Zazwyczaj nie miała problemu z tym, aby dzielić się tym, co kłębiło się w jej głowie. Była przecież bezpośrednia, stawiała na prawdę, która była dla nich tak bardzo ważna. Miała świadomość bowiem, że Rowle również zawsze wprost mówi o tym, co myśli, czego chce. Tym razem jednak nie do końca mogła się określić. Nie chciała, bo przez jej zachcianki komuś mogłaby się stać krzywda. Mogłaby tu zamieszkać, mogłaby być tutaj z nim, tylko czy na pewno to było odpowiednie? Nie wydawało jej się. Nie teraz, nie kiedy sytuacja była taka, a nie inna. Nie kiedy Thoran mógł skrzywdzić każdego na kim choć odrobinę jej zależało, a coraz bardziej upewniała się w tym, że Esmé dosyć szybko znalazł się w gronie tych osób. Mogłaby być egoistką, mogłaby się zgodzić na to, aby tu być, nie bywać, jednak wiedziała, że może to przynieść więcej złego, niżeli dobrego. Czasem dobrze było robić to, co wydawało się być słuszne. Zazwyczaj spełniała swoje wszystkie zachcianki, jednak nie tym razem. Miała nadzieję, że kaletnik nie będzie miał jej tego za złe. Miała nadzieję, że go nie rozczarowała, bo tego również wolałaby uniknąć. Nie można jednak mieć wszystkiego, nie zawsze, a szkoda, bo przywykła do tego, że dostawała dokładnie to, co chciała.
Ger pojawiała się w tym miejscu dosyć rzadko, bywanie wydawało jej się czymś zdecydowanie odmiennym. Częstszym, bardziej zobowiązującym mimo wszystko, jednak nie tak bardzo jak bycie. Sama jeszcze nie do końca wiedziała, czego tak naprawdę chciała. Nie należała do osób, którym łatwo przychodziło przyznanie się przed sobą, że im na czymś lub na kimś zależy. Pogodziła się z tym, że Rowle zaczął coś dla niej znaczyć, jeszcze jednak nie ułożyła sobie tego w głowie. Zresztą nie miała pojęcia, czego on tak do końca chce, bo Esmé wbrew pozorom nie był oczywisty. Miał w sobie sporo sprzeczności, mało mówił o sobie, w sumie to nie powiedział jej czego tak naprawdę chcę. Może wtedy łatwiej by jej było się zgodzić na to, czego oczekiwał. Nie chciała wychodzić na zdesperowaną, łapać się pierwszej możliwości, którą jej podsunął. Pewnie zrobił to z grzeczności, wolałaby się nie rozczarować, po raz kolejny lepiej nie mieć żadnych oczekiwań, przynajmniej jest się pewnym, że nic po drodze się nie spierdoli.
- Dziękuję, dobrze to wiedzieć. - Jego słowa upewniły ją w tym, że może tu przychodzić, gdy przyjdzie ją na to ochota. Może faktycznie zacznie tutaj bywać? Zazwyczaj pojawiała się w środku dnia, w czasie gdy pracował, zastanawiała się, czy coś by się zmieniło, gdyby znalazła się w tym miejscu po godzinach jego pracy, czy siedział tu do późna, czy robił coś ciekawego po tym, gdy pracownia była zamknięta. Czy zajmował się swoją pracą również w nocy, czy wtedy pozwalał sobie na inne przyjemności. Nie miała pojęcia, bo poza tym jednym weekendem ukradzionym w sierpniu nie spędzała z nim wolnego czasu. Nie wiedziała w jaki sposób ucieka od tej nudnej, szarej codzienności. Wydawał się jej być interesującą osobą, na pewno nie siedział zamknięty w czterech ścianach. Zauważyła, że lubi czuć, szukać silnych doznań, może to był dobry trop, tyle, że jeszcze nie było jej dane tego zobaczyć poza tym jednym razem.
