Kiedy Jessie wysiadł z samochodu, a Jonathan złapał go za ramiona, Jessie znieruchomiał. I stał tak, nieruchomo, kiedy Jonathan mu się przyglądał, wpatrując się w wuja z małym szokiem, bo czy on coś zrobił? Jonathan nie zachowywałby się w ten sposób, gdyby nie stało się nic. Potem jednak nadeszła fala pytań, których Jessie w sumie powinien się spodziewać, ale nie spodziewał się ich tak szybko.
O Merlinie, powiedzieli mu, pomyślał i uśmiechnął się trochę nerwowo.
-Eee... Nie. Tak. Wyraźniej się nie da. Nie. Że mnie zwiążą, jak nie przestanę gadać. Nie trzeba. Nie. Nie ma takiej potrzeby. Powiedzieli, że mogę czuć mrowienie. Nie mówili nic o prowadzeniu samochodu. Spałem trochę. Pewnie tak, ale nie jestem senny. Właśnie odpoczywam. Nie, fuj! - w tym momencie na jego twarzy pojawił się grymas. -Nie. Bardzo docenia, ale nie ma takiej potrzeby, wuju. Dlaczego byłeś w szpitalu? Coś się stało? Wszystko w porządku?
Jonathan nie wyglądał, jakby coś mu dolegało, ale przecież bez powodu nie odwiedzałby szpitala. A może to nie jemu się coś stało, a komuś z Ministerstwa? A jeśli coś się stało mamie, Ricie albo wujkom i on o niczym jeszcze nie wiedział?
-Ze mną wszystko w porządku, wuju. To nie było nic wielkiego. Natknąłem się na wampira, ugryzł mnie i uciekł. Nawet nie pił krwi, raczej chyba próbował mnie przestraszyć. Dziewczyna, z której faktycznie pił krew, jest w Mungu, a wampira będą szukać - poklepał wuja po dłoni, która wciąż spoczywała na jego ramieniu. -Ale nie stójmy tak tutaj. Chodźmy do środka. Przygotuję herbatę.