20.08.2024, 02:58 ✶
Thomas nie bał się zwierząt, a już szczególnie kotowatych - zresztą jego instynkt samozachowawczy był mocno zachwiany po latach spędzonych na szwendaniu się po wykopaliskach, które naszpikowane były klątwami i pułapkami. Dlatego też zarówno przez to jak i przez bycie Figgiem ciągnęło go do kotowatych nie ważne jak wielkie czy małe by one były.
- Dowiemy się tego jutro, co uda się dowiedzieć i o ile cokolwiek się uda. Klątwy ciążące na żywych istotach są - próbował znaleźć odpowiednie słowo, bo ciężko było mu określić to tak za pomocą właśnie jednego słowa, a też nie chciał zanudzać Fiery branżową nomenklaturą. - Bardziej kapryśne - tak, to brzmiało dobrze. Runy w danych miejscach zazwyczaj opierały się na podobnych schematach i zawsze były wsparte runą jakąś, którą znalezienie znacznie ułatwiało cała pracę. Tutaj jak obstawiał będzie to czarnomagiczne przekleństwo - wysoka szkołą magii skoro nie mija z czasem sama.
- Proszę cię, wcale nie potrzebowałaś mojej pomocy wtedy, sam byś się sprawniej i lepiej wykpiła, jeszcze by pewnie cię ugościł tam u siebie, a nie musiałabyś uciekać - odpowiedział, jej bo wcale nie czuł, żeby cokolwiek mu za tamten dzień byłą winna. Oboje pomogli sobie w tamtej sytuacji dlatego też skoro ona chciała mu coś podarować to i on mógłby zrobić coś dla niej.
- Dobrze, myślę, ze uda mi się cię znaleźć i poinformować jeśli zajdzie potrzeba zmiany takowej - zażartował, sama okazja do łamania niecodziennych klątw była dla niego dużym wydarzeniem. Dawało mu to tego dreszczyku emocji związanego z zagadką i jej rozwikływaniem.
- Jakby tylko mogli, jutro niech się za bardzo nie objadają - dodał jeszcze kiedy zdał sobie z tego sprawę, że musi ją ostrzec przed pewnymi rzeczami. - Ilość magii jakiej zostaną poddani może sprawić, że źle to przyswoją i będą mieli pewne problemy z utrzymaniem jedzenia w swoich żołądkach. - wyjaśnił nie chcąc, aby jego ostrzeżenia zabrzmiały jak puste nakazy.
W pomieszczeniu rozległ się dźwięk dzwonka i do środka weszła para kobiet. Rozejrzały się po wnętrzy i przywitały z przebywającymi w środku Fiery i Thomasem skinięciem głową.
- Zaraz wrócę - zwrócił się do panny Bell nim dźwignął się na nogi i zbliżył się do nowoprzybyłych, aby je obsłużyć. Przez krótką chwilę polecał im słodycze i przedstawiał ofertę na napoje. Po krótkiej wymianie zdań przyjął ich zamówienie i kierując się za ladę aby je przygotować zatrzymał się przy kobiecie, z którą spędził przyjemny czas na rozmowie.
- Podać herbaty albo soku? Bo więcej kawy to już chyba utrzyma cię przez kilka dni bez snu na nogach - zażartował i po usłyszeniu odpowiedzi zniknął za ladą, aby przygotować wszystko.
- Dowiemy się tego jutro, co uda się dowiedzieć i o ile cokolwiek się uda. Klątwy ciążące na żywych istotach są - próbował znaleźć odpowiednie słowo, bo ciężko było mu określić to tak za pomocą właśnie jednego słowa, a też nie chciał zanudzać Fiery branżową nomenklaturą. - Bardziej kapryśne - tak, to brzmiało dobrze. Runy w danych miejscach zazwyczaj opierały się na podobnych schematach i zawsze były wsparte runą jakąś, którą znalezienie znacznie ułatwiało cała pracę. Tutaj jak obstawiał będzie to czarnomagiczne przekleństwo - wysoka szkołą magii skoro nie mija z czasem sama.
- Proszę cię, wcale nie potrzebowałaś mojej pomocy wtedy, sam byś się sprawniej i lepiej wykpiła, jeszcze by pewnie cię ugościł tam u siebie, a nie musiałabyś uciekać - odpowiedział, jej bo wcale nie czuł, żeby cokolwiek mu za tamten dzień byłą winna. Oboje pomogli sobie w tamtej sytuacji dlatego też skoro ona chciała mu coś podarować to i on mógłby zrobić coś dla niej.
- Dobrze, myślę, ze uda mi się cię znaleźć i poinformować jeśli zajdzie potrzeba zmiany takowej - zażartował, sama okazja do łamania niecodziennych klątw była dla niego dużym wydarzeniem. Dawało mu to tego dreszczyku emocji związanego z zagadką i jej rozwikływaniem.
- Jakby tylko mogli, jutro niech się za bardzo nie objadają - dodał jeszcze kiedy zdał sobie z tego sprawę, że musi ją ostrzec przed pewnymi rzeczami. - Ilość magii jakiej zostaną poddani może sprawić, że źle to przyswoją i będą mieli pewne problemy z utrzymaniem jedzenia w swoich żołądkach. - wyjaśnił nie chcąc, aby jego ostrzeżenia zabrzmiały jak puste nakazy.
W pomieszczeniu rozległ się dźwięk dzwonka i do środka weszła para kobiet. Rozejrzały się po wnętrzy i przywitały z przebywającymi w środku Fiery i Thomasem skinięciem głową.
- Zaraz wrócę - zwrócił się do panny Bell nim dźwignął się na nogi i zbliżył się do nowoprzybyłych, aby je obsłużyć. Przez krótką chwilę polecał im słodycze i przedstawiał ofertę na napoje. Po krótkiej wymianie zdań przyjął ich zamówienie i kierując się za ladę aby je przygotować zatrzymał się przy kobiecie, z którą spędził przyjemny czas na rozmowie.
- Podać herbaty albo soku? Bo więcej kawy to już chyba utrzyma cię przez kilka dni bez snu na nogach - zażartował i po usłyszeniu odpowiedzi zniknął za ladą, aby przygotować wszystko.