- Tylko w moim przypadku to zachłyśnięcie może zakończyć się śmiercią. - Rozumiała do czego zmierzał, tyle, że to nie był dla niej wystarczający argument. Powinna zmierzać ku doskonałości, powinna poradzić sobie z problemem, gdy tylko go dostrzegła, tyle, że jej wiedza była zbyt mała. Okropnie ją to drażniło, nie znosiła tej bezradności do której nie przywykła. Zazwyczaj wystarczyło po prostu odciąć głowę, szybko, bezproblemowo i bestie znikały. Ta jednak była zdecydowanie inna, trudniejsza do pokonania i chyba to ją w tym wszystkim najbardziej irytowało. Musiała szukać nowych metod, wypytywać ludzi, radzić się, nie znosiła tego poczucia, że jest zależna od kogoś innego. Wiedziała jednak, że inaczej sobie z tym nie poradzi. W tej walce to było kluczowe. Sięganie po pomoc sporej ilości osób, nie miała pojęcia, jak się im wszystkim odwdzięczy. Zaskoczyło ją jednak to, że ludzie są skłonni jej pomóc, nie wszyscy uważali ją za wyrzutka, wydawali się faktycznie przejmować tym, co ją spotkało. Może faktycznie ktoś pojawiłby się na jej pogrzebie, tęsknił za nią, dosyć odważne wnioski wysnuła przez tę sytuację.
- To pocieszające. - To dosyć mocne zaprzeczenie, że niemożliwe, aby Thoran mamił ją przez tyle lat. Skoro Esmé tak mówił, tak pewnie, może rzeczywiście tak było, może nie była, aż tak ślepa i nieporadna jak się jej wydawało. - Nie wiem, kim jest ta kobieta, ale skoro tak mówisz, to może faktycznie tak jest. - Na pewno by ją to ucieszyło, nie czułaby się aż tak bardzo winna temu, że nie zauważyła problemu szybciej.
Nie miała pojęcia, jak wygląda sytuacja rodzinna kaletnika. Nie rozmawiali o tym nigdy. Zdawała sobie sprawę, że nie wszyscy mogli mieć takie bliskie relacje z najbliższymi jak ona. Miała sporo szczęścia i była tego świadoma. Ojciec zawsze ją wspierał we wszystkich podejmowanych przez nią decyzjach, dla braci również była bliska, jasne, kłóciła się z matką, jednak nadal i ona się nią interesowała. Nie była zostawiona sama sobie, mogła udać się do domu rodzinnego i prosić o pomoc, a na pewno by ją dostała. W większości sytuacji, jeśli chodzi o to, co działo się teraz wolała aby o niczym nie wiedzieli. Nie było to do końca odpowiednie podejście, wiedziała, że pewnie woleliby wiedzieć o czymś takim, ale chciała ich trzymać akurat od tego problemu z daleka. Na pewno przekaże im co się wydarzyło, ale dopiero gdy wszystko będzie za nią. - Jasne, nie zamierzam opowiadać żadnych ckliwych historyjek. - Skoro wyraźnie powiedział, że nie jest w stanie mu tego wytłumaczyć, to nie zamierzała tego robić. Może kiedyś zrozumie, może kiedyś będzie mu dane tego doświadczyć. Było to całkiem przyjemne uczucie, ta świadomość, że jest ktoś taki o kogo można się troszczyć, z drugiej strony każda, kolejna taka osoba to był ciężar, kolejny sposób w jaki można było ją skrzywdzić.
Cóż, nie było w tym nic dziwnego, że Yaxley nie chciała, aby Esmé poszedł na Nokturn sam. W jakim by nie była stanie, jak bardzo by nie cierpiała wewnętrznie to nie miała zamiaru pozwolić mu się samemu narażać. To nie było w jej stylu, musiała pójść tam z nim. Musiała zaangażować się w sprawę w pełni, czuła taki obowiązek.
Na całe szczęście kaletnik nie zamierzał jej od tego odsunąć, ulżyło jej, bo trochę się bała, że mogłoby być inaczej, zważając na to, że nie wyglądała, jakby była w najlepszym stanie. - Tym razem to ty dowodzisz, nie mam nic przeciwko. - Oczywiście, że nie zamierzała tego negować, nie na początku. Nie miała pojęcia, jak zachowa się w sytuacji zagrożenia, bo nie była nauczona się dostosowywać, ale tymi obawami wolała się z nim nie dzielić, bo jeszcze postanowiłby ją tutaj zostawić i zająć się sprawą sam, tego zdecydowanie chciała uniknąć. Powieka nawet jej nie drgnęła, gdy się z nim zgodziła, chociaż czuła, że trochę go okłamuje, miała nadzieję, że wybaczy jej jeśli wszystko potoczy się zupełnie inaczej, wolała jednak założyć, że faktycznie uda im się to załatwić jak najmniej inwazyjnie, że faktycznie będzie mogła tym razem trzymać się z tyłu, być tłem.
