego go niepokoiły. Po pierwsze, kto śmiał atakował jego chrześniaka? Czy był to ktoś kogo dobrze znał, czy też przypadkowy wampir? Po drugie jakim prawem ktoś śmiał atakować jego chrześniaka? Nikt nie miał prawa nawet skrytykować chociażby fyzury Jessiego, nie że było jej coś do zarzucenia oczywiście, a co dopiero wgryzać mu się w szyję i wysysać krew! Selwyn oczywiście nie popierał morderstwa, ale jednak były pewne zasadnione przypadki.