19.08.2024, 22:13 ✶
Eden Malfoy, jak zwykle, nie przejmowała się egzaminami, które wisiały nad głowami jej mniej utalentowanych rówieśników niczym nieszczęsne zaklęcia śmierci. Po pierwsze, część z nich miała już za sobą, a po drugie, przyszła do Hogwartu już wyuczona przez prywatnych nauczycieli na tyle, że zawsze była do przodu. Potem wystarczyło nie przesypiać zajęć i wiedza sama wchodziła do głowy.
Tego popołudnia, przechodząc pod wieżą, Eden rozmyślała o wszystkim i o niczym, co było dla niej dość typowe. Z zewnątrz wyglądała na beztroską, a wewnętrznie również nie czuła się bardziej obciążona. Eden uśmiechnęła się pod nosem, widząc grupkę uczniów w panice przeglądających notatki. Westchnęła, zastanawiając się, czy w ogóle kiedykolwiek doświadczy tego rodzaju stresu. Może mogłaby spróbować się martwić, tak dla eksperymentu?
Kiedy minęła wieżę, jej uwagę przyciągnął cień na szczycie. Początkowo zignorowała go, sądząc, że to kolejny przestraszony pierwszoroczniak, który zapomniał, jak się schodzi po schodach. Jednak po chwili jej umysł - znudzony brakiem wyzwań intelektualnych - przetrawił to, co widziała. Ktoś najwyraźniej planował romantyczne pożegnanie z życiem, wylewając swoje żale w formie dramatycznego skoku z wysokości.
Eden zatrzymała się, a potem cofnęła się kilka kroków, podnosząc brwi w wyrazie mieszanki zaskoczenia i irytacji. Czyżby naprawdę ktoś miał tak mało wyobraźni, że myślał, iż skok z wieży to najlepsze rozwiązanie problemów? Szybkim ruchem wyciągnęła różdżkę, bardziej z myślą o tym, by uniknąć zbędnych komplikacji, niż z faktycznej troski. W końcu, jeśli miał skakać, to wolała uniknąć sytuacji, w której ląduje z telemarkiem na jej twarzy. Chłopak jednak ewidentnie się wahał, a Eden też nie chciała być świadkiem czyjejś śmierci, bo planowany popołudniowy relaks zostanie wtedy całkowicie zniweczony.
- Skaczesz, czy nie? - Zawołała na tyle głośno, by jej głos dobiegł samobójcę na szczycie wieży. Zmrużyła też oczy i przysłoniła je dłonią, bo patrząc w górę słońce sprawiało jej nieziemski dyskomfort i ledwie gościa widziała. - Bo nie wiem, czy mam się odsunąć! - Wyjaśniła, bez większego przejęcia jego losem. W końcu kim była Eden, by stawać na drodze selekcji naturalnej?
Tego popołudnia, przechodząc pod wieżą, Eden rozmyślała o wszystkim i o niczym, co było dla niej dość typowe. Z zewnątrz wyglądała na beztroską, a wewnętrznie również nie czuła się bardziej obciążona. Eden uśmiechnęła się pod nosem, widząc grupkę uczniów w panice przeglądających notatki. Westchnęła, zastanawiając się, czy w ogóle kiedykolwiek doświadczy tego rodzaju stresu. Może mogłaby spróbować się martwić, tak dla eksperymentu?
Kiedy minęła wieżę, jej uwagę przyciągnął cień na szczycie. Początkowo zignorowała go, sądząc, że to kolejny przestraszony pierwszoroczniak, który zapomniał, jak się schodzi po schodach. Jednak po chwili jej umysł - znudzony brakiem wyzwań intelektualnych - przetrawił to, co widziała. Ktoś najwyraźniej planował romantyczne pożegnanie z życiem, wylewając swoje żale w formie dramatycznego skoku z wysokości.
Eden zatrzymała się, a potem cofnęła się kilka kroków, podnosząc brwi w wyrazie mieszanki zaskoczenia i irytacji. Czyżby naprawdę ktoś miał tak mało wyobraźni, że myślał, iż skok z wieży to najlepsze rozwiązanie problemów? Szybkim ruchem wyciągnęła różdżkę, bardziej z myślą o tym, by uniknąć zbędnych komplikacji, niż z faktycznej troski. W końcu, jeśli miał skakać, to wolała uniknąć sytuacji, w której ląduje z telemarkiem na jej twarzy. Chłopak jednak ewidentnie się wahał, a Eden też nie chciała być świadkiem czyjejś śmierci, bo planowany popołudniowy relaks zostanie wtedy całkowicie zniweczony.
- Skaczesz, czy nie? - Zawołała na tyle głośno, by jej głos dobiegł samobójcę na szczycie wieży. Zmrużyła też oczy i przysłoniła je dłonią, bo patrząc w górę słońce sprawiało jej nieziemski dyskomfort i ledwie gościa widziała. - Bo nie wiem, czy mam się odsunąć! - Wyjaśniła, bez większego przejęcia jego losem. W końcu kim była Eden, by stawać na drodze selekcji naturalnej?
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~