13.01.2023, 19:27 ✶
Nieczęsto zdarzały się sytuacje, gdzie Sophie nie wiedziała, co powiedzieć, czy jak się zachować. Zazwyczaj była naprawdę pewną siebie osobą. Była przekonana co do swoich racji i tego, że jej postępowanie jest słuszne. Próbowała znaleźć sposób na poradzenie sobie w każdej sytuacji, bez względu na to, jak bardzo zaskakująca by ona nie była. Widząc swojego kuzyna w takim stanie, czuła się kompletnie bezradna.
Nie często tego typu uczucia jej towarzyszyły, ale jeśli już, to nienawidziła ich. Bezradność była dla niej czymś najgorszym, czego za wszelką cenę starała się unikać. Ból promieniujący z każdej komórki ciała jej kuzyna była obezwładniający również dla niej. Walczyły w niej kompletnie sprzeczne uczucia. Z jednej strony miała ochotę odpowiedzieć mu w taki sam sposób, w jaki on potraktował ją, gdy potrzebowała Castiela po raz pierwszy od lat. Uraza wciąż gdzieś tam gnieździ się w jej sercu i nie mogła jej całkowicie odeprzeć. Z drugiej strony, po prostu nie mogła tak postąpić. Nie mogła go tutaj zostawić na pastwę pustki i cierpienia, które niechybnie miały zaatakować go w najbliższym czasie. I niestety (?) dla niej, chęć uchronienia go przed tym, pomocy, zwyciężyła, przez co usiadła obok na ławce, gotowa go wysłuchać.
Nie przerywała mu, kiedy mówił. Nie miało to najmniejszego sensu. Nikomu by nie pomogło a w chwili obecnej były ważniejsze rzeczy do zrobienia. Kiedy usłyszała o tym, jak blisko śmierci znajdował się jego przyjaciel, zrobiło jej się zimno. Nikt nie powinien mieć nic wspólnego z takimi rzeczami. A już szczególnie jej kuzyn. Mimo wszystkich nieprzyjemności, które spotkały ją z jego strony, to wciąż była jej najbliższa rodzina. Jedyna, do której mogła się zwrócić w tym kraju. I Merlin jej świadkiem że nikomu spośród nich nie życzyła źle.
Podniosła się z ławki, kiedy uznała, że temat który poruszała z Castielem nie należał do tematów bezpiecznych i nie można go było podejmować ot tak na ulicy, gdzie każdy mógł go usłyszeć.
- Dobra, wstawaj. Nie będziemy tutaj o tym rozmawiać - zadecydowała. Wyciągnęła w jego kierunku dłoń, gotowa go podeprzeć, jeśli by tego potrzebował. - Obok jest Dziurawy Kocioł. Mam tam pokój. Porozmawiamy tam na spokojnie i przede wszystkim sprawdzę, czy i Tobie nic się nie stało. - Nie przyjmowała do wiadomości, że mógłby jej odmówić. W ogóle nie brała tego pod uwagę. Czasami, kiedy ktoś nie był w stanie podejmować zdecydowanych kroków, ktoś inny musiał je podjąć za niego. I właśnie ta rola przypadła dzisiaj Sophie. Kto by się spodziewał...
Nie często tego typu uczucia jej towarzyszyły, ale jeśli już, to nienawidziła ich. Bezradność była dla niej czymś najgorszym, czego za wszelką cenę starała się unikać. Ból promieniujący z każdej komórki ciała jej kuzyna była obezwładniający również dla niej. Walczyły w niej kompletnie sprzeczne uczucia. Z jednej strony miała ochotę odpowiedzieć mu w taki sam sposób, w jaki on potraktował ją, gdy potrzebowała Castiela po raz pierwszy od lat. Uraza wciąż gdzieś tam gnieździ się w jej sercu i nie mogła jej całkowicie odeprzeć. Z drugiej strony, po prostu nie mogła tak postąpić. Nie mogła go tutaj zostawić na pastwę pustki i cierpienia, które niechybnie miały zaatakować go w najbliższym czasie. I niestety (?) dla niej, chęć uchronienia go przed tym, pomocy, zwyciężyła, przez co usiadła obok na ławce, gotowa go wysłuchać.
Nie przerywała mu, kiedy mówił. Nie miało to najmniejszego sensu. Nikomu by nie pomogło a w chwili obecnej były ważniejsze rzeczy do zrobienia. Kiedy usłyszała o tym, jak blisko śmierci znajdował się jego przyjaciel, zrobiło jej się zimno. Nikt nie powinien mieć nic wspólnego z takimi rzeczami. A już szczególnie jej kuzyn. Mimo wszystkich nieprzyjemności, które spotkały ją z jego strony, to wciąż była jej najbliższa rodzina. Jedyna, do której mogła się zwrócić w tym kraju. I Merlin jej świadkiem że nikomu spośród nich nie życzyła źle.
Podniosła się z ławki, kiedy uznała, że temat który poruszała z Castielem nie należał do tematów bezpiecznych i nie można go było podejmować ot tak na ulicy, gdzie każdy mógł go usłyszeć.
- Dobra, wstawaj. Nie będziemy tutaj o tym rozmawiać - zadecydowała. Wyciągnęła w jego kierunku dłoń, gotowa go podeprzeć, jeśli by tego potrzebował. - Obok jest Dziurawy Kocioł. Mam tam pokój. Porozmawiamy tam na spokojnie i przede wszystkim sprawdzę, czy i Tobie nic się nie stało. - Nie przyjmowała do wiadomości, że mógłby jej odmówić. W ogóle nie brała tego pod uwagę. Czasami, kiedy ktoś nie był w stanie podejmować zdecydowanych kroków, ktoś inny musiał je podjąć za niego. I właśnie ta rola przypadła dzisiaj Sophie. Kto by się spodziewał...