- Rozumiem, nie zaprowadzisz mnie do jaskini lwa, to nie problem. - Nie mogłaby go nawet o to prosić, bo przecież to mogłoby zszargać i jego reputację. Geraldine była obca, nie należała do tych, którzy mieli znajomości na Nokturnie, no może poza kilkoma lokalami, w których często bywała, jednak tam nie udało jej się uzyskać informacji, które mogłyby się jej przydać. Potrzebowała czegoś więcej, czegoś, co mógł jej dać Esmé, nie chciała by na tym stracił.
Może i na pierwszy rzut oka wydawała się szorstka, szczególnie dla obcych, tak naprawdę jednak pod tą maską kryło się naprawdę dobre serce, które nie było w stanie godzić się z tym, by komuś z jej bliskich działa się krzywda. To była prawda, Esmé ją rozgryzł bardzo szybko. Gdy zaczynało jej na kimś zależeć, to często stawiała dobro tych osób ponad swoje.
- Wiem, że o tym rozmawialiśmy, jednak nie zmienia to tego, że będę się o ciebie martwić. - Mógł sobie lubić ryzyko, mógł spotykać się ze śmiercią, ale na własną odpowiedzialność. Nie zniosłaby myśli, że stało się mu coś przez nią, to uczucie doprowadziłoby ją do destrukcji. Miała tego świadomość i właśnie dlatego ciągle o tym wspominała. Czy teraz, czy w Windermere. Miała wrażenie, że Esmé w przeciwieństwie do niej nie znalazł się, aż tak wiele razy w sytuacjach, w których mógł faktycznie stracić życie, może gdyby tak było to zacząłby je szanować. Ona ostatnio bardzo mocno zmieniła swoje podejście, wtedy, kiedy dowiedziała się o tym, że nie widać jej przyszłości. Przeraziło ją to, stała się ostrożniejsza, chociaż czy tak do końca? Może na samym początku. W pewnym momencie złapała się na tym, że żyła jeszcze bardziej intensywnie niż wcześniej, bo nie chciała, aby jakiś Doppelganger odbierał jej całą przyjemność z życia. Pakowała się w kłopoty jeszcze częściej niż wcześniej, ale wtedy czuła, że naprawdę żyje, ból fizyczny i psychiczny spowodowany różnymi sytuacjami przypominał jej o tym, że jeszcze tutaj jest, że nie zniknęła.
Bliskość mężczyzny pomogła jej się doprowadzić do początku. Nawet miała trochę do siebie żal, że się tak rozkleiła, że pokazała swoje słabości, wolałaby, aby nikt nie widział jej w podobnym stanie. Zawsze lepiej, że stało się to przy nim, a nie przy kimś obcym, mimo wszystko było to dla niej nieco uwłaczające. Pozwoliła sobie jednak tkwić w tym uścisku dopóki nie była pewna, że faktycznie już wystarczy, że dostała od niego tyle ciepła ile potrzebowała, szczególnie, że sam się od niej nie odsunął.
Minęła chwila, a może trochę więcej? Nie miała pojęcia, zgubiła zupełnie poczucie czasu, ale w końcu odsunęła się od niego o kilka centymetrów. Zrobiła to delikatnie, żeby nie stało się to zbyt gwałtownie. W sumie sama nie wiedziała, czy faktycznie tego chce, ale nie mogli marnować czasu przez jej tymczasową niesubordynację. Wpatrywała się w Esmé przez chwilę, jakby próbowała rozgryźć o czym myśli, może lepiej by było, żeby nie wiedziała. Co jeśli uznał ją za słabą? Zdecydowanie nie chciałaby o tym wiedzieć.
- Dziękuję za to wszystko. - Wypadało chyba podziękować, że pomógł jej się uprać z tym poczuciem bezradności. - Myślę, że możemy już pójść załatwić tę sprawę. - Ona była gotowa, a przynajmniej sprawiała takie wrażenie.